Tag Archives: wellness

Baleron mocy, czyli w przyszłym wcieleniu będę koksem

24 Feb

Niczym baba, która sprząta przed przybyciem sprzątaczki, przed pójściem na siłkę wzięłam i schudłam, żeby wstydu nie było. Teraz portki gimnastyczne zjeżdżają mi na tyle skutecznie z dupy, że można się przyglądać moim przysiadom z nowej perspektywy. Błonnik, cytryny, warzywka, owocki, zielona herbata i oglądanie ciastków od lipca do stycznia na wyszukiwarce Google i co? 10 kilo w dół i opcja poszukiwania cycków w Archiwum Iks, więc redukcja poszła się jebać. Teraz rzeźbimy niczym Pudzian bez Popka, który ponoć ustalił swoim sportowym chuizmem nową jednostkę czasową po legendarnych “gołotach”. Dont łory, Popuś! Polskie buraczany z miejscowych fabryk nadal Cię kochajo, a nawet identyfikują się z Tobą jeszcze bardziej, bo jadą ze swoim idolem na tym samym wózku epickiej klęski.

Całe życie tak a propos sukcesów sportowych z dupy cieniowałam z WFu, tj. nie mieściłam się w jakichś dziwnych normach z tabelek, bo z gimnastyki najlepiej ogarniałam przewracanie kartek w książkach, tarmoszenie ich z biblioteki i mruganie powiekami na czas.Moje słabe serduszko nie zgadzało się na sprint, w przeciwieństwie do durnej wfistki z podstawówki; pozdrawiam z tego miejsca środkowym palcem. W gimbazie było lepiej, bo tam nauczycielka nie była nawiedzona; wymyślała mi inne ćwiczenia, albo np.referat o Krav Madze i muszę przyznać, że wtedy poluhiłam WF, a cztery godziny WFu z rana robiły naszym kręgosłupom na pewno lepiej, niż taka sama ilość godzin religii czy innego bzdeta dla nawiedzonych kucht. W liceum prawem serii trafiłam z kolei na babę, która uważała, że robienie brzuszków jest zajebiste do rodzenia dzieci, w każdym razie chyba koniecznie chciała, żeby cisnąć z niej bekę.

Tak oto na WFie podobał mi się najbardziej unihokej, bo mogłam bezkarnie napierdalać kijem laski, które mnie nie lubiły, siatkówkę, bo na rozegraniu rozpiżdżałam przeciwną drużynę, no i moje trampki też lubiłam, bo były niczym tanie wino-dobre i tanie, a przy tym kolorowe, jak paw po tymże. Może miałabym inne podejście, jakbym w międzyczasie jeszcze nie zjechała ryjem po asfalcie i nie zostawiła pozostałości prawej jedynki w Królikarni-przejazd hulajnogą też nie był dla mnie.

Ale ile można siedzieć na dupie w biurze i czekać, aż będę wyglądać jak angielskie rozlazłe babska z biura Tesco, które składają się z bekonu, czipsów i mięsnych pajów? Bleee, miażdżyca płacze ze szczęścia, a cholesterol nakurwia radosne salto. Złapałam Vlada za frak i wykupiliśmy sobie wejściówki na siłkę, wraz z tłumem popaprańców, którzy spełniali postanowienia noworoczne. 

Wszyscy, którzy kwęczą, że na początku jest ciężko, mają rację. Nam na przykład nie chciały się otworzyć drzwi i nie łapały PINu, więc piliśmy, ale właściwie nie połykaliśmy. Dopiero interwencja telefoniczna otworzyła nam wrota do świata koksu i białka w proszku.

Tak oto pierwsze co zobaczyłam na wejściu, to dziadka, który zawzięcie pakował na bice, laski, które głównie interesowały samojebki (myślałam, że to miejska legenda, ale jednak nie, niektóre dupy naprawdę turlają się na siłkę w tapecie, jebią milion zdjęć, zrobią dwa niemrawe kroczki i idą w diabły), jedną pannę rozmiaru King Konga z mojej roboty też przyczaiłam. Wzruszają mnie chłopcy, dla których dzień nóg jeszcze nie nadszedł i od góry do pasa są rozmiarów Dwayne’a Johnsona, a od pasa w dół mają nóżki cienkie jak zapałki z Lidla. Ale nikt nikogo nie krytykuje i nie wytyka paluchami, za to goście rozmiaru szafy gdańskiej, którzy w PL mogliby składać CV do Pruszkowa, grzecznie puszczają mnie na różne koła tortur, choć wyobrażałam sobie, że będzie inaczej.

Lubię bieżnię, wiosełka, lubię męczyć mięśnie pleców, bo paradoksalnie po obciążeniach już zapomniałam, co to ból plecaczka, ambicjonalnie jadę półdupki i mięśnie brzucha w nadziei, że kiedyś wykrzesam z nich coś więcej niż miętką galaretę. Z czegoś, co przypomina kawałek ruchomych schodów usiłowałam spaść z najgłośniejszym JA JEBIĘĘ WŁAD STOPUJ TEN SZIT w całym Dorset, ale i tak było spoko.

No ale na chuj jaśnisty komukolwiek ROWEREK, którym nigdzie nie można dojechać, a po przejechaniu kilometra spalam na tym złomie 3 kalorie?! To mniej niż plasterek cytryny, BEZ PRZEGINY.

A najbardziej w siłce podoba mi się to, że mogę wypocić wszystkie wkurwy dnia i debili, którzy nie wiedzą, o co im chodzi i zawracają o to dupę wszystkim dookoła, więc cytując lachony reklamujące pasztety, pozdrawiam i polecam.

P.S  Chodzenia na siłkę tuż po pracy nie polecam, bo wtedy jest tam dziki tłum.

P.S 2 Na siłce trzeba dużo pić, żeby się nie odwadniać, co ma wadę, bo odwadnianie w postaci szczania po takim żłopaniu następuje o 4.37, czyli wtedy, kiedy budzik mówi “hihihaha i tak zadzwonię za 5 minut o 6.20, korpoodbycie!!”.