Tag Archives: bo ja zla kobieta jestem

Współczesny Spartakus, czyli korpoodbyty tłuką się o urlop

2 Apr

Zaczęło się niewinnie, czyli od zapotrzebowania na nowe ryje w pracy. Ja i W. dostałyśmy ambitne polecenie rekrutacji według oceny testu pisanego i mówionego. Na ile można było odstrzelić kretynów, którzy pisali “komurka slurzy do dzwonia, a także jej funkcją jest wykonywanie połączeń telefonicznych”i tych, którzy przerzucali swoje elaboraty przez translator Google (po co Polak tłumaczy tekst napisany po polsku…na polski przez auto-translatora?! A walić się w imię dziewictwa też umiejo?), na tyle odstrzeliłyśmy, ale w międzyczasie rekrutacją zajmował się ktoś jeszcze. 

Dzięki temu trafiły do nas 4 osoby, z czego dwie dziewczyny są normalne i starają się kumać, co się do nich mówi, oraz dwa przypadki…cięższe. Stanowi to swego rodzaju rozrywkę, choć z drugiej strony bombardowanie pytaniami z dupy z ich strony i następny nalot dywanowy po stronie klientów w kółko przez 8 godzin dziennie wyjebują mnie z kapci.

Jednostka męska po usadzeniu niczym przedszkolak pod okiem W. zaczął ogarniać. Wcześniej nie trafiały powtarzane do wyrzygu wykłady o procedurach i czynnościach ( A Kapitan Bomba na to…), za to z miejsca zaczaił system rezerwacji urlopu. Sprawa jest prosta-dwie osoby z zespołu jakoś mogą pójść na urlop, ale kto pierwszy wbije się w system, ten lepszy. Był lojalnie uprzedzony, że jako młodszy stażem może poczekać grzecznie w kolejeczce, bo liczy się moment wpisu do kalendarza, no ale…Któregoś dnia chciałam przenieść wpisy z kalendarza do systemu,a tam zonk, moje sierpnie poszły się ciupciać!! Zaglądam do kalendarza, a tam nasza gwiazdeczka szaleje. W. się nieco zakurwiła i poszła go prostować, na co następnego dnia przyleciał do mnie kiero i zaczął stękać, że kolega nowy, że trzeba dać mu szansę, że bla blabla, że mam się nie opierać o pierwsze wrażenie, że makaronów sto. Wzdycham na to i rzucam taką orację:

-Spoko, ale kolega sprawia wrażenie, że nie ma chęci na jarzenie czegokolwiek dotyczące pracy, ale system urlopowy ogarnął raz dwa, więc nie dziw się takiej reakcji po naszej stronie.

-Może był rozkojarzony, kiedy mu coś mówiłaś, a może nie był zainteresowany…

-COOO?! I tak spokojnie przyjmujesz do wiadomości, że starszy stażem przekazuje coś młodszemu, a on wbija w to lachę?! Czy ja dobrze słyszę??

To się zaczęło jakieś korpo blabla, chyba o współpracy i komunikacji w zespole, ale teraz dla odmiany ja nie byłam zainteresowana. Powiedziałam tylko, że spoko, jak będą coś chcieli, to pomogę, ale bez rzucania kwiatków pod stopy i rozwijania czerwonego dywanu. A tak poza tym to chcę urlop, czekoladę, draże i baton.

No dobra, kolega jakoś się wyrobił jak żelbet z promocji i jest miły (tj. już skończył z żarcikami o ciągnięciu druta, jak go spytałam, czy występował w roli płatnika czy obsługującego), ale jednostka żeńska, zwana Bulwą, oh jej, to dopiero historia.

Bulwa jest wrzaskliwa, tj. formułuje swoje zapytania z drugiego końca biura, drąc ryj-kiedy robi to za moimi plecami, przechodzą mnie ciarki, zwłasza, gdy kończy je perlistym HYHYHY. Nawet się nie wtrąca w rozmowy, tylko się bezceremonialnie wpierdala, a trochę głupio dorosłej babie tłumaczyć, że mamusia za takie zachowania zapomniała ją usadzić na karny jeżyk. Bulwa jest 20 cm ode mnie niższa i tyleż samo kilo cięższa. To jest akurat najmniejszy problem; najgorsze jest to, że nadal wielki chuj ogarnia z całej tej roboty. Nie umie nawet powtórzyć tego, co się do niej mówi i 5 minut później odstawia w kolejnej sprawie podobnej do tej sprzed chwili dokładnie ten sam kaszan.No i mówi najbardziej przerażające słowo świata-PIENIĄŻKI. JEZU, KURWA, BOŻE, JESTEM NA NIE.

Mamy jej pomagać, dobra, niech będzie i tak. Ponieważ Bulwa na szkoleniu zajmowała się plotami, kiedy dzwoni klient, ona drze ryj o pomoc, przerzuca klienta na linię oczekującą i zaczynają się cuda. Bo pytamy, na czym polega problem, a ona nie wie. My też nie wiemy. No to ktoś musi nad nią stać i dosłownie dyktować, o co ma pytać; i tak połowy rzeczy po drodze zapomina.Potem trzeba pokazać palcem rozwiązanie na ekranie, a najlepiej wpisać jego nazwę na ekranie, bo powiedzenie go też nie jest gwarancją sukcesu. Aha, Bulwa ma 21 lat, w UK jest od prawie 10-ciu, a jej angielski zarówno w wersji pisanej, jak i mówionej przypomina mi piosenkę o forfiterze, którego wypasał szwagier, co też jeździ mi po bębenkach usznych niczym wibratto Zenka Martyniuka-na trzeźwo nie zniesę, ale przynajmniej po pierwszej butelce winiacza śpiewam razem z nim. Najlepiej to ilustruje reklama jego byczego enerdżi driniacza, który mi poleca swym czarującym barytonem.

Bulwa chyba ma dwie szare komórki, a te w wyniku zderzenia się na sobie wyznaczonych torach jazdy doprowadziły ją do wniosku, że lepiej nie pytać mnie po raz 15-sty w ciągu godziny o to samo, choć starałam się być grzeczna i nie cisnąć jej od najgorszych, tylko starałam się ją doprowadzić do właściwej procedury, zadając różne pytania, żeby przez odpowiedzi wycisnąć z niej, co trzeba. Po pierwszych 10 minutach wiedziałam, że szuka leszcza, który odwali za nią całą pańszczyznę, a szelest sam się będzie zgadzał w kieszeni. Nie dałam się wciągnąć w tą zabawę, bo po prostu kurwa N.I.E, czemu jakaś księżniczka Cebulandii ma siedzieć i wzdychać, a ja mam cisnąć jej i moją robotę za damski chuj? ( O nieee, sorry, w korponarzeczu nazywa się to PERSPEKTYWA ROZWOJU DLA OBIECUJĄCEJ KADRY, którą odczułam najlepiej, kiedy moje dwie aplikacje na wyższe stanowiska poszły się jebać) Ćwiczyłam już ten temat w poprzedniej pracy i dziękuję bardzo.

Efekt jest taki, że poleciała do mojego kiero i mu oznajmiła, że sprawiam, że czuje się przeze mnie…głupia.


Nie ma to jak spojrzeć prawdzie w oczy i nadal jej wmawiać, że jest ściemą. Od siebie dodam, że spojrzałam tylko na naszego capo di tutti i rozłożyłam ręce, no bo albo chce, żebym kogoś czegoś nauczyła, albo żebym klaskała z uznaniem, gdy ktoś odstawia teatrzyki z dupy.

Popis buractwa Bulwa odstawiła podczas naszej imprezki zespołowej, kiedy na niezłej najebce zaczęła cisnąć do W. że ta jej niby zabrała urlop, a ona potrzebuje, bo buduje dom i gruz się sypie (??? i dlaczego urlop bierze we…wrześniu???) , zarówno po polsku, jak i po angielsku. Nikt nie był w stanie przemówić jej do rozumu, nawet jedna Włoszka, która ją zjebała; w pewnym momencie stanęłam między nią a W., bo zaczęła machać łapami, co niechybnie skończyłoby się wpierdolem.

-Słuchaj K., jesteśmy poza biurem, więc daruj sobie takie wrzaski, bo mogłaś dzisiaj rano to ogarnąć-westchnęłam.

-Alemójdomgruzkafelkidompieniążkijachcęurlop!!!

-Zacięłaś się? Poza biurem nikt Ci tego nie załatwi, co sobie wyobrażasz?

-W.zabukowałaurlopjachcędwadniwtymsamymczasiejakmogłazabukowaćurlopdommöjjamuszęjechaćblablabla

-A W. ma prawo to serdecznie jebać, bo rezerwowała urlop, zanim żeś zakumała, że firma C. wogóle istnieje. Tym bardziej Twój gruz.

Nie przeszkodziło to w poniedziałek rano chwalić się Bulwie, że jej men musiał stawać w trybie alertowym po melanżu, bo Karolinka chciała ubarwić swym bogatym wnętrzem jego bezcenne wozidło (niech zgadnę-Volkswagen Passat 1.6 TDI kombi pseudonim Passerati? Audi A4? ) Oczywiście zakończyła tą tyradę obowiązkowym HYHY. Debilom to się jednak łatwo żyje, zawsze to powtarzam.

Na koniec chciałabym napisać jakieś zajebiste podsumowanko, jakąś górnolotną klamrę kompozycyjną, ale nic mi nie przychodzi do głowy oprócz tego, że niestety tego typu postaci wśród Polaków rzucają się tubylcom w oczy i nie świadczą o nas najlepiej, co w ostatecznym rozrachunku zagrało całkiem skutecznie, bo spowodowało falę nastrojów i manipulacji, które przyczyniły się do Brexitu.

Ale spoko, jak patrzę na takie elementy, to mam sama chęć zrobić od nich Brexit, byle jak najdalej. Tylko czy to możliwe?

Advertisements

Mauzer,Chrzescijanska Unia Jednosci i Franz Maurer

19 Apr

Wszyscy znacie ten film.
A jak nie znacie, to znaczy, ze przelezeliscie pod lodem  ostatnie 20 lat razem z Ozim. Wlasnie ogladam go po raz drugi na przestrzeni ostatnich 10 dni i choc dobrze wiem, co stanie sie za minute, dwie i dalszych sto, to i tak wpatruje jak urzeczona w ekran. Albo jak niejaki ganster Krakowiak, ktory mial w zwyczaju codziennie ogladac CALA trylogie “Ojca Chrzestnego”. Jak to zrobil, ze przez bite 9 godzin nie bolala go dupa, to nie wiem, natomiast zainspirowany Vito Corleone i spolka kazal sie tytulowac “ojcem chrzestnym” oraz calowac w pierscien. 9 godzin seansow filmowych, sen…Chyba musze isc do Krakowiaka na szkolenie z zarzadzania czasem, bo jakos ten gosc musial wyluskac Zeit na krecenie swoich biznesow.

Ale ja chce tu posmedzic przede wszystkim o “Psach” Pasikowskiego, do ktorych wielokrotnie mniej lub bardziej posrednio sie odnosilam. Chyba nie bede ani odkrywcza, ani oryginalna, ale jest to film pokolenia przelomu transformacyjnego. Chociaz ja urodzilam sie w roku 1992- czyli tez wtedy, kiedy opus magnum Wladyslawa P.- a po raz pierwszy obskoczylam tenze w wieku lat siedmiu.Doprawdy, mega to odpowiedni wiek na ogladanie goscia motelu bez oczu, a sama fabula wydawala mi sie cokolwiek dziwna, zwlaszcza watek zarabiania milionow, ktorych juz po denominacji nie pamietalam. No i wielkie halo Andzeli o BMW Franza-  ja nie moge, toz chlopcy scigajacy sie spod swiatel kolo Telewizji maja fajniejsze beemice, a w dzisiejszych czasach popsuta mlodziez pewnie mysli, ze zajazd Wartburgiem pod Teatr Wielki swiadczy o daleko idacym jebaniu mainstreamu i hipsterstwie.
Ale za to moi mili od pierwszej chwili ( ze tak se ziomalska nawijka polece, jol, men) bylam zauroczona Franzem Maurerem. Konkretnie, krotko i bez przepraszania za to, ze zyje- strzelil do kpt. Nowaka, bo gosc odstawial schizy na dachu, a do Ola, bo kto umarl, ten  nie zyje. Zwlaszcza nie zyje ten, ktory pierdoli kobiete Franza (akurat ten zwrot nijak mi nie pasi, bo sugeruje bardziej uzycie niz przezycie, ale z drugiej strony kto sobie wyobraza w momencie egzekucji Ola text w stylu “Uprawiasz…uprawiasz stosunki plciowe z moja kobieta !” ? Sorry, Boguslaw L. moze i gral pozniej ksiedza Robaka, ale to raczej nie ta pora i nie to miejsce na wspinanie sie na wyzyny grzecznosci.
Wzor asertywnosci i meskosci, no sie jaram sie juz trzynasty rok z rzedu, zreszta dziwnym trafem chyba wiekszosc podziwianych przeze mnie panow ma wspolny rys z Maurerem, wlasnie taki maczyzm, ale nie maczyzm kurczaka przystrojonego w kogucie piorka do walki, bo Franz kiedy trzeba bylo, umial tez wykrzesac z siebie nieco glebszego uczucia, czy tez nawet zagubionym byc.
O fabule raczej nie ma co pisac, gdyz to relikwia polskiej kinematografii znana kazdemu, choc jak na standardy “kina sensacyjnego” (pff, albo jestem krzywa umyslowo, albo zwyczajnie pierdolnieta, ale ” Psy” to bardziej kino obyczajowe) jest zaskakujaco sensowna- ubecja po przeksztalceniu w policje nie bardzo moze sie odnalezc w nowych warunkach pracy( bo i niby jak, skoro ich robota byla wzglednie malo anagazujaca ), grzecznie pukajac w drzwiczki figuranta dostaja ostrzal na lby. Ci ktorzy nie przeszli weryfikacji- a noz cos umknelo przed wysypiskiem?- robili interesy na boku z amfa w tle.

Do tego jakze typowe, narodowe obrazki, jak Wencel, ktory zawsze jest w komisjach, a pozniej konsumuje posily z wyjetym spod prawa bylym ubolem, major Bien, ktory nazywal sie major Bien (och, ta tytulomania w PL, no bym raz czy drugi powiedziala takiemu lachonowi w sklepie, ktory podaje mi buly, zeby sie nie wyglupiala z paniami, bo pewnie razem do jednej podstawowki chodzilysmy, tyle ze ona zrobila sobie bachora z miejscowym rycerzem ortalionu, a ja nie do konca) i opozycja, ktora byc opozycja przestaje, czy tez prokurator, ktoremu nawet na lozu szpitalnym (czyli prawie jak na lozu smierci) chce sie podskakiwac, kto to on nie jest. Az przerazajace jest, ze chyba to przestaje ruszac, tak jak powinno, bo to “normalka”.
Wszystko to razem+ zdjecia Pawla Edelmana dalo klasyka kina, ale nie tylko. Tu raczej nie zabili go, zeby potem uciekl, bo jest to tez przypowiastka o przyjazni w trudnych czasach, ktora konczy sie tam, gdzie zaczynaja sie dupy i pieniadze. Przynajmniej w przypadku Ola i Franza, bo jak wiadomo zaczyna sie tu przyjazn Nowego z Maurerem, ktora bedzie potem jedna ze skladowych “Psow 2″. Swoja droga  Nowy jest postacia dramatyczna, bo chcial wprowadzac rewolucje i wiatr odnowy, wiec mu w zamian wyrzucili pieknego Canona. Moze mam fanaberie rodem z dupy, ale to scena, przy ktorej zawsze zaslaniam oczy, bo o ile rany, strzaly i amputacje sa keczupem i jazda na silikonie, to aparat ucierpial naprawde.

Swoja droga to Pazura niezbyt mi pasuje do roli Mlodego, predzej Lubaszenko, ktory przez chwile petal sie po ekranie, zeby dac sie postrzelic. A scena w szpitalu, gdzie Pazura odstawil komedie, zainspirowala zapewne Zbigniewa Ziobre do slynnego ” Nikt juz przez tego pana zycia pozbawiony nie bedzie” czy jakos tak( skladnia tego zdania wali na cycki, a potem w ryj) dzieki “ nikt juz przez ciebie nie zginie, ty ubeku pierdolony“. Zbysiowi, mimo bycia schizolem, mozna pogratulowac chwilowego rozjasnienia umyslu i tak gornolotnego wzorca do nasladowania. I niech mi kto powie, ze w “Psach” to tylko same kurwy leca. (“– Kim ty kurwa jestes?- Kurwaaaa…, a wy?”)

Hollywood to raczej nie jest (i bardzo dobrze), wiec moze dlatego Andzela jest odrobine ladniejsza od diabla i zaiste ma cechy godne corki ksiedza. W Fabryce Snow Andzela bylaby pewnie Kim Kardashian, Franzem Brad Pitt ( o kurwa, to mnie nawet przerazilo), a wszystko skonczyloby sie wybuchem Cadillaca na autostradzie. Moze dlatego do ciezkiej kurwicy doprowadza mni rekonstrukcja cyfrowa filmu, bo panowie niosacy na drzwiach poleglego na libacji alkoholowej w kantynie wygladaja jak po retuszu, i owszem, ale na okladke “Vogue”, a te przygladzone oblicza i brak ziarna/ rysek z kliszy maja sie do wymowy obrazu, jak ja do listy stu najseksowniejszych pan swiata. Ciekawi mnie, czy rekonstrukcje czarno-bialych filmow to tez chujnia po tych samych pieniadzach, stworzona na potrzeby HD ( o niczym innym cale zycie nie marzylismy, tylko o ogladaniu sobie wlosow w uszach w Haj Definiszyn. Dzieki, Koreance, lepiej juz byscie zrzucili ta bombe na USA), czy moze cos znosniejszego.

Mysle, ze w jakis sposob tropem Pasikowskiego i brutalnego realizmu pracy policyjno-wszelakokryminalnej podazyl Patryk Vega,, kiedy flancowal “Prawdziwe Psy” na “Pitbulla”, gdzie panowie policjanci nie wstawiaja dretwych gadek a’la “Teraz pokazuje odznake i prosze polozyc raczki na maseczce” i raczej nie przebieraja w srodkach perswazji. No i Smarzowski.

Aha, jeszcze jedno- soundtrack. Powiem jedno-imponujacy.

A tak poza tym :

5026_0
Jesli nie wiadomo, o co chodzi, to pewnie chodzi o polska szkole plakatowa- w tym przypadku dzielo Jakuba Erola. Siedzialam, siedzialam, rozkminialam, coz autor ma na mysli, az w koncu najprostsze, co mi przyszlo na mysl to fakt, ze te stwory sa takie same, a stoja po dwoch stronach barykady, czyli jakby nie bylo do fabuly sie odnosi. Jak widac, wersja anglojezyczna- az mnie ciekawi, co by na to powiedzial Lord Flafi, choc podejrzewam, ze jako przedstawiciel nonkorfomistycznej i poprawnej politycznie Europy Zachodniej moglby nie do konca zczaic, na czym rzecz polega.

P.S.

Mialam pisac teksty o planetach do mojego szita flashowo-photoshopowo-adobowego, a wyszlo “jak zwykle”. Ale nie ma chuja we wsi, postawilam sobie za punkt honoru, ze jutro poleze na konsultacje z moim tutorem Trevorem (tak mile panie, pozdrowie go od was i pocaluje w lusterko jego BMW M3, hehe, o ile po calej przeprawie nie bedzie mnie mial dosyc i nie krzyknie “A kysz, dziwolagu wschodni! Wracaj do swojej Rosji!”) zeby zalaczyc sie w odpowiedni tryb motywacyjny, gdyz teoretycznie do poniedzialku nadal mam przerwe wielkanocna (!), jak widac nikomu sie tu z niczym nie spieszy. Trudno, pewnie i tak obudzi mnie o 5.55 czyjes szczanie, wiec moge rownie dobrze podziubdziac cos z rana.