Współczesny Spartakus, czyli korpoodbyty tłuką się o urlop

Zaczęło się niewinnie, czyli od zapotrzebowania na nowe ryje w pracy. Ja i W. dostałyśmy ambitne polecenie rekrutacji według oceny testu pisanego i mówionego. Na ile można było odstrzelić kretynów, którzy pisali “komurka slurzy do dzwonia, a także jej funkcją jest wykonywanie połączeń telefonicznych”i tych, którzy przerzucali swoje elaboraty przez translator Google (po co Polak… Continue reading Współczesny Spartakus, czyli korpoodbyty tłuką się o urlop

Fuck Google, ask me

W mojej pracy mamy złotą zasadę-chuj z poniedziałkami, bo są najazdem husarii Cebulandii.Ostatnimi czasy poniedziałki trwają cały tydzień. No bo jak inaczej nazwać coś takiego: -pani pyta się, czy możemy jej sprawdzić rozkład jazdy pociągu ze Zgierza do Krakowa na poniedziałek rano. Myślała, że dodzwoniła się do wyszukiwarki Google. Niedługo ludzie będą konsultować z nami… Continue reading Fuck Google, ask me

Idź Pan w chuj z taką robotą i przenieś się do korpo

Uff, szarpałam się z wywołaniem opcji formatowania w adminie chyba z pół godziny, to wszystko wina Żydów i masonów zapewne. Ale ja nie o tym, a o moim zatrudnieniu, co rozpocznę pewną anegdotą, by jak zwykle zgrabnie i z wdziękiem przejść do meritum, którego w moich postach zazwyczaj nie ma. Otóż kapitan Vlad dostał niedawno… Continue reading Idź Pan w chuj z taką robotą i przenieś się do korpo

Może i mam Cię w dupie, ale mam za to piękny zegarek

Siemson! Nie było mnie tu od dawien dawna- zrzucanie lorda Flafiego ze schodów, zmiana pracy i wreszcie posypka mojego lapka i przeprąciowa jesień i zima (które w UK są totalnie jednym i tym samym, czyli porą nieustającego monsunu w scenerii, w której Werter zabiłby się po wielokroć) chwilowo mnie uciszyły. (dobra- nie chce mi się… Continue reading Może i mam Cię w dupie, ale mam za to piękny zegarek

Cap, cap, cappucino, czyli potyczek czesc dalsza

Z pamietniczka obslugi klienta: – kiedy G. krzyczy “MONIA IDZ ZROBIC PANU LODA”, to chocby nie wiem jak korzystnie finansowo to brzmialo, to niestety chodzi o wyrabianie sobie bica na silowaniu sie z zamarznietymi lodami. Ktoregos pieknego dnia zaczelam sie sama do siebie tragicznie smiac, bo nie wiedziec czemu te wysilki przypominaly mi zyciowe powolanie… Continue reading Cap, cap, cappucino, czyli potyczek czesc dalsza

Wester-latte, czyli M. pracuje

Olaboga, czo z to M., gdzie jo diably wywiali?! Wywiali mnie do pracy w kawiarni i na razie moge powiedziec iz: -wstawanie o 5.15 masakruje jeszcze bardziej, niz myslalam, za to na autopilocie umiem juz piec bagietki. Bardzo zaluje, ze nic nie pamietam, co robie na autopilocie, bo z samego rana udalo mi sie kiedys… Continue reading Wester-latte, czyli M. pracuje

Wal mature, przyjemniejsze bycie imbecylem

Skonczyl sie maj, kasztany pieknie kwitna za oknem, bo w UK nie pozeraja ich milimetrowe stworzenia (ale to glupie, mierzyc pare metrow i zostac zabitym przez robala), wieczorem zapach bzu sasiadki mieszal sie z aromatami tutejszych chinczykowni. (a niech ich chuj, kiedys jadlam kurczaka slodko-kwasnego w ich wydaniu i zapytuje sama siebie- dlaczego w sosie… Continue reading Wal mature, przyjemniejsze bycie imbecylem