Jeszcze M. nie zginęła, póki wiatraki żyją

Jezu, generator pasków TVP to moje odkrycie dnia i miód na ego, bo mogę sobie wpisać np. “M. M wybrana w plebiscycie Blog Dekady” i będzie tak samo prawdopodobnie, jak smęty o wojowniczych plastusiach z opozycji. Siedzę więc w pracy i wymyślam nowe paski, typu “Klient Janusz wzywa organy ścigania-odpowiedziała już nerka, wątroba i dwunastnica. Za chwilę przyjadą posiłki”

W UK nastąpił cud, który nazywa się upały, zawiera w sobie 30 stopni i wydusza ze mnie siódme poty. Jak słowo daję, jeżdżę teraz na siłkę, żeby się ochłodzić, bo tam przynajmniej działa klima. Moje wiatraki cisną dzielnie, ale i tak okupują je koty. Jak słyszę, że mi ktoś pierdzi nad uszami, że to wspaniała pogoda, to mam chęć zatłuc, bo mnie męczą takie temperatury, jestem wielką, spuchniętą galaretą, boli mnie łeb w gorącu i nic mi się nie chce. Jak ktoś lubi, to polecam siadanie dupą na rozgrzanej patelni, Hurghada w wersji budżetowej bardziej niż zwykle. Stąd milczę, więc jeśli ktoś miał nadzieję, że zgubiłam się, szukając Krolla z Wiadernym, to muszę niestety zawieść Wasze oczekiwania.

Wiadernego to powinni przysłać właściwie do jednego z moich klientów, który dzwonił, żeby nadać, że ktoś włamał mu się na skrzynkę i odpierdala jakieś bamboleo. Tzn. najpierw tego nie zrozumiałam, bo gość jechał monologiem wyczesanym od Brunona Schultza z domieszką Gombrowicza, od ósmej rano. Słownie OD ÓSMEJ. No to zadaję mu pytanko:

– A może mi Pan powiedzieć, od kiedy zaczął się ten problem?

-Mój problem zaczął się w dniu moich urodzin, który w Księdze XYZ zwiastował nieszczęścia i z tego względu cały świat o mnie wie, ale ukrywano to przede mną… (Dalsza część monologu, który trochę brzmiał jak skrót książki Dana Browna, a trochę jak stara, poczciwa paranoja)

Boże, miało być pytanko, a od dalszego słuchania tego ziomka będzie co najwyżej skierowanko na badanko. Dobra, chuj, niech pogada, to odeślę go w stepy akermańskie. Poszukam na incognito perfum na promocji.

-Tak, rozumiem, w takim razie proponuję, aby poruszył Pan ten problem na Forum WszechInternetu bla bla bla.

-Chciałbym też wspomnieć, że policja jest w to zaangażowana…

Gram na zwłokę:

-To super, bo mamy dział prawny, który pomoże ustalić władzom, kto wkradł się na Pańskie konto!

-Nie, nie, policja współpracuje z NIMI i grozili mi śmiercią!

Boże, kurwa, Jezu, why?! Co ja jestem, Tommy Lee Jones w Ściganym?! Pół godziny z tym gościem i zaliczam śmierć pnia mózgu.

-Yyy, rozumiem Pańskie położenie, ale niestety jako dział X nie mogę pomóc z usługą Y.

Tu się zaczęła kolejna opowieść, ale moje szare komórki tańczyły lambadę na podłodze, gdyż wypadły uszami, więc niestety musiałam zająć się zbieraniem ich do słoika po kawie. Dobra, dzięki, baj, polecam się na przyszłość.

Później koleżanka z pracy miała wieczór panieński i całkiem bekowo było, kiedy do A. podbił koleś w stroju pingwina, drepcząc wokół niej żółtymi, pluszowymi stópkami. Za cycki łapał ją płetwami, a National Geographic olało temat koncertowo. Życie mnie wybitnie wyruchało, bo do mnie nigdy nie podbijał Człowiek Pingwin.

Ale za to wesele było jeszcze fajniejsze, bo było nas paru Polaków i w angielskim pubie z XIV wieku puszczaliśmy Jesteś Szalona, co podkręcało klimat o 200 procent, a zimne winko też dawało radę. Nawet Angole nieśmiało tańcowali przy Żono Moja (oprócz dwójki Anglików w wieku matuzalemowym, którym melidia wcale nie przeszkadzała w obmacywaniu się, a A. do pląsów porywał gość, który pewnie niejednego bronxa opędzlował z generałem Andersem) po czym polecieli całą hordą na dół do tele, aby obejrzeć mecz.

Aha, pewnie Was ubawi fakt, że zabukowałam hotel na urlop, który prowadzą zakonnice karmelitanki, o czym dowiedziałam się po fakcie. Może być zabawnie, kiedy będę pełznąć po korytarzu w swojej piżamce, czyli Tshircie z Edkami Iron Maiden. Z drugiej strony to kto mi lepiej wyjaśni, jak dostać do Watykanu bez osiołka i referencji z najbliższej parafii im. Gorejącego Serca Smoleńskiego?

Aha, tydzień temu minęło 10 lat od mojego pierwszego przyjazdu do UK, na ten temat też usmażę posta, chyba, że się wcześniej wytopię, to wtedy inni będą smażyć sobie na mnie cycki.

Advertisements

2 thoughts on “Jeszcze M. nie zginęła, póki wiatraki żyją

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s