Zastrzel mnie słuchawką

Miałam napisać, że za tydzień o tej porze będę cierpieć na tymczasową głuchotę (nie, nie automatyczny słowniku, nie “głupotę”, bo ta nie jest tymczasowa) po Download Festival, ale dzisiejszy dzień w robocie położył mnie na łopaty. Aż trzeba było zebrać mnie grabiami z podłogi.

Najpierw trafił mi się frant, który chciał skorzystać z usługi transferu siana z konta na konto. Haczyk w tym, że to usługa dostępna dla USA i UK, no ale dolarki z azbestu piechotą nie chodzą, a tu nijak możliwości odbioru kasy. Co trzeba zrobić? Trzeba mieć amerykański adres.

No to miał. Nazwa ulicy polska, a kod pocztowy amerykański. Koleś dalej zdziwiony, że nie pykło i chyba nie trybił, że system zacina się na weryfikowaniu jego danych, bo w Hollywood nie ma ulicy Koziołka Matołka.

Potem trafił mi się kolejny ewenement, który…chciał pieniędzy z WszechInternetu, bo miał pomysł na biznes, elo elo, trzy dwa zero. Z grubsza myślał, że udzielamy pożyczek-aż chciałam mu dać numer do firmy, w której pracuje mój były Sprawdzacz Kontroli, która jest niezłą lichwą, ale za to można zarobić 2x tyle, co we WszechInternecie. Tłumaczę gościowi, że raczej pomylił kierunki, bo Wołomin jest bardziej na wschód, ale gość był dosyć uparty, bo chciał i już. W końcu jakoś mu wyjaśniłam, że nijak to nie przejdzie. OK. W historii kontaktów znalazłam jego wiadomość do WszechInternetu, która poszła do SPAM. Niby po angielsku, ale bardziej się tego domyślam, niż stwierdzam. Uderzyło mnie w tym monologu coś innego i trudno mi nawet określić co, jakbym czytała przemyślenia Golluma z Władcy Pierścieni.

Sprawdziłam tego jegomościa i okazało się, że swego czasu został skazany za pozbycie się mamusi z życiorysu. Sposobem na tyle charakterystycznym, że lepiej o tym nie pisać, w każdym razie po raz pierwszy od dawien dawna byłam poruszona w robocie. Nagle uderza myśl, że to co piszą w gazetach to nie banał i tacy milusińscy naprawdę są wśród nas i mogą chodzić do sklepu na rogu, mieszkać w sąsiedztwie itp.

Czytam teraz książkę “Mali bogowie” Pawła Reszka (najpierw łyknęłam drugą część i chyba jednak “Botoks” Papryka Vegi nie jest tak bardzo przegięty, jak się wszystkim wydaje) i nie mogę się nadziwić, jak moja robota jest podobna do pracy lekarza, albo lekarski fach podobny do obsługi klienta, jak kto woli. Umiejętność zadawania pytań, żeby dowiedzieć się, na czym polega problem, milion procedur, procesów i procesików mniej lub bardziej z dupy, wkurw na debili i zmęczenie ludźmi. Teraz mogę do tego dopisać konieczność szarpania się z każdym, niezależnie od tego, co sobie o nim myślę i co robi.

Aaaa, niech mi teraz mój kiero zamiauczy o naszych statystykach!”Bo w ryj dać mogę dać!”

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s