Bo w korpopieczarze jest nam miło i radośnie

Trochę mnie tu nie było, głównie dlatego, że przed urlopem waliłam pieczątki na karcie w fabryce azbestu 7 dni w tygodniu-nadgodzinki są urocze, bo odpisuje się na maile ze słuchawkami na uszach, a Bogurodzicą na ustach. Za to zapach kasiory za ten proceder milszy nam wszystkim od dubajskich wonności, mleka i miodu.

Urlop kończy mi się w poniedziałek, więc później go opiszę, jak będzie łaskaw się formalnie zakończyć, natomiast definitywnie stwierdzam, że tego było mi trzeba, a mianowicie ucieczki z korpolądu.

Któregoś dnia zgadałam się z moim kolegą z roboty, że korporacja jako model zatrudnienia w pewien sposób powiela wzory z komuny-wszyscy robią nie na swój szczot, a na dobro wymyślonej zbiorowości, mikrospołeczeństwa powiązanego ze sobą ideą, w którą niekoniecznie wierzy. Tak więc obywatelu wyrabiaj 100% normy, ale…nie dla siebie, bo najwięcej splendoru i tak spływa na kogoś innego. Że nie wspomnę o wizytacjach CEO, które zawsze dzwoniły mi w uszach urywkami ze starych kronik, gdy do pegieeru zwykł był zawitywać towarzysz Gierek, a na jego wizytejszyn malowano trawę i wypożyczano sobie nawzajem jedną świnkę o reprezentacyjnym wyglądzie. Cyrk i pierdolec dla ubogich, przy czym trochę pociesza fakt, że tak jest wszędzie, nieważne, czy we WszechInternecie, czy w Fabryce Giętych Parasoli Januszex Export-Import-Zacier-Pociąg.

No więc pewnego dnia okazało się, że nie mogłam również uniknąć innej przyjemności bycia Piętaszkiem na wyspie Korpo, czyli wzajemnego podjebywania się-słownik z uporem maniaka zamienia mi to słowo na “zaufania”, ciekawe.

Robię testy językowe do naszego zespołu, co jest dosyć frapujące, bo to robota dla HR, którą wesoło zrzucają nam na łby. Rzecz jasna nie jest to dodatkowo płatne, choć teoretycznie nie bawię się w swoim ścieku, tylko cudzym, no dobra. W każdym razie założenie dla mnie było proste-jak czytam i nie wiem, w jakim narzeczu spruwa się kandydat, bo nie znam słowa UŻĄDZENIE (może “użądlenie”? Że niby pomysł aplikowania do nas ujebał kogoś w ucho jak pszczoła?) ani KĄTO, to od razu piszę stosowny raport, bo jakoś nie wyobrażam sobie pisania maili do kliencików w tym dialekcie. Miałam też na bębnie artystę, który w jednym zdaniu popełnił dyskryminację zarówno wiekową, jak i płciową, bo bez zbędnego pierdolenia w tańcu wyjawił, że jako młode pacholęcie dobrze ogarnia, bo spłynęła na niego moc natchnienia, które nie jest dane innym. Szanuję za rozbieg na skoczni, natomiast telemark był w stylu smoleńskim jak nic…

Któregoś dnia, po swoich zwyczajowych atrakcjach przysiadłam do tych testów, paczam, jednostka po polonistyce, czytam, czytam, kopara mi opada, bo miałam nadzieję, że to będzie chociaż odrobinę po polsku…W ogólnym zamierzeniu autora pewnie było, szkoda, że postronni nie mieli szansy tego odgadnąć. Sorry kurwa, po polonistyce nijak nie pisze się TĘPO, a na pytania otwarte nie odpowiada się z wielkim trudem trzema słowami. Może i nasze klienciki same piszą “pani mnie oda chaslo dokąta, bo coś klikłem”, ale to nie znaczy, że mam firmować podobną prostytucję znajomości alfabetu i ojczystego języka i zgadzać się na to, żeby ziomki pisały podobne brednie w mailach do klientów ze stopką z nazwą miedzynarodowej firmy o jakiejś renomie. W końcu taki był sens pałowania się z testami, nie?

Chyba nie, bo wyplułam trochę kwasu na ten temat u siebie na Fejsie, mając na myśli raczej poziom edukacji, jeśli gość po polonistyce męczył test jak Tamagotchi na resztkach dobrej woli i baterii.

I co? Parę dni później przyleciał do mnie mój kiero, że musimy pogadać. Dobra, złapał mnie z partyzanta przed 9-tą, niech będzie.

Okazało się, że mityczny Ktoś dostarczył mu zrzut ekranu z tą wypowiedzią i tłumaczenie, żeby już było wiadomo, jaki ze mnie telewizyjny kurwiszon.

Po pierwsze, to składam gratulacje, bo przekopać się przez mojego fejsa to trzeba mieć mnóstwo dobrej woli, żeby pomiędzy newsami o wystawach w galeriach sztuk, filmami o kotach, nietoperzach, ośmiornicach, seksie dżdżownic, Marszach Niepodległości, kolejnych procesach Nergala i fotkach Warszawy wylukać odpowiedni kontent, więc z tego miejsca gratuluję wnikliwego rejestrowania mojego żywota. Cmok w krok, a autograf mogę wysłać pocztą pod wskazany adres na terenie Kogutkowa Średniego.

Po drugie, próbowałam wskazać, że napisałam to jako M.M, osoba prywatna, a nie M. Pracownik Firmy Na Literę C. W Czym Mogę Pomóc. Kiero nie przyjął tego do wiadomości, odklepując formułki, jakie zwykle powinien pewnie odklepać-zaufanie, współpraca, bla bla.

-Oooo, fajno, że jesteśmy przy współpracy. Jak się miewa moja aplikacja na wyższe stanowisko, o której słuch zaginął 2 miesiące temu?

-Aaa, zapomniałem Ci powiedzieć, nie dostałaś się dalej.

-Aha,dobra nasza, wyrosłam z chęci powieszenia się z tego powodu (po piątym podejściu…). Powiedz mi tylko, czy usłyszałeś, co przed chwilą powiedziałeś?

-….?

-Ja byłam nieprofesjonalna, bo na swoim profilu pod swoim nazwiskiem piszę o tym, co mnie pieni jako osobę prywatną. Ty jako mój kiero właśnie radośnie mi oznajmiasz, że ZAPOMNIAŁEŚ przez 2 miesiące poinformować mnie o tym, co jest ważne. Coś jeszcze do dodania o byciu profesjonalnym?

-Yyyyyyy….

-Dobra, spoko, zrozumiałam przekaz.

Aaa, moi drodzy, powiem Wam jedno-od tej pory kocham Wielkiego Brata, niczym Winston Smith po przesłuchaniu w pokoju 101…Nie, w zasadzie nie, po prostu już wiem, że wielki chuj ode mnie zależy, co jest bardzo wyzwalającym doświadczeniem; na nic się nie spinam, staram się robić swoje dobrze, aczkolwiek bez zbędnych uczuć i bez wyskakiwania z głupia frant z jakimkolwiek pomysłem na uzdrowienie tego burdelu. Ah, jak przyjemnie! Zwłaszcza, gdy usłyszałam, że jakiejś sztucznej Angolicy nie spodobał się mój głos podczas pracy nad jakimś projektem z Archiwum Z Dupy X. Więc pytam się, czy ten projekt był dla niej, czy dla innych, którym się ponoć podobało.

-Dla innych, ale…

-Ale taki był jego zasadniczy cel, że ma być dla innych. Melduję wykonanie zadania, prezesie!

Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, co też mnie znużyło, bo przez chwilę miałam iskrę na wolne związki zawodowe i skakanie przez płot, a tak nadal mam wolny związek z Kaputanem Vladem i siłkę w ramach skoków.

Tak oto mijają mi dni w korpobardaku, aczkolwiek mobilizuje mnie to, żeby jeszcze w tym roku pomachać WszechInternetowi rączką na pożegnanie. Paradoks będzie taki, że ktoś chciał dla mnie źle, a może wyjść dla mnie dobrze. ŻYCIE.

Advertisements

3 thoughts on “Bo w korpopieczarze jest nam miło i radośnie

  1. Tylko wracam i piszemy pismo o dyskryminacji, mobbingu itd bo to kurwa jest do chuja niepodobne jak oni Cie tam zeszmacili. I zrobimy to pod flaga Unite.

    1. Do 11-stego są aplikacje na polskiego QA, zastartuję i tym razem wyduszę od nich pisemny feedback, z tym w ręku może się okazać, że podłożyli sobie nogę na skórce od banana.

  2. Tylko wracam i piszemy pismo o dyskryminacji, mobbingu itd bo to kurwa jest do chuja niepodobne jak oni Cie tam zeszmacili. I zrobimy to pod flaga Unite.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s