Targety pasterzem moim

16 Jul

Godzina 8.02, telefon w pracy.

-Dzień dobry, tu M., w czym mogę pomóc?

I się zaczęło…W skrócie koleżka dzwonił w imieniu firmy, która zatrudnia byłych GROMowców, między innymi na jakieś eventy z bachorami, że niby Jacenty ma 5-te urodziny i wjeżdża na nie taki Rambo z Wejcherowa. Albo kształci innych Rambosów. W każdym razie chłopcy wielce się zasrożyli, bo okazało się, że jedno ze słów kluczowych powiązane z ich stroną, czyli skrót SCAT-oznacza między innymi Small Craft Action Team, czyli specjalną jednostkę piechoty-w angielskim slangu oznacza też koprofilię. Innymi słowy Rambosy zostały obsrane przez Internet i każdy, kto ich szukał po tym słowie, znajdował nowe zastosowania…w sumie wiadomo czego. Sprawdziłam na przeglądarce w necie na trybie niewidocznym i już wiem, że 50 Szejds of Grej może śmiało iść się jebać.

Westchnęłam ciężko po wysłuchaniu problemu, zajrzałam w kubek z niezalaną kawą, pomyślałam, że jednak mógł chociaż poczekać do 8.05, bo wtedy byłabym już przynajmniej po pierwszym gulpie kawusi. Zaproponowałam zgłoszenie gównianych treści, kierowanie kontekstowe z Adwords, wyraziłam szacun dla GROMu, obiecałam maila, buzi dupci, baju baju, odkładam słuchawkę, walę głową w biurko, GROM, gówno, dziwne seksy, nie, jednak mi się to nie śniło, ludzie naprawdę szukają takich rozrywek, a inni mają z tym ból dupy, dosłownie i w przenośni.

Inna sprawa sprzed tygodnia-pani miała problem, bo jej telewizor przestał odbierać Youtube, w związku z czym nie mogła słuchać śląskich szlagierów. Przyznała się, że dzieli radość ze słuchania tejże muzoli ze swoim sąsiadem, który ma do sprawy stosunek negatywny. Problem w tym, że telewizorów nie wspieramy, a kobiecinie w sklepie, gdzie kupiła TV mądrzejsze od połowy polskiej emigracji w Dorset powiedzieli już, że śpiwoć po naszymu sama sobie może. No to szukam po necie, o co kaman, aha, ze starych TV Samsunga (2010-2012) usuwają apkę Youtube, bo tak, Koreańce nie chcą się przyznać czemu i walcież się Panie Onufry na ryj. 

Wpadłam na pomysł, żeby spróbowała pójść do autoryzowanego salonu Samsunga, bo newsa sprzedały jej jakieś smętne Janusze z Euro AGD. Może dadzą jej jakiś apdejt czy znichę na nowe tele. Znalazłam jej telefon do katowickiego Samsunga, pani zachwycona, i do gabloty Waldziu. Może i śląskie szlagiery są dziwacznym rodzajem radości w życiu, ale z drugiej strony jechanie z wywieszonym jęzorem ponad 300km, żeby popatrzeć na Serja Tankiana i spółkę też może być dziwaczne, więc starałam się okazać zrozumienie.

W piątek z kolei dzwonił do mnie policjant, bo prokurator potrzebował jakiegoś oficjalnego adresu do naszej firmy, żeby wysłać wniosek do nas o zwolnienie z tzw. tajemnicy telekomunikacyjnej. Z ekscytacją zawierciłam się na krześle-będę pomagać W SPRAWIE!! Jak przydupas u boku Despero, jak naczelny Barszczyk, jak, jak…

​​

komisarz Ryba?

No dobra, ale gdzie go wysłać?? Wpatruję się w jego policyjnego maila, myślę, myślę, konsultuję, rozkminiam, w końcu trafiam na właściwy dział ds. prawnych. Tym samym ratując honor policji, podkreślam.

I co? Tyle mamy z ratowania spraw beznadziejnych, że nasz przewspaniały menedżment wymyślił zwolnienia grupowe, niektórzy sami odchodzą na własną rękę, wpadając w szpony korpomechanizmu, który polega na tym, że wyniki naszego centrum są porównywane z podobną padlinarnią w Barcelonie. Mamy niższe, bo współczynnik zjebstwa na wyspie jest większy niż na kontynecie i tak np. teamowi angielskiemu przytrafiają się buraczany, które wystawiają im złe oceny. Im niższe wyniki, tym mniej telefonów do nas wpada, żeby firma-zleceniodawca płaciła nam za nie mniej. Im mniej telefonów/maili, tym mniejsze szanse na poprawę wyników, to raczej logiczne. Jedyną odpowiedzią kierów danych zespołów nauwagi w tej sprawie jest “kopać, kopać, aż do porzygu” i wciskać kity ludziom zatrudnianym przez agencję pracy, żeby nawet nie próbowali iść do HR w tej sprawie-chyba chuja kumają, że kopać można, ale niekoniecznie mając w ręku rozpierdolony długopis z Biedronki. 

Baaa, mało tego, sami dobrze wiedzą na podstawie swoich śmiesznych badań wewnętrznych, że 90% procent złych ocen naszej pracy wiąże się z wkurwem na naszą firmę stada krwiożerczych Sebixów i Grażyn, a nie naszym wyjebem. Ale wiadomo, menedżment sam się wyżywi i im jesteśmy akurat najmniej potrzebni w ich robocie-zwłaszcza, kiedy rano blokujemy drogę do dwóch jedynych działających na piętrze czajników. Chuuuuj tam, zwolni się nas, zatrudni nowych, potrzyma na okresie próbnym i kołomyja się kręci od nowa.

Cóż, wniosek jest jeden-chyba niektórzy się proszą, żeby mieć ze mną przejebane i mieć ból dupy na swoim wygodnickim stołku. W sumie jeszcze nie wiem, czy to będzie dobre czy nie, ale popłynę z falą, bo nasi stołkowi chyba nadal myślą, że mają do czynienia z debilami. Nu, nu, nu!!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: