Wiktor Lima Alfa Delta, idz kup marchewke

2 Jun

No to tak se wrocilam w styczniu, ze wracam teraz. Studia+pobudki o piatej rano i powroty do domu okolo 21+praca zatlukly moja chec do robienia czegokolwiek bardziej tworczego niz zurek z torebki niczym tego komara, ktoremu wszyscy klaskali podczas jego pierwszego lotu.
Dlugo rozkminialam, jak zaczac przedstawienie nowej postaci na scenie dramatu ciagnacego sie od niemal 23 lat, az w koncu dzisiaj przybylo natchnienie.
Dzizus, kurwa, co ja pierdole, jakie natchnienie, po prostu tak jakos wyszlo. Zreszta przybycie tej postaci tez „jakos wyszlo”.
Przedstawie Wam moi drodzy mego chlopa, co zem se go zaciagnela na warsztat. Jesli czyta to jakas singielka- nie martw sie, dla Ciebie tez jest jeszcze nadzieja, skoro taka rozwora jak ja kogos znalazla! I nie szukaj swego szczescia po rynsztokach, bo to sie konczy zabraniem kanapy, telewizora i polowy tubki pasty do zebow, co udowodnie w kolejnym poscie. Chlop jest narodowosci polskiej, a jak wiadomo wyczesanie takiego w UK trudne nie jest.

3b62ddbd0f7ae6e775faf58bb06d20b1

Przynajmniej juz nie jemy labedzi z parku. BTW- tak czy inaczej pomimo cebulanctwa i tak chichramy sie z tych, ktorzy zarabiaja 5 razy mniej w PL i wydaja 5 razy tyle, rachunek heheszkow wyrownany.

Za to wyczesanie takiego, ktory wozil swoje gesi w maluchu, bo sprawialo im to radosc i wesolo gegaly, juz tak.
Znalezienie takiego, ktory wybieral sie do Hongkongu po pijaku z grupa kolegow i zabukowal sobie na lotnisku bilet w jedna strone do podrobionego raju to jest swego rodzaju osiagniecie. Dla ciekawskich- lot sie nie odbyl, bo kompania z nadmiaru wrazen zasnela na lotnisku niczym menelownia z okolic Targowka.
Wydlubanie takiego, ktory wybral sie maluchem do Poznania, a skonczyl podroz trzy dni pozniej w Paryzu tez raczej damom nie wypada.
Wygrzebanie takiego, ktory na imprezke techno w swoim miescie przybyl w asyscie kolegow przebranych za grabarzy, a sam wytoczyl sie z trumny (ilu manieczkowcow bylo swiecie przekonanych, ze to kiepski trip po dopalaczach Bog jeden raczy wiedziec) to juz musiala byc moja dzialka, bo czyja by inna.
Odszukanie takiego, na ktorego 18-stych urodzinach bawilo sie 300 osob, a policjanci mysleli, ze to dozynki, tez nie bylo najlatwiejsze. Moje 21-ste urodziny ze straza miejska pukajaca do bram raczej wypadaja przy tym blado.
Moi mili, oto Kapitan Vlad w kilku zdaniach, i to tych bardziej cenzuralnych. Moze zachowam dla siebie, dlaczego Vlad doglebnie kocha matematyke (bo w tym kontekscie „cialo pedagogiczne” nabraloby nowego znaczenia) czy tez czemu identyfikuje sie z postacia Kornela z „Testosteronu”, wiec przejdzmy do meritum. Aha- Vlad, bo Wladyslaw, czyli chyba w sumie Vladimir (+100000000000000 do nabokovskiego fanatyzmu)

Capture

Vladimir Nabokov to lajkuje.

Po ostatniej wycieczce do Polski wrocilam 20 kwietnia 2014 (buuuu, ja chce do Warszawyyyy), a 21 kwietnia o szostej rano Joanna Maria K. Stoczyla mnie z wyra, oznajmiajac mi, ze dziecko naszego znajomego B. I jego przemilej dziewczyny E. spotka sie z Batmanem, czyli bedzie chrzczone. Szczesliwy tatus rozjebiuszyl swoj aparat, albo i ladowarke, chuj go tam wie, poniewaz B. Jest zdolny i wiem co mowie, bo znam go od 2008 roku, zas jego pseudonim „Hehe” wiele mowi o jego stosunku do zycia. Kto robil zdjecia? Ja.
W kosciele zaintrygowalo mnie to, ze na ekranie wyswietlano teksty piesni koscielnych, co kojarzylo mi sie z karaoke, a jak karaoke, to moja psiapsiola P., u ktorej rownanie alko+karaoke=striptiz i wycie „Bad Romance”, wiec wciaz ciezko zdziwiona faktem przybycia z PL do UK (powaznie, to mnie zawsze rozbija na elementy pierwsze-„Przeciez jeszcze kilka godzin temu bylam w swoim domu, o co tu kaman”) przypomnialam sobie ow fakt i podduszalam sie ze smiechu.

Po czesci z pingwinem nadeszla pora na to, co w chrzcinach i innych slowianskich obrzedach najwazniejsze, czyli chlansko i papu, kolejnosc dowolna. O papu zadbala mama B., ktorej sernik nawiasem mowiac wypierdala z kapci.
Zasiadlam z goscmi, a E. Pyta mnie, jak mi sie udala wizytacja na moich starych smieciach. Zgodnie z prawda powiedzialam, ze jeszcze 12 godzin temu walilam wino pod Mostem Swietokrzyskim, wiec uwazam, ze wizytacja udana w pracie. Goscie w smiech, a ja rejestruje smiecho-zgrzytniecie z prawej strony. Siedzialam przy A., ale kolo niej siedzial nie kto inny, tylko me przeznaczenie obok swojej owczesnej dupy, S. Z tym ze ja wtedy o tym nie wiedzialam, zatrybilam tylko, ze dwumetrowy men i dlugowlosy. Z rozkminem godnym Kubusia Puchatka, ktory im bardziej szukal, tym bardziej nie bylo, probowalam skojarzyc, skad znam to oblicze, skoro czlowieka pierwszy raz na oczy widze. Piaskownica? Wspolny pochlaj? Pamiec do twarzy przy ignoracji nazwisk to cienizna. Z nagla mnie olsnilo z wielkim JEB- brat E. W postaci zywej, wielokrotnie wspominany przez sama E. Jako „zjeb” albo”uciekinier z wiaderka aborcyjnego”.
Najpierw dzielilo nas krzeslo A., ale A. Skoczyla do klo, a my w nawijke. Ze wstydem przyznaje, ze chyba polecialam na telefon Kapitana Vlada i od osmiu miesiecy probuje sobie przypomniec, jaka to funkcje mi pokazywal, gdy wywiazala sie rozmowa na temat naszych tam-tamow; w kazdym razie kojarze, ze moj Samsung tego ni mo, a Sony Xperia ma. Przysunelam sie wtedy blizej i tak bicie piany trwalo ladnych pare godzin, z jakimis tam wtraceniami od S., ktora poczlapala do kibla, a my dalej w nawijce. Po przyjsciu z wuceta byla kwasna, wie mogla zjesc Snickersa, zeby poluzowac albo…oskarzyc mnie o odbijanie jej bojfrenda i uprawianiez nim szybkich numerkow przy wspolnym stole pelnym gosci(!), gdy byla zajeta laniem w banie.

Wybrala to drugie, o czym poinformowala mnie jakis czas pozniej, a ja zbieralam szczeke z podlogi z wrazenia. W koncu oni sobie poszli, a ja bankietowalam do 23, by w koncu Hehe ze swoim bratem zaciagneli mnie do domu, jak na niedobitek melanzowy przystalo.
S. uparcie twierdzila, ze jest zainteresowana fotografia, a jako ludzie XXI wieku pozapraszalismy sie nawzajem na swoje ryjorejestry, wiec jakos przy ktoryms moim zdjeciu wyplynal temat. Poniewaz moj Marek jest N.I.E.T.Y.K.A.L.N.Y, nawet nie proponuje, ze go komukolwiek pozycze, ani za kaucja, ani bez kaucji, ani gdy jestes papiezem Franciszkiem, ani gdybys byl Nergalem. Za to Joanna Maria K. Pozyczyla pannie S. Swojego rupiecia (heheszki, jej rupiec przynajmniej sam sobie czysci matryce, zas moj Marek wola mnie o to coraz glosniej) Panie poszly na browara, ja dolaczylam przypadkowo.

Tu slowo na niedziele- panna S. Miala rozum godzien fistaszka, 19 lat i pare innych atutow, ktorych z milosierdzia nie przytocze. No wiec jebla mnie na dzin dybry:
-A wieeesz, ja bylam zazdrosna o cieeeebie, bo myyyyslalam (H.I.H.I.H.A.H.A), ze podrywasz Vlaaada
O-em-dzi”-mysle sobie, patrze na Joanne Marie K. W stylu „siostro, kaftan bezpieczenstwa raz”, ona ja wysmiewa, pozycza jej s w o j e g o rupiecia w m o j e j torbie Canona. Nic to, przelykam motyw i zapowiadam sie, ze go odbiore wtedy a wtedy.
„Wtedy-a-wtedy”dziwnym trafem byl konkurs Eurowizji , na ktory Conchita Wurst polozyla chuj na tyle koncertowo, ze go wygrala. Jako ludzie mhroku i rocko-metalu toczylismy z Vladem beke z tego zacnego szol, co byc moze urazilo dume S. Albo nie mogla sie odnalezc w naszym zrytym humorze. Tym razem skonczylo sie na tym, ze gdy kierowalam sie ku wyjsciu, udalo mi sie powiedziec „Do zo S.,” szybko zamykanym drzwiom z fochem przytupnym. Vlad machnal na to reka, ja wyszlam.
Gowniana burza za 3…2…1…Teraz pewnie 99% czytaczy mysli sobie, ze zeby mi na plecach wyrosly i ostatecznie zabawilam sie w odbijanego, ale musze niektorych rozczarowac-nei. Caly czas konwersowalismy jak znajomi, z tym ze S. Byla demokratyczna w swojej schizie, bo kolegow Vlada tez oskarzala o to, ze go posuwaja za jej plecami (???!!!). A. Zreszta tez byla jego rzekoma kochanica. Nie zdziwilabym sie, gdyby w opinii S. Nawet jego siostra byla na linii strzalu, przy czym uparcie zawracala mi dupe na privie, ze przeciez on ja kocha, a najbardziej wtedy, kiedy sie rozstali. No i rzecz jasna ma nadzieje, ze nic do niej nie mam, ale tak poza tym zyczy mi, zebym przejechala sie na tej znajomosci jak najszybciej. W sumie standard, czyli jak jest komus dobrze, to niech bedzie chujowo, bo jak jest chujowo, to jest dobrze.

ludzie-ja-pierdole-en-ffffff

Aleksander tez nie ogarnia, skad sie biora takie fraglesy.

A prawda jest taka, ze to ona wystawila go do wiatru. Moglabym tu napisac, ze hipokryzja, grzmiec o kurestwie, wykrzykiwac, ze morale, ze standardy, ze kregoslup moralny, ze plamy na Ksiezycu, ale litosciwie stwierdzam, ze to bardzo mile z jej strony, ze uwolnila go od siebie- w koncu jej strata moim zyskiem (*smiech zloczyncy*).
Minal jakis czas, rzucilam jakies haslo o spotkaniu w szerszym gronie, nadmieniajac, ze wiem, iz towarzystwo S. Jest raczej na cenzurowanym.
Skonczylo sie to tym, ze historycznego dnia 29 wrzesnia, po wymianie lawiny wiadomosci i wymianie telefonow przybylam do Vlada na przyslowiowa flaszke. Poniewaz nie nastawialam sie na zadne podrywanka i inne tego rodzaju dziwactwa, mialam pewne waty, czy pakowanie sie na kwadrat do faceta jest aby dobrym pomyslem, wiec z sobie znanego powodu przywdzialam na pletwy moje buty na grubym obcasie- a nuz w celu skuteczniejszej wyplaty kopa.
Tu wypada wspomniec, ze „u Vlada” oznaczalo pokoj, w korym mieszkal po wyprowadzce od S. W domu partnera jego mamy, rodowitego Angola, wlasciciela starego Mustanga i poteznej kolekcji whiskaczy*. Niestety, nie zrobilam na tesciu dobrego pierwszego wrazenia, poniewaz po znieczuleniu sie polowka Finlandii dosyc ekspresyjnie ocenilam zdolnosci intelektualnie Angoli jako ogolu, bazujac na przykladzie Flafiego. Posiedzenie bylo mile, choc milion telefonow z domu i wizja Flafiego przeczesujacego kazdy milimetr hrabstwa Dorset w poszukiwaniu dosyc najebanej mnie nieco burzyl ten radosny obrazek. Z tego co kojarze-ironicznie- na pelnej najebce oznajmilam Vladowi, ze jak chce sie nastawiac na podryw, to nie, bo zadnych zwiazkow ani ograniczen. W zamian uslyszalam to samo, wiec uznalismy, ze jestesmy kwita. Rycersko odholowal mnie na autobus, co zajelo nam dobre cztery godziny, a ja na paluszkach skradalam sie do pokoju, choc performance Flafiego w roli Kojaka napawal mnie pociesznym zacieszem (a im ciszej na najebce musicie wracac do domu, tym glosniej sie smiejecie, taka dziwna prawidlowosc).
Nastepnego dnia nie tylko nie chcialam byc w zwiazku z Vladem, ale nie chcialam miec z nim nic wspolnego- doswiadczenie to nauczylo mnie jednakze, ze kac-morderca zdarza mi sie raz na dwa lata (2012,2014), wiec jest skurwysyn przestepny. Z osiagniec tego dnia kojarze, ze pojechalam na uniwersytet na zajecia, ktorych nie bylo. Opiekunka mojego roku na moj widok chyba wiedziala, o co cho, choc staralam sie doprowadzic do ludzi. Najzabawniejsze mialo jednak nadejsc w domu.

6607874-hipsterski

Czo ja tak z to lewico, chyba mi sie Ogorkiem odbijaA tak poza tym to sie Lesiu nie wydurniaj, bo nie poprawiales Finlandii samogonem.

Flafi.
Flafi, ktory weszyl, gdzie popadlo.
FLAFI KURWA JEGO MAC.
Niestety zakumal, ze przybycie ze spacerku o trzeciej nad ranem w stanie totalnej dewastacji to nie jest zwyczajna sprawa, nawet w polskim wykonaniu. Zadal wyjasnien, na co zaswitalo mi, ze w swoich paranojach posuwa sie za daleko. Czemu mialam sie tlumaczyc obcemu facetowi? Bo sie martwil? Taaa, martwilo go, ze zniknelam i wrocilam, a nie martwilo go to, ze wbija mnie i Joanne Marie K. W glebe dzien w dzien.
Bo facet starszy od ciebie, Moni-ish-siu.(Tak! Widocznie cierpie na nekrofilie.) Bo wciagnie cie w seks, alkohol i narkotyki. (ohoho, zeby chociaz) Bo facet mojej corki tez byl starszy i ja wciagnal. Tu jeblam-laska miala 16 lat i spetala sie z dilerem dragow, gdyz malo przewidywalnie miala dosyc tatusia. Ja mialam 22 i wg Flafiego widocznie nie wiedzialam, ze istnieje na swiecie molestowanie, gwalty i caly ten przemocowy syf, wiec jakby mi cos we Vladzie nie pasowalo, to i tak bym u niego siedziala, zamiast go zatrzaskac. Pewnie po to, zeby go nie robic upset, hlehle.
Flafi na poparcie swoich argumentow wygrzebal z szafki kuchenny noz i wymachujac mi nim przed oczami po ciezkiej dyskusji oznajmil, ze jesli Vlad bedzie chcial mnie skrzywdzic, to urwie mu jaja. Czemu jaja Vlada pomylily mu sie z moimi oczami, tego nie wiem, w kazdym razie sytuacja w zasadzie z dupy. Ale to jest temat do rozwiniecia, w kazdym razie nie bylam w stanie go przekonac, ze sie z Vladem koleguje. Nie i chuj, on dybie na mnie jak jakis Nosferatu, a on, doswiadczony zyciowo jasnie lord Flafi, wie lepiej i juz.
Mialam dosyc. On wiedzial lepiej, ja zreszta tez, wiec zrobilam to, co uznalam za wlasciwie i prawidlowe, czyli mialam jego zlote porady Kim Ir Sena w glebokim powazaniu. Tak oto po wyjsciu z pracy (Vlad mieszkal niedaleko mojej oazy zatrudnienia) przyczlapywalam do Vlada (po re-akceptacji A. I mamy Vlada. Nawiasem mowiac moja premierowa wizyta u Vlada obrosla legenda, gdyz poufne zrodla z pracy Joanny Marii K. Doniosly jej-nijak nie swiadkujac domniemanemu wydarzeniu- ze wyzlopalam wszystke alkohole A. Szkoda tylko, ze szanowne zrodlo nie wie, ze nie lubie whisky,a sama jedna nie podolalabym armii flaszek odpowiadalacej kadzi alko) przez jakies 2 miesiace. Albo udawalam, ze cwaluje do kolezanki, zeby pomoc jej wypelniac dokumenty. Schiza? Schiza.
Czy mielismy sie ku sobie? Pewnie tak, ale jak przystalo na prostackie cwoki raczej nie zdawalismy sobie z tego sprawy. Z pewna doza zazenowania dostrzegam w tym pewien czynnik romantyczny do porzygu- na przekor przeciwnosciom losu, niemal w ukryciu i ukradkiem spotykalismy sie ze soba. Jesli nie po pracy, to-uwaga- na przystanku autobusowym- ja czekalam na busa z Edynburga, pycacego na moj uniwerek, a Vlad lapal autobus do pracy. Zeby Was totalnie zaslodzic, to powiem, ze przynosilam na przystanek Dumle, kupione w Southampton w polskim sklepie, bo w naszych okolicach Dumli nie majo, a Vlad lubi- przynajmniej pol kilo, zeby i jego kolesie z pracy zaznali slodyczy.
Ktoregos razu A. Zaprosil nas do wspolnego stolu i przy wieczerzy zdeczko sie znieczulil. Postanowil przyprzec mnie do muru i wypytywal, czemu nie chce byc z Vladem, ze przeciez on widzi, jak go czochram, ze nie jarzy, o czym mowimy, ale widzi co widzi itepe. Reszta to juz rozmemlane “M jak Milosc”, czyli typowe rozkminy +/-.
W koncu bylo tak, ze Joanna Maria K. I Flafi pojechali na urlop. Majac w pamieci, ze Flafi wywrzaskiwal mi, ze Vlad ma bana na wizytacje, ledwo sie za lordostwem zamknely drzwi, a ja za telefon i tak oto robilismy sobie kolacyjki z noclegami (wierzcie mi lub nie, ale bylam swiecie przekonana, ze Flafi zalozyl monitoring i alarmy przeciw-Vladowe, gotowe pizgac na widok Vlada, poki Flafi nie wyloni sie z fal i nie przebije go trojzebem), a mama Vlada skwitowala to krotko-„To w takim razie do zobaczenia za 10 dni, synu”. Przy tej okazji ocknela sie tez S. I nekala Vlada telefonami, wiec ja jebie, co za wenezuelski szajs dla kucht.
W miedzyczasie doszlo do spotkania obu panow i nagle okazalo sie, ze Flafi moze i chce urywac jaja, ale najlepiej na odleglosc. Spasowal tez przy naszych smichach-chichach i nastawial wtedy coraz glosniej muzyke, zeby udawac, ze nas nie slyszy. Biedaczek czul sie napastowany nasza dzialalnoscia na tyle, ze az sie szybciej wyprowadzil.
Z dziwactw- Vlad umie wybierac kiecki, jest fanem wszystkiego, co lata i jest z metalu (a ja mam lek wysokosci, wiec powodzenia sobie zycze przy wspolnej podrozy samolotem), ma symulator lotow, a tytulowy „Wiktor Lima Alfa Delta” to nic innego jak Vlad zglaszajacy sie wiezy lotow. Symuluje tez jazde TIRem po Europie i swoja farme, ktora obsiewa kukurydza. Odgraza mi sie, ze kiedys kupi sobie Mitsubishi Lancera Evo i na tym polu i owszem, wyklocamy sie, bo jako zaciekla Subarumaniaczka mowie takiej zniewadze bardzo NIE.

Pewne detale zostawie dla siebie, aczkolwiek stwierdzam, ze we dwoje lepiej. No chyba ze nie umyje patelni, to wtedy wkurw.
Vlad jest z Wielkopolski, a ja jak wiadomo chlubie sie warszawskim rodowodem, wiec bywalo, ze nie bylismy w stanie sie porozumiec. I tak oto kiedy domagal sie pieciu skipek, nie mialam bladego pojecia, ze chodzi o kanapki/kromki. Kiedy brzdakal o bulce chleba, przed oczami stawala mi jednostka a’la SWAT zlozona z prof. Bralczyka i prof. Miodka. Kiedy stwierdzal, ze widzial kogos na waleta, pytalam jak to mozliwe, skoro na waleta mozna sie wprosic komus na krzywy ryj. Tu konfuzja, bo „na waleta” jest tez nago. O ile bylam osluchana z gwara pomorska,w ktorej slowo „wtedy” zastepuje ½ slow wystepujacych w zdaniu, tak Vlad swiruje z „aby”, wiec tez musialam sie osluchac, zeby zrozumiec 20 roznych znaczen spojnika „aby”. O zwracaniu sie do kogos w liczbie mnogiej rodem z PGRu nie wspomne. Doprowadzal mnie na skraj rozpaczy slowem „cipke”, oznaczajacym…”troche” (np. cipke za daleko), bo ile calkiem swobodnie sypie kurwami, chujami i stosami jebniec z towarzyszeniem kilku pierdolniec, to owo podle slowo na C nie jest w stanie wyjsc mi z gardla.
A i tak nie moge pojac, jak do kurwy ciezkiej nedzy mozna mowic TEN ODMIAN, zamiast TA ODMIANA. Przekracza to moje zdolnosci percepcyjne.

PS.Vlad jest tez wlascicielem wirtualnej linii samolotow.

Pieniadze z tego procederu tez sa wirtualne.

6324553-520-313

Bujanie w oblokach na poziomie “niech cie chuj”.

*A. jest rowniez fanem hardcore techno. Kiedys nocowalam u Vlada, a towarzystwo A. wpadlo na wspolne posiedzenie ludyczne. Obudzilam sie o piatej rano-oni w melanzu. Godzina dziewiata rano-melo trwa. O jedenastej przed poludniem posiedzenie dopiero dogorywalo. Srednia wieku melanzownikow- 45+. Poczulam sie jak mastodont.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: