Wal mature, przyjemniejsze bycie imbecylem

16 Jun

Skonczyl sie maj, kasztany pieknie kwitna za oknem, bo w UK nie pozeraja ich milimetrowe stworzenia (ale to glupie, mierzyc pare metrow i zostac zabitym przez robala), wieczorem zapach bzu sasiadki mieszal sie z aromatami tutejszych chinczykowni. (a niech ich chuj, kiedys jadlam kurczaka slodko-kwasnego w ich wydaniu i zapytuje sama siebie- dlaczego w sosie byl  OCET?! Tym niecierpliwiej czekam na wizyte w Viecie na Rakowieckiej i szamanie dobrego Vietnamca, a nie w wersji oszukanej dla Angoli).
Jednak miesiace maj i czerwiec dla kilkudziesieciu tysiecy mlodzian i mlodzianek to okres padluszego nastroju, gdyz zdawali mature i oczekiwali jej wynikow. Na tej fali zasiegnelam do mych kombatanckich wspomnien, jak to bylo miec 19 lat i zdawac egzamin dojrzalosci. Dojrzalosc realizowala sie w tym, ze ja i moje zuczki spiewalismy piesni Justina Biebera(zagrzewajac tym samym niejakiego Zuczusia do efektywniejszego kopania galy), nasmiewalismy sie z rownoleglej klasy humanistycznej, bo byli bule przez bibule (teraz prawdziwi warszawiacy powiedzieliby: przez papierek na hipsterskim burgerze gourmet) mieli francuski i wygrywali szkolny festiwal teatralny. Pocieszajace bylo to, ze u chemiczki i matematycy mieli rownie przejebane jak my.

comment_5U4bM6CiVw7KNQgCg1Um9DINztzzkrcr

Tak wlasnie bylo!
Aha, nasza ulubiona rozrywka bylo umawianie sie na biologii, nudnej jak…jak…seks malzy chyba…na melanz. No dobra, to akurat bylo w drugiej klasie, bo w trzeciej bioli i chemii juz nie bylo i mial to byc taki niesamowity wyroznik klasy humanistycznej. (Kto przybywa na posiedzenie ludyczne zaopatrzony w alkohol?-poszeptywalam.-Ze co?-KTO KURWA PRZYNOSI GORZALE?!-Aha…JA!)
Dodatkowo od czasu do czasu robilam prowokacje, by zaintrygowac zarowno wolne duchy z klasy A, jak i “rodzimych” nastawionych prawicowo koksow (bo wiadomka, ze Slask jest niemiecki!). Przynosilam do szkoly “Oryginal Laury” Nabokova, albo kupiony po drodze egzemplarz “NIE” albo innego GW, w skrajnym przypadku przynioslam raz do szkoly…Koran.
Bylam bardzo ciekawa, czy ktos da mi w kly na ta okolicznosc, albo zadzwoni na psy, ze niby jestem Monica Kaczynski, pseudonim Rurabomber. Eksperyment potwierdzil jedynie, ze koksy w grupie sa silne, natomiast w obawie przed zarobieniem zielona ksiega islamu w puszke mozgowa zaden nie odwazyl sie publicznie oznajmic, ze jestem zydokomunistyczna sucz. Na swoj sposob zrobilam furore, bo nawet polonistka kiwala nade mna glowa ze zdziwienia. Wkrotce mialam ja zadziwic czyms innym.
Przy okazji lekcji j.polskiego mialam o wiele ciekawsze zajecia niz czytanie “Potopu”. (po 32 stronach bylam zmuszona pasc inwazja Kmicica, pozytywizmu w jego najbardziej upierdliwej, dydaktycznej formie I typowego dla Sienkiewicza sztampowego opisu kobiet, ktore to obowiazkowo u Henia byly umierajaco-omdlewajaco bladziutkie z nuta filigranowosci. A jak jakas byla odrobine zywotniejsza, to miala latke rozpustnicy, jak Anusia Borzobohata. Ponoc malzonka Sienkiewicza cierpiala na suchoty I dlatego kreowal podobne jej postaci zenskie, ale czemu, czemu do chuja bylam zmuszona to czytac?!)
Moim ulubionym zajeciem w klasie maturalnej bylo rozbijanie sie autobusem po Wawie, czytanie w tymze antyutopii I straszenie starych bab coraz to wymyslniejszymi dzwonkami w telefonie, oraz odbieranie telefonu w okolicach rury pociagu metra z haslem “halooo, wlasnie stoje przy rurze. Nie, nie, dzisiaj wyjatkowo nie w pracy”.

wawanabogato

…Sajgonek z Rakowieckiej? Mentolowych Lucky Strike palonych na spolke z moim kolega R., zwanym Murzynem/ Spadaj Dziwko? Wina pitego pod mostem? Swiatopogladowych dyskusji? Ksiazek z antykwariatu? Tego warszawskiego chuj-wie-czego z lekka domieszka hipsterstwa i sloikowej wiochy? Pewnie wszystkiego naraz, czego potrzebuje zawsze i wszedzie w trybie “teraz-zaraz”. Dobra, koniec rozmarzania sie. ZIEMIA DO EM.
Przymusowa rozrywka bylo tez cotygodniowe ciaganie sie na wyklady przedmaturalne na wydzial polonistyki UW, gdyz pojawila sie sugestia, ze za to bedzie lepsza ocena z polaka, a ja ze wzgledu na powyzsze wyjebanie na lektury szkolne musialam znalezc sposob, zeby sie nie narobic (czytaj: nie zawracac sobie dupy Sienkiewiczem), a jednak zrobic (czytaj: miec czworysia ktorego wraz ze mna- jak na klase humanistyczna przystalo- podzielaly 3 inne osoby, wszystkie z mojego elitarnego kolka rozancowego).

Dla mnie to byla czysta radocha, bo moglam sie przy okazji urwac z lekcji etyki, ktore za sprawa jakiegos zidiocialego geniusza (oksy-moron!) odbywaly sie na ostatniej lekcji w piatek. Wszyscy nawroceni ateisci nasmiewali sie ze mnie do lez, ale ja dumnie szlam w zaparte, ze bekam siarka I przynajmniej w srode wysypiam sie do 10-tej, a oni, poganie w jagniecych skorach, odmawiaja pacierze.
Oprocz tego zajezdzalam na UW z siata pelna cotygodniowych zakupow, co rowniez zdziwilo moja polonistke, gdy pewnego razu powiedzialam jej :”prosze pani, alez ostroznie, prosze nie wdeptywac w moje racje zywnosciowe!”. A mnie dziwilo, kiedy wracalam potem z I., a ta nasmiewala sie ze mnie, bo wylal mi sie jogurcik na kolana.
Cala klasa pokretnie sie cieszyla, ze przed matura liczba lekcji matmy zredukowala sie z cierpietniczych pieciu do wzglednie znosnych trzech. Po pierwszym roku, ktory byl dla mnie najwieksza trauma edukacyjna w zyciu I drugim, gdy przekonalam sie, ze swiat tzw.doroslych polega na robieniu ze swojej twarzy choragiewki tudziez szmaty, trzecia klasa pod wzgledem matematycznym byla jeszcze do zgryzienia. Ale blagam was, nie pytajcie mnie o Pitagorasow, stozki I inne cuda na chuju, bo wiedza ta bedzie dla mnie cale zycie niedostepna.
Za to dzieki lekcjom matematyki dowiedzialam sie, ze za katastrofa smolenska stoja Rosjanie. I to nie byle jak stoja, bo to wcale nie byl trotyl, TNT, nitrogliceryna albo czeski plastic. Nasza matematyca, ktorej mlodosc uplynela miedzy dwoma nagimi mieczami, z pelna powaga wkrecala motyw, ze Rosjanie przyciagneli samolot na olbrzymi magnes. A dalej to juz wszyscy wiecie, co sie stalo.
Problem z ta teoria byl taki, ze siedzialam w srodkowym rzedzie w pierwszej lawce (po karnej ekspedycji z ostatniej, gdzie probowalam sie chowac przed zadaniami przy tablicy z optymalizacji czy innych ukladow wspolrzednych) I za kazdym razem matematyca szukala potwierdzenia swych donioslych slow w mej szczerej I oddanej twarzy, a takze fizjonomii mojej kolezanki z lawki, tez zreszta M.
Wraz z darem M. do rozsmieszania mnie, magnetyzm smolenski stworzyl takie combo, ze modlilam sie do wszelkich istniejacych bogow, by psora nie podeszla do mnie I nie spytala, co sadze na temat tej teorii. Inaczej musialabym jej przyznac, ze dzieki niej bede rozpamietywac ta historyjke na dlugo I zaoszczedze w ten sposob na zielsku, gdyz bedzie mnie wprowadzac w podobne stany swiadomosci. Zamiast tego wyglosilam wieloznaczne “hmmm…”, by milosciwie nam panujacy dzwonek ostatecznie rozstrzygnal dylemat, czy mam wyslac matematyczke do psychiatry, czy tez po prostu westchnac “kurwa ja pierdole, co ja tu robie”.

putin-meteoryty-kwejk

Mam nawet komentarz Vladimira w tej sprawie. BrejkinNius, CalaPrawdaCale24hMonopolInformacyjny. Oddaje glos do studia.
Oprocz tego pani P. wielbila muzyke (“Tez mi wielkie rzeczy, jakis blackmetal o nazwie ZELAZNA PANIENKA”), niestety klasyczna, wiec moze dlatego chciala wygruzic z klasy R.,bo wniosl do jej lochu wiedzy pokretnej swoja gitare.
Ja z kolei usilowalam wnosic wklad intelektualno-manipulacyjny, co polegalo na tym, ze mialam swego rodzaju chody u matematyczki, poniewaz sie mnie…bala, a konkretniej bala sie obiecanej jej w pierwszej klasie interwencji Gazety Wyborczej, kuratorium i paru innych organow, ktore zapewne zainteresowalby fakt, iz pani P. stawia uczniowi tak zwana pale za krzywo napisane zdanie na tablicy badz brak marginesow w zeszycie, po czym te stopnie oceniajace chuj wie co wrzuca do sredniej oceniajacej wiedze ucznia. Oprocz tego lubi tez nazwac ucznia bezmyslnym i mu to powtarzac, zeby przypadkiem nie zapomnial po wyjsciu ze szkoly, co o nim mysli pani P.

W kazdym razie chody te polegaly na tym, ze byla dla mnie mila i uprzejma, wiec podobno moglam u niej co nieco przeforsowac. Ja natomiast nie zapomne, jak pani P. integrowala sie z wynalazkiem zwanym komputerem, schowanym w szafie a’la Inspektor Gadzet, ktora po otwarciu okazywala sie biurkiem(? Nie wiem, ile trzeba wypalic zieleniny, zeby cos takiego wymyslec, ale mysle, ze Bob Marley klaskal z niebios Rubikowi w chorkach, gdy to ujrzal), a ja w tym czasie mialam zrobic jakies bzdurne zadanie na tablicy (Dobra. Kazde zadanie bylo bzdurne, macie mnie.)

Koncowka kwietnia, goraco, drzwi od sali otwarte, wtem spostrzegam, jak na korytarzu lopocze skorzany plaszcz mego matematycznego mastera K., ktory przybyl, by nas odwiedzic, glownie B., ale swojego matematyka podobno tez. Pani P. szuka kolezanek spod Grunwaldu na NK, no spoko, wiec ja caly czas nawijam jakies smuty w stylu “A wiec zadanie nalezy rozwiazac tak….”, zeby nie pomyslala, ze z wrazenia padlam na twarz. W miedzyczasie uprawialam pantomime a’la “Przybadz i mnie ratuj, cny rycerzu”, machajac zamaszyscie kreda i pokazujac rekami na przemian ni to ❤ , ni to podrzynanie gardla. K. smiejac sie na caly volume pokazywal mi wyrazy czulosci znane jako “fakju”, B. tez sie smiala, wszyscy sie cieszyli, bo rzecz jasna widzieli ten cyrk, zas pani P. niewzruszenie gmerala w swoich social media. Skonczylo sie to jak zwykle, czyli dzwonkiem, a K. na przerwie chichral sie ze mnie jeszcze glosniej niz zwykle.

Matjura…Straszak dobry jak kazdy inny, jak w polowie drugiej klasy slyszalam “matura” odmieniane przez kazdy mozliwy przypadek co dwie godziny, no to zrobilo sie dosyc nudne, cos jakby uslyszec 15 razy spoiler nowego odcinka GoT- mialo jarac, a spowodowalo wkurw. Rzecz jasna najbardziej emocjonowalam sie tym, ze nie zdam z matmy, nad czym intensywnie pracowal K., bo z jakiegos sobie znanego powodu wbil sobie w rozum, ze przeszarpie mnie i B. za uszy przez matematyczne kregi piekielne. Co sroda ofiarnie pykalysmy z B na tzw.douczki (przy okazji douczylam sie tez co nieco o pewnych mocno krzywych ruchach w naszym towarzystwie i roznicy miedzy Ballantinesem a Johnnym Walkerem); raz nawet udalo mi sie przysnac na tychze i wyraznie slyszalam, jak K. szepcze “narysujmy jej chuja na czole” (najwyrazniej chcial, zebym zostala jednorozcem przez sen), pozniej przysnela B. i przekonalismy sie, ze “swinki maja ryjki“, a “stocznie staczaja ostatecznie“, gdyz B. lubi sobie pomonologowac przez sen.

Zdawalam tez historie sztuki i wiedze o spoleczenstwie (czyt. JestemEloEloCzytamWprost), w sumie teraz nie wiem po co. Najprosciej mozna ujac to w ten sposob, ze mi sie w domu nudzilo, ale z tego co pamietam to mialam wtedy rychle nadzieje na studiowanie dziennikarstwa na UW (chcialam zdobyc licencje na pisanie pierdol w Fakcie) albo antropologii (?? widocznie mialam wtedy faze na “bezrobocie jest najs”. A robilam sobie podsmiechujki z psychologow; w tym secie brakuje jeszcze socjologii, choc ta podaje sobie reke z mediami w ktoryms momencie).

Najzabawniej bylo jednak z ustnym polakiem, bo wybralam sobie temat pt. “Pamietniki-chwilowa moda czy wymog czasu; ocen na wybranych przykladach” i moglabym tu poprzynudzac jeszcze nastepne 10 stron na ten temat, gdyz nawet pamietam, co wymyslilam w tej sprawie (nie to co pajace, ktorym pisywalam ponoc powazne rozprawy naukowe), ale w skrocie napisze, ze oparlam ta opowiesc o ksiazki stylizowane na pamietniki (jak Bridget Jones czy Adrian Mole) i rzeczywiste pamietniki pisarzy (Mrozek- zdecydowanie inny niz jego utwory, Plath-moja kuzynka oddala mi z odraza ta ksiazke, bo sie jej bala, natomiast mnie mocno wciagnela, Gombrowicz- chcial byc drugim Salvadorem Dalim zdaje mi sie)

Wszyscy pukali sie w czolko, ze chyba odwalilo mi na czache, zeby jakze powazny egzamin dojrzalosci zdawac z Adriana Mole’a i Bridget Jones, ale ja sie upieralam, ze tak bedzie w chuj. Warto odnotowac dla nastepnych pokolen, ze wahalam sie przy wyborze tematu, bo oba pasily mi jednakowo, wiec na biologii, ktora zazwyczaj sluzyla rozwiazywaniu kwestii towarzyskich, poprosilam I. pseudonim Cycu, by wylosowala jedna z karteczek. Biedne dziecie spojrzalo na mnie swymi olbrzymimi oczami przerazonego kota, wybralo karteczke z P jak Pamietniki. Zaklaskalam w rasie i oznajmilam:

-Wlasnie wybralas mi temat na mature!

Biedna Cycu przerazila sie jeszcze bardziej.

Moja familija wymyslila, ze jak na intelektualistow przystalo, pomoga mi przy opracowaniu tematu. Z tego procesu najlepiej pamietam, ze moj dwuletni wtedy kuzyn wygrzebal  rzucona na kanape Bridget Jones, po czym zaczal nia wesolo potrzasac. Byloby zupelnie wpyte, gdyby nie to, ze na smierc zapomnialam, ze pozakladalam sobie strony tego dziela…ulotkami agencji towarzyskich (przy stanie posiadania 100+ ksiazek na kwadracie ciezko o zakladki). Doslownie jak na Matrixie ulotki powisialy przez chwile w powietrzu, po czym opadly, wprost proporcjonalnie do entuzjazmu meza mojej siostry ciotecznej i jej oburzenia. Rzecz jasna ja w niczym nie widzialam problemu, bo uwazalam, ze dziecie powinno wiedziec od malego, iz “kazda dama ma swa cene, trzeba po prostu pytac, a nie czaic sie z kwiatami”.

Przed wejsciem na polonistyczny oral chcialam umrzec, spawiac sie albo ewentualnie rozbic flaszke po zimnym Lechu na czyims wodoglowiu, poniewaz wystapienia publiczne o charakterze naukowym srednio mnie rajcuja (wystapienia w stylu “Eeeesze cooo? ‘A egooo nie szropie? Pacz mnieeee terasz” to inna bajka) Koniec koncow zrobilam wszystkim na zlosc i zdalam na 100%.

Z kolei pisemny polski zarowno w wersji podstawowej, jak i rozszerzonej nijak nie byl skierowany do mnie, ani do nikogo, kto odrobine myslal. Czytaj se tu Nabokova czlowieku do podusi, a na egzaminie rzekomej dojrzalosci rozkminaj sie nad “Granica” , ktora z grubsza byla o tym, ze Ziembiewicz chcial byc Clintonem, ale zabraklo mu cygara, no wielkie mi halo w roku panskim 2011, ze polityk se kogos stuka i jest przy tym dwulicowy. Takie sprawy to mam dzien w dzien jak wlacze TiVi i jeszcze mi to ktos eufemistycznie nazywa zwiazkiem.

Za to z angielskiego mialam lepsze wyniki niz z obu polskich matur. Na rozszerzeniu mialam przez chwile bol dupy, bo kazali wymyslec opowiadanie, w ktorym wazna role odegra przedmiot- niewazne, czy dildo czy Psalterz. Rozgladam sie po sali, zero idei fix, czas popierdala niemilosiernie. Wtem przypomnial mi sie K. i jego swiatlowstret, czyli okularki zaciemniajace (blagam, bez durnych zartow o Jaruzelskim, ktory poszedl do urny na eurowybory) Wyszlo mi z tego opowiadanie, ktore darlo za leb pod wzgledem fabularnym i mysle, ze nawet scenarzysta M jak Milosc by sie go wstydzil. A oto i pobieznie tresc: jest sobie szeregowy pracownik banku (czyzby Stanley Ipkis z “Maski”?) znany jako Jack Greyhound. Chodzi se do pracy, wychodzi z pracy, normalka. Ktoregos dnia odkrywa jednak w gabinecie swojego spaslego kapitalistycznym hajsiwem szefa okularki bossa miejscowej mafii, ktory robil sie na Tony’ego Montane. Wkrotce z pomoca sekretarki odkrywa afere finansowa na wielka skale.

Kumacie, taki troche FOZZ, “Raport Pelikana” no i nieodzownie Al Pacino. Jakem wpadla w szal tworzenia, to musialam robic adnotacje, zeby poszukiwac zakonczenia opowiadania w brudnopisie. Za to popadalam w mysli samobojcze, bo rozszerzony oral (o co mozna rozszerzyc oral, jakies propozycje?) z inglisza poszedl mi raczej ponizej przecietnej. W 2012 zdawalam natomiast IELTS, ktory jest miedzynarodowym testem jezyka angielskiego i z czesci mowionej mialam najlepsza note, wiec mialam chec zwinac w trabke tenze dokument i wyslac go do mojej szkoly z podpisem “A KOMISJI MATURALNEJ Z 2011 ZROBIE PIATEK TRZYNASTEGO. POCALUJTA WY W FALLUSA WOJTA”. Kolejny dowod na to, ze szkola sobie, a zycie sobie.

Nie pamietam, na czym spedzilam przyslowiowy dzien przed matura, na pewno nie na uczeniu sie, raczej na trzy dni przed uderzylam w jakis totalny luz i odmozdzanie, pewnie odstawialam jakies szopki, wygibaszalam sie nad jakimis Rushdimi i innymi Alameddinimi. W kazdym razie zakonczenie matury swietowalam w pewnym orientalnym miejscu, choc trudno nazwac to swietowaniem, bo skonczylo sie dosyc mizernie. Ale to chyba temat na osobna opowiesc.

Przypomnialo mi sie to wszystko w sumie dlatego, ze koniec koncow i tak musialam udawac, ze nie zdalam matury, zeby dostac sie na kurs przygotowawczy na uniwerek. Oh, zycie, ty zawsze smiejesz mi sie prosto w ryj.

Nie podrzucic tego przeboju w kontekscie mojej matjury i liceja w ogolnosci byloby wstydem, gdyz jest to piesn, ktora nasz radiowezel popierdywal wesolo, gdy glownodowodzacy radiowezla nie mial depresji (bo jak mial, to buczal optymizmami w stylu “Fade to black”) i ilekroc ja gdzies przypadkowo slysze, to sie usmiecham na sama mysl o moich malych Zydziatkach, moich pysiach niezrownanych. Wlasciwie wspominki spodobusialy mi sie, mozliwe, ze bedzie tego wiecej, np. co ma wspolnego ze soba miecz i zlamany paznokietek i skorzane papucie na sznurki.

Advertisements

2 Responses to “Wal mature, przyjemniejsze bycie imbecylem”

  1. Czarna Offca August 21, 2014 at 6:35 am #

    Ja do tej pory pamiętam swoją maturę, a nawet czasem mi się śni ta cała procedura, po czym budzę się w panice i sama się pytam siebie – a po chuj mi druga matura, skoro już jedną mam? Z drugiej strony niektórzy mówią “nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera” więc o co to wielkie halo. Przed wojną z Niemcami było coś, co się nazywało MAŁA MATURA i można ją było kupić na Różycu. Pewnie dzisiaj też by można, gdyby nie to, że Różyca nie ma, a to wielka szkoda, bo Praga stała się bezpłciowa bez niego. Pamiętam też nasze wysiłki w celu ukrycia, że takową masz przed dostaniem się na college, co jest jednym z dowodów, że w Anglii lepiej być debilem.

  2. monicam August 21, 2014 at 12:31 pm #

    Nie martw sie, niebawem napisze o lekcjach przysposobienia obronnego, bo dla odmiany ostatnio wspombienie tychze i generala Pierdolnika gnebi mnie niemilosiernie 😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: