Polsko-angielskie awantury z grubej rury

14 Nov

Dzisiaj mialam przyjemnosc przetransportowac sie na uniwersytet, bo mieli tam dzien otwarty i wszyscy, ktorzy maja dziwna fantazje pojscia na trzeci rok na uniwersytet (w tym i ja, choc tak naprawde ciezko mi ocenic, co tez wyjdzie z tego wielkiego pomyslu) przytaszczyli sie na przedmiescia miasta B.

Tak naprawde oprocz posluchania polgodzinnych smedow na temat kierunku Global Media Practice mialam inny cel. Otoz wyjebujac kota za plot postanowilam wbijac sie do zespolu redakcyjnego naszego magazynu studenckiego, gdyz przekonuje sama siebie, ze bedzie cool i zajebiscie, bo zalicze praktyki zawodowe przy okazji i kto wie, moze jak zalicze poslizg z wybitnymi osiagnieciami naukowymi, to chociaz ktos mi podbije karte w fabryce azbestu. Usilowalam zalatwic sprawe polubownie, czyli napisalam mejla, co zrobic, zeby sie wkrecic w ta cala dzialalnosc. Otrzymalam odpowiedz, zgodnie z ktora postapilam, po czym dzien w dzien jak dzieciak z Bangladeszu sterczalam i czekalam na kalendarium spotkan redakcyjnych. Przyslowiowy fallus. Wyslalam wiec kolejnego mejla z nieco mniej grzecznym zapytaniem, co sie kurwa dzieje, ze sie nic nie dzieje. Na ta zaczepke nie dostalam juz odpowiedzi. Tak wiec uznalam, ze musze wbic sie wraz z drzwiami do zwiazkow studenckich. Akurat nadarzyla sie okazja, wiec po pieciokrotnej zgubce w kretych korytarzach i wyjsciu na pub studencki, Starbucksa i inne burdele dobilam sie do centrali mediow.

Calkiem latwo poznac, ze kanciape zamieszkuja przedstawiciele czwartej wladzy, bo znajduje sie ona miedzy dwoma knajpami, a na korytarzu dowalala muzola na full zicher. Wiec przybywam, staje w drzwiach, a tam bankiet na calego z rozpierdalaniem sie na biurku naczelnego wlacznie i opowiesciami z ostatniej imprezki, ktore krazyly glownie wokol jakiejs panienki, ktora chodzila na tejze cyrklem. Of kors wszyscy maja mnie w dupie, wszyscy sa plci meskiej, a w powietrzu wisi zapach jakis maczo perfum pomieszany z aromatem blyszczacego papieru. Bomba! Ale dalej maja wyjebane, oprocz jakiegos zwyrola, ktory zaczal mnie uwaznie obserwowac. Zwyrol sie spytal, czy jestem olrajt, wiec zgodnie z prawda odpowiedzialam, ze nie, bo poszukuje redaktora naczelnego, ktory nie nauczyl sie jeszcze obslugiwac skrzynki pocztowej. Wtem uslyszalam, jak red-nacz smieje sie za moimi plecami, siedzac przy biureczku. Tlumacze ciolkowi, ze czekam na terminy spotkan redakcyjnych jak na miting z Michnikiem pod tecza i czuje, ze ktos tu wbija chuja. W zamian otrzymalam natentychmiast karteluszek z osobistym mejlem rednacza; jakas nowa forma podrywu albo co, chociaz teraz pewnie rwie sie laski na adminowanie fanjpejdzy na fejsie. Tak oto niepoprawnosc polityczna znowu wziela gore nad konwenansami spolecznymi.

Natomiast wielu moich znajomych- co ciekawsze tych z doswiadczeniem fotoreporterskim tez- odsadza mnie od czci i wiary, gdy oglosilam, ze wybieram sie w przyszlym roku do Warszawy na robienie fotek podczas Dnia Niepodleglosci. Wali mnie, ze fruwaja wtedy kostki brukowe, ze mozna zrobic sobie kuku- ilekroc widze ten event w telewizorni, to ciezko rozpaczam i przezywam przez nastepne pare dni, ze mnie przy tym nie bylo.

Mysle, ze kazdy, kto zlapie szmergla na punkcie fotoreporterki powinien przezywac to samo, zamiast sie beznadziejnie spuszczac nad niebezpieczenstwami i chlipac nad niewychowaniem nazioli. Wejscie w dziki tlum i strzelanie do niego z migawki daje takiego kopniaka adrenaliny, ze wierzcie mi lub nie, ale nie liczy sie poza tym NIC innego. Mnie takie sytuacje napedzaja, im wieksze ryzyko, tym glosniej sie smieje i czuje, ze zyje. Gdyby wszyscy byli tacy zachowawczy, to ciekawe, czy uslyszelibysmy o niejakiej agencji Magnum- fotoprasowym marzeniu wielu narwancow, w tym niestety i moim. A to tylko ten najslynniejszy przyklad. Niektorzy twierdza, ze to promocja dla faszystow, a ja uwazam, ze to jest ZYCIE, w jego wszystkich odcieniach i aspektach, czarno-biale, z czego wiekszosc to szarosc. Gdybym nie sfocila ich ja,albo ktos z gazety, to zrobilby to ktorys z ich kolezkow, wrzucil na jakiegos Red Watcha i zgarnal +milion do lansu, wiec o czym tu opowiadac? Niektorych do zycia napedza milosc, a innych pojscie na pierwsza linie frontu. Milosc to placz i zgrzytanie pochwy, jak to mawialy bohaterki filmu “Lejdis”, a fotka zycia z zamieszek to kolejny punkt do samorealizacji, chociaz niebawem napisze tu o ksiazce, opiewajacej pewnego czlowieka, ktorego ponoc fotka zycia nie uczynila szczesliwszym.

Nie wiem, czy to sluszne, czy nie-pewnie ze wzgledow zdrowia i bezpieczenstwa nie- moze szukam okazji do wpierdolu, moze ganiam za niedoscignionym, ale w sytuacji, gdy ogladam zamieszki niepodleglosciowe (juz pomijajac kwestie patriotyzmu w wykonaniu czystorasowych ryjow, bo to horror i cofniecie sie cywilizacji w kierunku, jaki bylo juz dane jej przezyc w czasach aryjskich panow) czuje, ze bedac w UK jestem w niewlasciwym miejscu i powinnam byc tam.

A dzisiejszego, 69- tego posta w mojej karierze- sponsoruje taki wlasnie stan:

39f8e18ceafe8b49a50f98422d4303df

Lechu ogarnia temat+dewianctwo dodane liczby 69 i jaaazda, hej hej.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: