Melanz z wiklinowej witki

2 Nov

Zycie w PL w wymiarze tymczasowym ma jedna niepodwazalna zalete- czlowiek ma malo okazji, zeby wytrzezwiec.

Ej, bo pomyslcie- odwiedziny, bach, flaszka na stol.

Spotykasz znajomego w markecie budowlanym, a konczy sie to zakupem browarow I poplynieciem do drugiej w nocy z dyskusja gdzies w okolicach hipsterskiej czesci Hozej. Pamietajcie, ze ta czesc Hozej, ktora krzyzuje sie z Poznanska i Wspolna nie jest hipsterska, chociaz w czasach cyber seksu moze i chodzenie na dziwki jest alternatywne, kto wie. To zem poleciala z ambitna dygresja.

U studentow kroluja poprawki, wiec opijamy, jak zaliczymy I zalewamy, jak oblewamy. (ostatnie trzy slowa inspirowane “doprawianiem naciagu wyciagiem”, z parodii programu kulinarnego siostry Anastazji, prezentowanej na Comedy Central. Myslalam, ze pingwinicy nie da sie bardziej sparodiowac i jej spingwinienie swiadczy samo przez sie, a tu prosze)

Okazje bez okazji, bezokazyjnie z okazja, wakacje emigranta w rodzinnych stronach to “Pod Mocnym Aniolem” . Moze to I lepiej, bo jak w miedzyczasie trzeba tez sie otrzec o jakis urzad, to lepiej sie zawczasu nawalic I jebnac trzy razy glowa o mur, zeby wprowadzic sie we wlasciwy nastroj.

Nic dziwnego, ze wypadlo mi poczlapac na urodziny I. (wzmiankowanej tu niegdys jako Cycu), bagatela jakies 10 dni po moich (i co z tym tygodniem melanzowania BEZ przerwy, ktory wrozyl mi Flafi?) I.studiuje archeologie, wiec wpadla na pomysl, ze melo ma sie odbyc w osadzie luczniczej. Moje pierwsze skojarzenie krecilo sie wokol zestrzeliwania sie nawzajem z lukow z lunetami na podczerwien. Ewentualnie myslami bylam gdzies przy pijackiej inscenizacji pt. “Newton strzela do jablka”.

 A przede wszystkim, kurwa, mialam totalne zero pojecia, gdzie to moze byc.

Z pomoca przybyl mi R., ktory co prawda tez nie wiedzial, gdzie zmierzamy, ale spytal M. I swojej geolokalizacji w telefonie I jakos wyruszylismy. On radosny, choc nieco zgaszony, bo prosil w sklepie o szlugi z klepsydra o raku, a dostal te z impotencja; przynajmniej chetniej sie dzielil.

Ja z kolei tuz przed impra dowiedzialam sie, ze przybeda na nia B. I K., wiec czulam sie jak przed matura z matmy+plutonem egzekucyjnym. Mowiac wzglednie krotko i bez  komplikacji “M jak Milosc Style” z B. I K.przyjaznilam sie bardzo, a potem przydarzylo mi sie wyjechac do UK. W swej krotkosci umyslowej wykminilam, ze zanim nie uloze sobie zycia na nowo, to musze chwilowo porzucic dawne, przy czym nie raczylam nikogo o tym poinformowac. Zdecydowanie nie najbardziej zainteresowanych, wiec w sumie wyszlo na to, ze kopnelam ich w dupe na dwa lata.

Mialam jakies poltorej godziny zeby rozgryzc, co robie z tym problemem, az w koncu uznalam-niczym Wilk z „Talizmanu” Kinga- ze Bog wbija swe gwozdzie i moze nadarzyla sie okazja, zeby w koncu poskladac pewne sprawy, do czego przymierzalam sie juz dluzszy czas.

R. ze swoimi oklapnietymi fajami, a ja z nerwem zycia dotarlismy w koncu na miejsce. O ile osade lucznicza wyobrazalam sobie w podobie Stonehedge, ale z bardziej rozbudowana aglomeracja, to zastalam z grubsza konstrukcje wiklinowo-patyczkowa, otoczona blokami. (Potem sie dowiecie, czym byly owe bloki)

Na miejscu wiekszosc rycerzowo-archeologicznych kumpli I., o ktorych juz po pierwszych pieciu minutach moglam powiedziec, ze w czesci archeologicznej sa maczalkami i notorami. A zwlaszcza jeden z nich, ktoremu juz sie wydawalo, ze Ziemia nie tylko krazy wokol wlasnej osi, ale i przy okazji biega. Zdziwilam sie, ze wolaja na niego „Wilkolaku”, az zdjal przyodziewek gorny i nastala swiatlosc aksjologiczna- lubie zarosnietych, ale dzentelmen wymagal stanowczo wykarczowania w paru miejscach.

Przestalo mi sie wydawac, ze sklad imprezy to notory i maczalki, gdy po przywitaniu sie ze znana mi czescia baletnikow (w tym i z B., ktora probowala mi sie klaniac, wiec spenialam jeszcze bardziej niz wczesniej. Uznalam, ze w ten sposob daje mi do zrozumienia, zebym spadala na bezcenny, argentynski kaktus. Tak, jestem dziwna) uslyszalam te slowa pod moim adresem:

-Ja cie pamieeeetam! Pilas z mojej pieeersiowki!

No to podwojna chujnia, moi mili, bo nie dosc, ze nie skumalam na poczatku, z kim mam do czynienia, to tym bardziej nie ogarnialam pijackiego motywu. (nie to co motyw theatrum mundi, ktory ogarnia sie zawsze i wszedzie, proooste, ziooo). Zaczelam sie zastanawiac, gdzie jest najblizsze AA i Monar, ale brnelam dzielnie dalej:

-Czy mozesz mi przypomniec, co bylo w piersiowce? (bo uczepilam sie dramatycznie mysli, ze moze chociaz po trunku rozpoznam sygnature sprawy, niczym skorumpowany prokurator)

Wywiedzialam sie, ze truskawkowa nalewka. Zagrzmialo, blysnelo i ta scena stanela mi przed oczami, jakby byla wczoraj. Wspominalam juz, ze lubie wpierdalac, wiec jak nie kojarze czegos z imienia/nazwy/wygladu, to przynajmniej z zapachu albo smaku, wiec i won tamtego wynalazku uderzyla mnie po nozdrzach.

Bylo to tak- 2008 rok, zima, latalam po wszystkich warszawskich Empikach i czegos poszukiwalam; znajac siebie to byla jakas ksiazka i raczej nie top szczytow na listach bestsellerow. Wlasnie wtedy spotkalam I., ktora wlokla za uzde swoich kolezkow, w tym i W. I jego piersiowke, ktora sam mi wreczyl na rozgrzewke. A ja biedna zastanawialam sie, co tez powiem Dediemu, ze niby od kiedy to sie zapierdala po ksiegarniach w poszukiwaniu alko domowego wyrobu .

Mialam wtedy 16 lat i w ciagu  15 sekund calego flash-backa skumalam tez cos innego- przez te 5 lat zaliczylam mega mlyn w zyciu i gdyby mi to ktos wtedy powiedzial, to odpowiedzialabym mu, ze doktor Malejko przyjmuje w rzezni numer piec. Przede wszystkim poglebil mi sie rys charakterologiczny, bo o ile w roku panskim 2008 dalej jeszcze bylam grzeczna, ulozona i uporzadkowana, to w 2013 jeszcze bym osuszyla ta piersiowke na hejnal, po czym prula przed siebie, szukajac dalszej rozrywki.

I cos jeszcze, calkiem zabawnego- na przestrzeni 5 lat miedzy tymi eventami nie widzielismy sie ani razu, a W. Od razu mnie poznal, wiec moze pogloski o moim charakterystycznym pysku nie sa przesadzone.

Pozniej bylo jeszcze zabawniej, bo okazalo sie, ze W. tez jest emigrantem, a ja, gdy powiedzial, ile wyciaga na godzine, zgadlam, czym sie zajmuje, a konkretniej w jakim departamencie sie ulokowal. Zeby nie bylo, ze strzelam slepakami -mialam racje!

No i powiedzcie, coz to za zjebana sytuacja, ze dwoje mlodych ludzi  spotyka sie  przypadkiem w ojczystym kraju i konferuja o zyciu w innym kraju, stwierdzajac, co nastepuje:

-na mysl o pojsciu do polskiego urzedu jest nam slabo,

-jak ktos chce nam zaproponowac prace w PL za tysia to calkiem milo, ale za 200 funtow mozna dostac zajebiste waciki,

-o co tu w ogole kurwa kaman?!

Przed ustaleniem tych pryncypiow udalo mi sie jednak wytrabic dwa browary i poprawic je cytrynowka, wiec uznalam, ze nastala pora, aby przyznac sie, zem puchem marnym. Odwracam sie, a tu jak w ryj strzelil K., dobrze, ze bylo ciemno, bo byloby widac, jakem zbladla prze/po/razona pod tynkiem. Choc K. Ma chyba najglosniejszy i najdziwaczniejszy smiech ze wszystkich znanych mi osob i dawalismy razem niezle koncerty smichow chichow, a kwartet  wasze M-K.-B.-M. bywal nawet z tego powodu wyjebywany z jeszcze wiekszym hukiem ze szkolnej stolowki. Podobno to bardzo brzydko smiac sie do kotleta.

 No ale wtedy bylo mi srednio do smiechu. Zagailam, ze musze pogadac w skladzie zlozonym z trzech par oczu, gdzies na odludziu. K. spojrzal sie na mnie cokolwiek chlodno, a ja w myslach walilam sie w czolo zelazkiem. 2,5 godziny pozniej heroicznie wygralam sama ze soba batalie o cos, co wypadlo mi z rak, a przynajmniej tak mi sie wydawalo. Widocznie nie mam az tak lewych raczek.

Wielkie chwile w ludzkim zyciu zwykle ida w parze z jakims totalnym banalem, co dobitnie udowodnil monolog tatusia Laski z „Chlopaki nie placza”, niejakiego Krola Sedesow. No wiec po browarnym kurazu zachcialo mi sie lac. BARDZO . Niestety, osada dysponowala klo w wersji plastik, a ja publicznym WC mowie NIE, zwlaszcza od momentu, w ktorym zamieszkalam w panstwie, gdzie 49% ludzi w wieku 16-24 ma choroby weneryczne. Miedzy mlotem a kowadlem wpadlam w histerie polaczona z wkurwem, bo K. zaczal cos szumiec o wodospadach i Niagarach, przypominajac mi tym samym o moim kapiacym kranie.

 Ale wspomnial przy okazji, ze M., moje blond slonko w wymiarze dwumetrowym, mieszka niedaleko, a jego tojlet jest spoko, choc tez publiczny, bo M. prowadzi dni otwartych drzwi. K. byl na tyle uprzejmy, ze dzwonil przy mnie do M., aby ten nie zatrzaskiwal mi drzwi przed nosem („Ej, pamietasz takie cos z konska twarza i gruba dupa? No wlasnie. Tak. To cos chce cie odwiedzic…A nie, to cos chce u ciebie skorzystac z kibla”- i dopiero po tym zdaniu uswiadomilam sobie, jaka bylam tepa, chcac zrezygnowac z tego calego krejzi stuffu i moich przyjaciol. Klasyka gatunku w moim wykonie)

W koncu luby I. przekonal mnie, zebym nie odjebywala jeziora labedziego, bo kibel jest cool. Chwile pozniej przylecialam do niego z jeszcze wiekszym wrzaskiem, bo…(przeskok przez drewniane ogrodzenie w olowkowej spodnicy i rajstopach, alez jestem wyjebana w pyte)

-TEN KIBEL JEST NA KLODKE!

Podal mi kluczyk. Dalej mi bylo smutno i zle, bo nie bylo papieru, ktory tez dostalam. Jak sie Porucznik F. pokapowal, ze mam fobie na punkcie WuCetow, to wlaczyl nawet latareczke w swoim fonie i mi go dal, zebym nie popadla w mysli samobojcze, taki to mily osobnik.  Jesli kiedykolwiek sie tu przyplaczesz,drogi panie kolego F. to wieeelkie dzieki jeszcze raz  🙂

Dalej kontynuowalam juz bez specjalnych perturbacji (mile panie, teraz madrosc z poradnika „Rock Sucza Byc, Trala La”- jesli wiecie, ze facet ma przy sobie zapalniczke Zippo i pyta was, co moze dla was zrobic, odpowiadajcie „Daj mi szluga!” Wtedy go wam tak zawadiacko odpali, ze heej), az w koncu kolo 1.15 sie zwinelismy; niestety partytury na wolnym powietrzu sila rzeczy koncza sie wczesniej, bo nieco do dupy jest zgonowac na wolnym powietrzu,niebezpiecznie, zimno i w ogole za blisko do Lidla. Nie to co na moich urodzinach, ktore wytrwaly do piatej rano, a zgonowanie mozna bylo odbywac nawet na dywanie,taaaaki wyyyypas.

Bylam o tyle fartowna, ze zalapalam sie na kimanie u F., znanego juz z posta o moich urodzinach z bycia niedoszlym Zydem, wiec bylo mi cudownie z mysla, ze nie musze dokonywac tripu zycia z Woli na Mokotow Gorny (z innymi myslami bylo mi nieco mniej cudownie).  Do kurwy nedzy, wyprawy Wojciechowskiej i Cejrowskiego w glebie buszow pigmejskich w porownaniu ze zmienionym warszawskim rozkladem jazdy komunikacji wiejskiej w trybie nocnym sa raczej smetna przebiezka. No ale mielismy problem z W., bo rzecz jasna jak na  emigranta w baletach przystalo musial sie ze wszystkimi pozegnac jak nalezy( skad ja to znam? A, juz wiem. Z DOSWIADCZENIA).

Niestety, we wrzesniu w nocy juz nie bylo tak cieplutko, jak mi sie to uroilo w glowie, gdy pakowalam mandzur na wyprawe do PL, wiec przy ktorejs minucie pozegnan z lekka sie podirytowalam i moje marznace ja. Poszlam wiec odbijac W. i wymyslilam przy okazji konstrukcje zdaniowa, ktorej do tej pory nie moge sie nadziwic:

-Kurwa! Idziemy, bo nie bede tak stala jak chuj na weselu i marzla jak pizda!!

Po czym ciagnac go za pasek od ramoneski odwrocilam sie do F. I powiedzialam skromniutko niczym pensjonarka, juz bez semantycznych naduzyc:

-I tak to sie wlasnie robi, Jewreju!

(Zeby byla jasnosc- F. Bardzo cieszy, gdy ktos nazwie go Zydem, podobnie jak i mnie jara, gdy ktos mnie wola „zydokomunistyczna kurwa”. )

Wraz z nami w nieznane ruszyl K. I I., urocza para, aczkolwiek zabawa zaczela sie, gdy zlapalismy taxi. W. wreczyl nam hajsy, ktore zbieral na gorzale, czyli pol kilo monet o wartosci trzy dyszle, zas F. uraczyl mnie kluczami, trabiac, ze mam to potraktowac jako dowod zaufania, na co uslyszalam dzwiek „bad trumps”. To z pozoru niewinne slowo robi mi Gwiezdne Wojny w obydwu polkulach, ale to temat na inna opowiesc.

Juz nie mowiac o tym, ze mam trudnosci z otworzeniem wlasnych drzwi, a ten obdarowal mnie chyba calym arsenalem z recepcji Hiltona, tyle tego kluczowego dobra bylo. I wlasnie wtedy stwierdzilam, ze dopiero zaczal sie bal. Poniewaz panowie W. I F ruszyli z buta, to jechalismy sobie, trala lala, gadka z taksowkarzem, miodziscie .

Zaczelo sie od cen niemieckiego chleba, a skonczylo sie na tym, ze I. spytala sie wlasnego, osobistego lubego, jaka opcje by wybral, gdyby mial wybierac miedzy tania, ale brzydka prostytutka, a drozsza, ale za to ladna.

„Kurwa, co ja tu robie…Ale w sumie ladna dziwka nie jest zla…I co ja zrobie z tymi drzwiami?!”-pomyslalam. Potem to juz byla pierwszoklasna, zwiazkowa wymiana zdan, w ktora jednak nie bedziemy sie tu zglebiac, bo nawet w wyklocaniu sie mozna byc kameralnym. Zagadka na miare tajemnicy pt.”Czemu Krol Popu lapal sie publicznie za fiuta, a wszyscy bili mu brawo” pozostaje dla mnie fakt, czemu zwiazkowcy zawsze odstawiaja swoje wystepy przy niesparowanych- K. i I. i tak byli  lajt, bo kiedys mialam okazje wysluchiwac zali nt. Niecheci lepszej polowki do uprawiania seksu analnego, co uwazam za pelna zenade. Chyba sa lepsze miejsca i momenty na takie dyskusje, niz srodek ulicy w centrum.

O ile drzwi od klatki schodowej jakos otworzylam, a moj wspolkompan przeprowadzal negocjacje z I. przez telefon, o tyle drzwi od samego mieszkania uparly sie, ze dzisiaj robia za Sezam. Przynajmniej mialam z tego odrobine masochistycznej radochy, bo nawet uprawialam cos na ksztalt fitnessu, gdyz wpadlam biegusiem na osme pietro (a wiec chyba jednak bylam nieco podcieta…Tak na powaznie to znalam nr lokalu, ale nie bylam pewna co do pietra) i zeby sobie ulatwic zadanie z kluczami, kleknelam przy drzwiach, jakbym sie do nich modlila, co bylo po czesci prawda.

 Z lekka mialam zaciesz, jak wyobrazilam sobie reakcje potencjalnego sasiada F., jakby zobaczyl okolo drugiej w nocy kleczaca przed drzwiami panienke, mruczaca „ja jebie, wiecej was tu nie moglo byc” i obracajaca miedzy palcami klucze jak nie przymierzajac koraliki rozanca. Wszystko to w mini, rajstopach z drabinka i w bluzce z baskinka (taka pletwa dookola dupy, ostatnio bardzo trendi; wbijam sie w takie ciuchy, zeby moje grube dupsko chociaz przez chwile wygladalo z tylu jak zderzaki Kim Kardashian), a przede wszystkim w dzinsowej, marmurkowej kurtce rodem z …Syrii, wiec klaniaja sie watki wojenno-powstancze i zdobywanie choragwi, czyli nadal jestem w temacie podbijania hacjendy.

Przytransportowalam wiec na gore K., ktory w sprawie otwierania cudzych drzwi dedykowanym im kluczami okazal sie lotny. Panowie nadal nie nadciagali, a K. W niezlej kurwicy, ale za to grzecznie mnie przeprosil i stwierdzil, ze musi wychodzic stres.  Zrozumialam, bo i ja mam taka metode na rozkminy. Zasiadlam wiec na sofie i dopiero wtedy zwrocilam uwage na to, ze jestem otoczona ze wszystkich stron szklem.

Po prostu mili panstwo nad ma zbrandzlowana lepetyna staly ze cztery rzedy polek, ciagnace sie wzdluz trzech scian, na ktorych ulokowano rozne dziwne szklane rzeczy, jakies wazony, puchary, akwaria, ja pierdole, wydmuchane cuda.  Z nagla przypomniala mi sie scena z „Nic smiesznego”, gdy Adas Miauczynski nawiedzal blond aniolka, ktory umial grac na czyms podobnym do aborygenskiej traby (slynne dildolalulu), a takze uprawiac milosc francuska, opierajac Miauczyka o mebloscianke i w miare postepu w akcji trzesac  niebezpiecznie szklem nan umieszczonym.

To juz rozlozylo mnie doszczetnie, jakby mi malo bylo erupcji w bani. Na podlodze stalo otwarte, puste terrarium- pierwsze, co wpadlo mi do glowy, to jakas tarantula czy inny pan ptasznik, ktory wybral wolnosc, wiec zrobilo mi sie n i e c o nieswojo. Waz? E, spoko, weze sa milutkie. (Potem okazalo sie, ze terrarium zamieszkuje zolw, ktory lubi od czasu do czasu podymac kapcie- info zaczerpniete z pierwszej reki od Cyca. Zebym tu przypadkiem nie powiedziala, ze zwierzeta upodabniaja sie do wlascicieli, wiec csss…)

Ale to szklo to byl kompletny odjazd, caly czas mnie intrygowalo, a „Miauczyyyyk w leewo”  obijal mi sie gdzies po uszach; dlatego tez upieram sie, ze w nocy nie moge zostawac sam na sam z moimi myslami, bo skrecaja w patologicznym kierunku. Obok rybki probowaly nawiazywac ze mna kontakt, co wnosze po tym, ze mi sie przygladaly. Napisaly nawet rozowym cienkopisem do swojego pana, ze chca byc karmione codziennie, bo sa glodne.

W obliczu tych wszystkich zdarzen/wydarzen/wyobrazen bylam przeszczesliwa, gdy w koncu tym dwu nedzom udalo sie przybyc i finalnie jakos po trzeciej nad ranem zapadlam w cieple lozeczko; no niechby ktos mi kazal wracac wtedy na moj pogrzebowy katafalk, to bym sie chyba powiesila. Wyjdzie z tego post wdzieczno-wlazidupczy, ale gdziekolwiek bedziesz, drogi Semito F., to wiedz, ze bede sie modlic dziekczynnie w jidish, by Redtube Ci sie nigdy nie zacinal i zeby Frodo Baggins oddal Ci swoj tobolek z przygodami. Caluje  w jewrejski nosek i obsypuje okruszkami z matzy.

Nastepnego dnia…sorry, tego samego, tyle ze nieco pozniej…mocno nieco pozniej… w kazdym razie promienna jak Hiroshima stwierdzilam, ze wypada wrocic do domu. Jako ze P. nie bylo na partyturze i mialysmy pomysl wizytacji w naszym liceju nastepnego dnia, to po drodze do tramu przydzwonilam do niej, gloszac, iz:

-Wlasnie wracam od tego Zyda F. <rycie przez nastepne 5 minut>!

No i nieco wtopa, bo za moimi plecami  byl Cmentarz Zydowski, a zeby bylo smieszniej, to siedzialo przed nim trzech ortodoksow w talesach.

Nie to co ja, obraz zmelanzowania i rozpaczy, o godzinie 16 w niedziele w tramie widzialam przed oczami slowo „KOFEINA”, a takze moje zdezelowane rajstopki. Nie pozostalo mi nic innego, jak tylko zgonowac sobie psychicznie w srodku mego jestestwa. W centrum zlapalam sie za lek na cale zlo, czyli Burna Tropical, po czym kontynuowalam podroz-poczochrana, z drabinka, mejkapem a’la Spalam Ze Wszystkimi Gwiazdami Rocka W Tym Miescie Bejbe, wiec przynajmniej po ujrzeniu sie w szybie skumalam, czemu sprzedawca dyplomatycznie kaszlnal na moj widok, probujac udawac ze nie, ze wcale, ze ni chuja sie ze mnie nie smieje. Mowie wam, brakowalo mi tylko szluga marki Mocne Bez Filtra i odpitej do polowy flaszki szampana Made in ZSRR.

W tramie jadacym juz pod moj domeczek (<33 Jeee, misja Upadly Odyseusz zakonczona sukcesem) nadzialam sie z kolei na perwersa. Jestem swiecie przekonana, ze to musial byc zwyrol.

Wchodzi sobie gosciu, siada przede mna, po czym zaczyna sie we mnie wpatrywac, a wlasciwie wisiec na mnie swoimi galkami ocznymi. Okeeej, czuje sie, jakbys wlazl w moja strefe intymna i rozbieral naraz, kolezko, ale w sumie bylo mi przetotalnie wszystko jedno. Jakby mi malo bylo zjebania w umysle, gosciu po dwoch minutach takiego wpatrywania sie we mnie  zapytal podekscytowanym wokalem, niczym dowodca Al-Kaidy spieszacym sie owym tramem na kurs pilotazu:

-Jestpanibardzoladnaczychcialabysiepanizemnaumowicbobardzomisiepanispodobala?

(tak to lecialo, a przynajmniej w wyzszych stanach rozpierdolu umyslowego tak brzmialo)

Zrobilam mine w stylu „Ahaaaaa..” i spojrzalam przelotem na swoje ogolocone rasie; no ni kuta, musze sobie przyfasonowac jakis pierscien pseudo-zareczynowy, jesli nie obraczke, bo to ktorys z rzedu taki clown, ile mozna.

-Przykro mi bardzo, ale jestem juz zajeta-przypomnialo mi sie, ze to w sumie najprostszy myk na splawienie pacjenta. Biorac pod uwage moja kondycje, to ziom chyba musial miec dosyc romansu ze swoja reka, innej opcji nie rozpatruje. Na co orzekl, ze:

-O, i pani reakcja byla dobra, bo sa tez panie, ktore kaza mi spadac, a pani reakcja byla prawidlowa i byla pani mila.
„No niech zgadne, swirze, czemu te panienki byly na NIE…Bo zaczynasz znajomosc od rozbierania oczami? Bo wygladasz jak Nosferatu albo kumpel ze studiow  Festera Adamsa?! Kurwa, gdzie moj obrzyn, milordzie?”-pomyslalam.

-…Bo wie pani, to tez wymaga odwagi, zeby sie o to spytac, co one sobie mysla!…

„SLITASNY DZIZUSIE, ZA CO?!”

-A czy pani zagadalaby do nieznajomego w tramwaju, gdyby sie pani spodobal?- zastrzelil mnie z nagla.

Akurat nawinal to pytanie, jak juz szczesc Boze wychodzilam, ale bylo na tyle dziwne, ze nawet zaczelam sie nad nim zastanawiac.

Nie, moj drogi Nosferatu. Znajac swoje zamilowanie do fermentu, to zalozywszy hipotetycznie taka sytuacje zrobilabym po prostu jakas szopke, zeby owa postac do mnie uderzyla, rozkoszujac sie tym samym swoim maczyzmem. Ale chyba chujowymi liniami jezdze, bo jakos nigdy nic mnie w nich nie rzucilo na kolana pod tym wzgledem.

P.S. A w blokach dookola Stonehedge z wikliny byly po prostu akademiki i dlatego moglismy wygrywac przeboje Braci Figo Fagot grubo po ciszy nocnej, nie to co u mnie w domu, buuu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: