“Tworze historie? Zdarza sie…”

28 Oct

Dzisiejszy dzien byl totalnie z dupy, zaczal sie od sztormu (ktory jak przystalo na angielski produkt mial byc wielkim JEBUT, a byl smutnym aczkolwiek, choc przyznaje, ze nad morzem przypomnialo mi sie, ze mam plombe, bo gwizdala mi po calej czaszce) a skonczyl sie na tym, ze Flafi produkowal jakies melodramy, bo jestem bezrobotna, mam wyjebane, a tak poza tym to zamiast czytac ksiazki o izraelskich sluzbach specjalnych powinnam czytac ksiazki kucharskie i uczyc sie obslugi pralki. (Elo Hi, kniga wpadla mi do reki  w polskim sklepie miedzy gorzalami, dopalaczami dla koksiarzy a kiszonymi ogorkami, ze nie chciala sobie pojsc,  to coz…Wzielam ja do domu)

Czytac ksiazki kucharskie jest w porzasiu, ale Flafi zapomnial, ze prawdziwa, perfekcyjna pani domu powinna tez umiec ciagnac druta, wiec nie napomknal o stosownej literaturze z tego obszaru. Nie zapamietal tez, ze w klasie maturalnej bylam sama sobie kucharzem, praczka i sprzataczka, wiec HELOL. A Mossad? No coz, jako zydokomunistka powinnam wiedziec, co tam u chlopakow na podsluchu skrzypi, a i Lordowi radze to samo, bo w swojej antyislamskosci-niczym panienka z gimbazy, ktora jest fanka Metalliki i kojarzy tylko “Nothing Else Matters”- nie ogarnia, ze to Mossad daje sobie rade z Palestyna, a nie MI5 czy tam inne CIA.

Jak ktos lubi sie ograniczac do  modzajto i francuza w kabinie, to swietnie, ale ja poza waleniem dwa razy do roku pryty z centrali na hejnal miewam tez inne rozrywki, w tym potepiane w UK poszerzanie horyzontow o rejony, ktore nie sa Wyspami Brytyjskimi, w moim przypadku o Bliski Wschod wlasnie. Kolejny argument pt. “Nie dosc, ze ma u siebie w domu tyyyle ksiazek, to jeszcze TU” juz byl totalnie wkurwiajacy, bo w moim domu na ulicy K. moge se robic, co mi sie zywnie sposoba i otworzyc tam nawet burdel, a Flafiemu srednio do tego. Wszystkie moje ksiazki w UK mieszcza sie na jednej polce, przy czym godne odnotowania jest, ze jego sprzeta sa rozjebane po calej chalupie. Kurwa, nie, nawet nie mam sily o tym myslec, bo sie pienie z automatu.

Za to dzisiejszy dzien (wlasciwie juz wczorajszy) zapisal sie w historii z o wiele bardziej frapujacego powodu niz bitwa o Zydow (mam nadzieje, ze kiedys otrzymam za swoje meczennictwo order od Szymona Pereca, albo przyn ajmniej skrzynke pomaranczy z Hajfy).

Moi mili panstwo, oznajmiam uprzejmie, ze zaloga rajdowa Robert Kubica/ Maciej Baran zdobyla MISTRZOSTWO SWIATA w kategorii WRC-2.

Roberta Kubice cenie od dawien dawna, no moze nie tak dlugo, jak ci, ktorzy pamietaja go z kartingu, ale na pewno dluzej niz jego sezonowi kibole. Dla jednych jest wzorem buractwa, a dla mnie wyklada po prostu karty na stol, wiec jak trafi mu sie dziennikarz natrzepany z wora, ktory zada mu tromfa w postaci pytania “jak sie dzisiaj panu scigalo na tym rajdzie”, to wiadomo, ze dostanie zjeba i tyle.

Kubica wielokrotnie podkreslal, ze wszystkie swoje osiagniecia zawdziecza ojcu i sobie, a juz na pewno nie Polskiemu Zwiazkowi Motorsportowemu, ktory nie byl laskaw  wystawic mu miedzynarodowej licencji kartingowej i raczej mial na niego wyjebane, z ukierunkowaniem na bardzo wyjebane. Tata Kubica  wiedzial jednak, ze rosnie mu talent pod dachem, wiec postanowil sprzedac ten dach i wszystko inne, po czym pojechal z synem do Wloch, gdzie cala historia nabrala wlasciwego obiegu.

Tu sie pochwale, ze znam takiego jednego i BARDZO go tu pozdrawiam, ktory twierdzil, ze uczyl jezdzic Kubice, a tak naprawde to prostu pycil w gokarcich “starszakach”. Ze jest nieco starszy od RK, to sobie po prostu wykminil, ze zainspirowal Kubice. Jakkolwiek byscie nie probowali napierdalac smiechem, to ja i tak pasjami uwielbiam autora tego tekstu, bo jest przeuroczy, nawet w takich dziwnych zajawkach 🙂

Teraz smutni panowie z PZMotu z checia poklepaliby Kubice po ramionku i podczepili sie pod jego sukces, ale niestety, sa nieco za krotcy, nie tylko ze wzgledu na wzrost.

Co mi sie najbardziej w RK podoba to jego niezlomnosc, bo ani stalowe sruby w reku ani proby zejscia na tamten swiat po pamietnym wypadku we Wloszech nie napedzily mu stracha, a chociaz zdarzaly mu sie rozne dziwne przygody w sezonie 2013 ( z luboscia komentowane przez znafcow i fachofcow jako chujnia i “dajcie mi jego samochod, a pojade lepiej”, co mnie zawsze dziko bawi, bo nie wiem, czy owi fachofcy maja chociaz koncepcje, jak zapalic auto rajdowe z tzw. procedura startu. Z checia bym to zobaczyla!) Po prostu pruje przed siebie jak czolg i to sie okazuje byc najlepsza droga, a na pewno lepsza, niz zastanawianie sie, co jacys niedoruchancy maja mu w zamiarze przekazac.

Jedno jest pewne- Kubi umial wykrzesac emocje, nawet z takiej miernoty uczuciowej jak ja. Najpierw niedowierzanie, bo takich rzeczy nie da sie przezyc, a na pewno jeszcze 15- 18 lat temu w F1….Mowa tu o wypadku z Montrealu 2007.

Wczesniej pewnosc, ze nie trafil do F1 przez przypadek po Monzy 2006, kiedy na podium przybijal haj fajfa tym wszystkim smutasom i juz bylo wiadomo, ze moze i z kawalka Rosji pochodzi, ale przynajmniej ma pojecie, co sie robi z kierowniczka.

Pozniej dzika radocha, wyplucie sztucznej szczeki przez komentatora Endrju B., ps. Borowa-Nie-Pierdol-O-Zielonym-Pasku-Na-Oponie i wydzwanianie po polowie Europy (konkretniej to do Austrii i UK, ale wiadomo, melodrama musi byc!) bo oto Kubi wygral GP Kanady w 2008, co bylo symboliczne, biorac pod uwage rozpierduche, jakiej dokonal tam rok wczesniej. Przy okazji- ktos mnie wtedy pytal, co mnie najbardziej wzruszylo, co ogladalam w TV, na co odpowiedzialam, ze Krol Lew i podium z Kubica wlasnie. Niektorzy uwazali, ze mnie zjebalo, no ale coz poradze, splakalam sie jak wieprz.

Potem wspomniany juz crash we Wloszech, kiedy to skladalam raczki do bostw nieznanych i modlilam sie do TV przez caly dzien ( o co zreszta sfochala sie moja psiapsiola E., bo wolalam czatowac przy Polsat News niz uprawiac ekwilibrystyke z lazeniem na kawusie, odginaniem malego paluszka i innymi haj lajfami), by przywrocono RK do zywotnosci. Kubi to twardy zawodnik, a  Magdalena Sroda wraz ze swoim felietonem, ktory metoryka powalil mnie na cyce (porownywac sytuacje z odcinka specjalnego do limitu predkosci na drodze, to trzeba miec feminizmem dobrze natrzepane w berecie. Czy tam inna glupota) nie dostanie go tak szybko w swoje lapska, zdaje mi sie.

A potem wraca, co prawda JESZCZE nie do F1, ale jak widac nadal z rozwiertem. Moze i przydarzaly mu sie rozne przygody, ale podobno kto grubo nie gra, ten…i tak dalej. Moze wolicie Loeba, ktory jezdzi jak Robocop, he? Ciesze sie niezmiernie, ale wykluczanie czynnika ludzkiego pozbawia podstaw cala zabawe i jak ktos lubi podziwiac jednego goscia, ktory jedzie przed siebie, a reszta wlecze sie minute za nim i tak kilkanascie razy do roku, to strasznie fajnie, ale bez fruwajacych cyckonoszy raczej.

I to powinien byc wzor do nasladowania przez mlodych menow, a nie jakies lalusiowate Dejwidy Bek-chamy czy inne Krysie Ronaldo, prawdziwy waleczniak, ktory zawsze tkwi mi gdzies tam z tylu glowy, kiedy mam chec rzucic wszystko w pizdu i zostac lama gdzies w lesie kolo Boryszewa.

Robercie Kubico, na czesc ktorego moj pluszowy bocianek nosi dzielnie swoja godnosc, padam na kolana, gratuluje i PODZIWIAM przede wszystkim.

P.S. Dalej w temacie, bo z filmu, ktory takoz jest o rywalizacji i powrocie za stery po niemal przezyciu wlasnej smierci, a przede wszystkim o glodzie adrenaliny- jak w koncu nie poleze na “Rusha” do kina, to sie zatrzaskam, wiec na razie pozostaje mi tylko soundtrack. Za to jaki!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: