Ballada urodzinowa o lekkim zabarwieniu kryminalnym

25 Oct

Niedawno mialam urodziny. Niewazne kiedy, najwazniejsze, ze obchodzilam je w swoim srodowisku naturalnym, czyli miescie W., pseudonim Stolica I ze jestem juz stara, 21-letnia panna. Chociaz z tym staropanienstwem to nic pewnego, bo gdym grzmiala przez Aleje Krakowska, to jakis kolo usilnie chcial mnie zapraszac na kawe. (co mnie podkusilo, by klusowac w kowbojkach 1,5 kilosa do Castoramy?! Pewnie knulam, ze panowie z informacji sklepowej legna u mych zostrozonych* stop) Facet zapewne chcial sie wzbogacic o mojego IPoda albo wygladalam mu na ciezko skacowana. A moze po prostu po nalozeniu kilo tapety jestem sexy, choc w secie z kowbojkami w kwiatki moglo to bardziej przypominac stylowe podstarzalej galerianki.

Trudno nie bylo byc skacowanym po urodzinowej imprezce, zwlaszcza jesli de facto dwa dni po niej spedzalam na saczeniu browarkow w doborowym towarzystwie (uwaga, uwaga, nakurwiam kryptoreklama- wszystkim, ktorzy chca posmakowac czegos lepszego niz wygazowane Tyskie z puszki, polecam browary “Pinta”. Ciezko sie tym sponiewierac, bo drogie I na swoj sposob wytrawne wsrod zlocistych trunow, ale moze po doswiadczeniu organoleptycznym rzucicie w chuj te wszystkie paskudztwa udajace chmielowa ambrozje). Nie byl to jednak kac klasyczny, a bardziej przyslowiowy bol dupy, idacy w kierunku “co tu sie dzieje I jaka to czesc swiata”.

Moja fella P. z liceja, z ktora przeszlysmy dosyc wyboiste drogi, by w koncu znow sie skrzyzowaly (nie, naprawde nie chcielibyscie ogarniac tej brazylijskiej telenoweli) rzucila haslo, ze ma wtorek I srode wolne w robocie. W to mi igraju (zreszta jak jest sie mlodym, pieknym I ma sie wakacyjnie wyjebane, to partiro igraju zawsze I wszedzie), ustalilysmy wiec, ze urodzinowa impra bedzie we wtorek, a w srode ogorek I kefirek.

 No ale nie po to przyjezdzam do PL, zeby ogarniac prowiant w jakichs Tesco!
To ponizej mej narodowej godnosci!

To sie nie klei  z idea party na budzecie!

TO NIE JEST TO!

Taka raza pokicalysmy do…Biedronki. O Biedrze kraza legendy, totez I ja musialam zaczerpnac z tego zrodla, dzieki ktoremu studenciaki jedza na sniadania nie tylko kanapki posmarowane nozem, absolwenci wydumanych studiow maja prace, a filmowcy I dziennikarze sledczy GW onanizuja sie nad wspolczesnym niewolnictwem.

10 minut pozniej i po pieciu telefonach w stylu “Kurwa, wsadz se w dupe 0,4 litra Wisniowki, bierz litra!” torby zakupowe zabrzdeczaly nam wesolo flaszkami (w tym przeokrutnym szampanem z Biedronki, ktory rzuca o glebe skuteczniej niz sowieckie wynalazki, a przy tym pieni sie jak szampon i jest GORZKI), puszkami I torebkami Skittlesow. Juz na etapie wynoszenia dobr ze sklepu odgrazalam sie, ze nastepna partyzantke urzadzam pod golym niebem albo robie prawojazd na wozek widlowy, zeby nie ciagac jak Matka Polka w wersji Courtney Love siatow z chlanskiem.

Terefere, droga M., sama sobie nie wierzysz, a poza tym zapomnialabys napisac, ze P. postanowila ci fundnac najprawdziwszy w swiecie tort urodzinowy. Bylo to tak: po drodze do Biedry P. pociagnela mnie za soba do cukierni.

-Co robimy w tym siedlisku grzechu?-pytam sie grzecznie, a zapach slodkich, jeszcze cieplych ciach walil mnie po nozdrzach, krzyczac “pierdol diete, zostan piata Grycanka”.

-Wybieramy ci tort urodzinowy!!

Jeblam na ziemie, gdyz wedle mojej wszelkiej wiedzy ostatni tort urodzinowy szamalam na 16-stke. A juz najbardziej sie wzruszylam faktem, ze jeden studencki golas na kredycie kupuje ten artefact innemu studenckiemu golasowi, tez na kredycie, ale nieco lepszym, bo zagramanicznym. Zebyscie glodomory mieli pojecie-wybralam wisniowo-czekoladowy, zas pani przy kasie miala ze mnie beke, bo przerazala mnie wizja spiewania “Sto lat”. (bylo nie tylko “Sto lat”, ale I zimne ognie !! A szampan Michel z Biedry wystrzelil korkiem na tyle fachowo, ze czekalam, az sufit sie posypie)

-Ej, no jak to, zyczycie mi starczej demencji I AItzheimera? Zmarszczek, dozycia emerytury?

Kobitka przyznala, ze nigdy nie myslala o tym w podobny sposob, bo wydawalo jej sie, ze dlugowiecznosc jest olrajt. Dobre sobie, przy wspolczesnych filarach emerytalnych I niskim przyroscie naturalnym! Kto mi bedzie pracowal na moja emeryturke, pewnie jakis maly Ciapuch, ktorym ktos bedzie czyscil komin, niczym w epoce wiktorianskiej.

Tak oto zaopatrzona polazlam do domu siem ogarniac siem, gdyz porzucajac odkurzacz na srodku pokoju totalnie zapomnialam, ze mam byc fabjuluz. Czyli wygladac ladnie, aczkolwiek dostepnie, jak to mawiala Krolowa Elzbieta w Czarnej Zmii. Wkrotce doszla P., a wraz z nia serwetki. Potem przybyla na miejsce I., dla ktorej najwyrazniej miedzy godzina 18 a 19 nie ma zadnej roznicy, ale nas to nie dziwi, bo I. wykreowala wlasna rzeczywistosc, a do tego ciasto pomaranczowe, wiec dostala me szanowne rozgrzeszenie.

Potem przybylo grono z mojego liceja, a niektorzy nawet twierdza, ze wino-grono, na co ja tylko wzruszam ramionami I odpowiadam: – coz, humanisci z powolania…(czego nie dalo sie powiedziec o 2/3 klasy, ktora przychodzila na polski, WOK I historie chyba po to,zeby schronic sie przed deszczem) Zreszta pomyslcie, jakie to piekne, ze poznalismy sie w czasach licealno-mlodocianych, po czym okazuje sie, ze dalej mozemy ze soba rozmawiac tak swobodnie, jakbysmy widzieli sie wczoraj, choc tak naprawde zdarza sie to rzadziej. Z tego co wiem inni tez sie trzymaja, glownie po to, zeby obrabiac sobie nawzajem dupy albo w celach jeszcze bardziej prymitywnych. O dyskusjach literacko-polityczno-spolecznych, w ktorych kurwy I rozpacz sciela sie gesto jakos nie slyszalam, a na naszych salonach I owszem.

Moze nie bede przytaczac szczegolow melanzu, bo wychodze z zalozenia, ze co sie dzieje na imprezie, to powinno na niej zostac I byc wspominane ciule przez jej uczestnikow, a nie pol swiata I gimboli na fejsie. Natomiast tu wkroczy watek kryminalny, a raczej spoleczny. (dobra, podpuscilicie mnie- przez chwile  bylismy z R. islamskimi Jehowianami I udawalismy, ze pukamy do drzwi z Koranem. Nie wiedziec czemu moja Tora I Koran zawsze robia furore na melanzach, a Kamasutra i ksiegi Zbigniewa Lwa-Starowicza jakos nie. Moze to i lepiej, bo moja wersalka nie wyplacilaby sie z alimentow do konca zycia)

Dywagowali my z R. w kuchni nad kubeczkami wypelnionymi lubuskim ginem z tonikiem( na mysl o myciu szklanek robi mi sie slabo, wiec driny plynely do filizanek I kubkow) o narodzie jako czynniku manipulujacym jednostka, jako ze jednostke wiaze sie sztucznie z narodem, by przelewala swoja krew w imie dziwacznego tworu wspolnotowego, ewentualnie robi jej sie bajzel w bani, by przekula swoje namietnosci w nienawisc, ktora mozna sterowac, by urzadzac show pod krzyzem czy w innych miejscach kultu.

No wiecie, doktoryzowalismy sie, zeby sobie zrobic dobrze, jacy to jestesmy mundrzy. (… a potem odkryc, ze z tymi madrosciami mozna smazyc zacne fryty w McFucku). Wtem wpadla Z. i powiedziala, ze ktos puka.

 Spojrzalam na zegarek- gdzies blizej 23, kiego chuja, zeby nie powiedziec “a coz to, czyzby wrozbita Maciej skonczyl szychte na kablu w EzoTV?”

 Zerknelam na kalendarz- koniec sierpnia, wiec jeszcze nie pora na nieznanych wedrowcow.

Zajrzalam przez urzadzenie monitorujace zwane Judasem I zamarlam- dwoch panow w mundurkach. Teatralnym szeptem nawolalam M., zwanego Zuczusiem, by ocenil, kto zacz.

-O kurwa, to straz miejska!

Wpadlam do pokoju, po drodze wyrywajac klaki i jeczac „szluga, do chuja!”(?), gdzie demokratycznie zarzadzilismy (“Ja pierdole, ale chujnia”, “Uciekamy! Nie, otwieramy i mowimy, ze M. Spi i o niczym nie wie!”), ze panowie winni szukac waleta w innym lokalu. Wylaczylismy swiatla, sciszylismy muzole I czatowalismy, az poleza poszukiwac prawdziwych kryminalistow. W trakcie ukrywania sie mielismy najwiekszy problem z niesmianiem sie. Zreszta do tej pory rozkminiam, co myslala straz wiejska, bo wszystko bylo doskonale slychac przez drzwi- poczawszy od muzoli na full zicher, a skonczywszy na “cssss….udajemy, ze nas  nie ma…”.

Nie zaprzecze, bylo glosno- jak I. z M. grali cos jakby “Cisze na trabke” na wuwuzeli (uciszeni krotka, acz konkretna oferta wsadzenia instrumentu w dupe), to musialo byc nielicho z dzwiekiem, podobnie wtedy, gdy P. odegrala swoja imprezowa routine, czyli przynajmniej polowe “The Walla” Pink Floydow (tak, moi drodzy, my sie bawimy przy takich smutach) Nie sadze, zeby musialo to byc mile na poczatku tygodnia.

Poza tym pozbieralam zniwo historii sasiedzkiej- gdy animator kultury spirytualnej Riczard wykopywal o czwartej rano przecietnie trzy razy w tygodniu swoja kompanie, czyniac przy tym huk godzien rydwanow Zeusa (a to tylko paru gostkow po Amarenie!) bylo spoko. Kiedy do innego sasiada dwa razy w tygodniu na imprezki z niemieckim techno I praojcami dopalaczy przybywaly wszystkie mozliwe straze na czele z pozarna ochotnicza- tez bylo fhooy. Kiedy psy sasiadow spedzaly cale zycie na balkonach I szczekaly po kilka godzin, bo ich palnieci wlasciciele szli do pracusi zarabiac na swoich pchlarzy- bylo spoko.

Ja juz nie moglam byc spoko I trudno bylo do mnie przyjsc, zadzwonic, wyslac SMS “czy whatever”. To byloby za trudne albo ponizej czyjejstam godnosci, zeby poprosic jakas szczylowe o uciszenie partytury.  Jeszcze- nie daj Boze! – naprawde uciszylaby towarzycho I komu tu dupe obrabiac w dlugie jesienne wieczory…Nooo, ale M.daje rade, wylazi z domu w jakichs dziwnych ciuchach, wraca pozno, ah, coz to za mlodociane kurwiszcze, pewnie ma nad lozkiem zdjecie Marylina Mansona I mamy Madzi z Sosnowca. (a nieprawda, mili son-sieci, bo nad mym lozkiem czatuje swiecacy w ciemnosciach kosciotrup z Holandii. Poznajcie Kostka. Kostku, przedstaw sie wzburzonemu pospolstwu)

Nie byloby jednak tego zlego, co by na dobre nie wyszlo, bo do tej pory odbieram gratulacje za imprezke, a jak komus nie pasilo, to sam mogl wpasc I tez sie dobrze bawic, proste. Ja bylam przeszczesliwa, bo swietowalam z moimi piplami I nawet zeszloroczna wloczega po Camden Town na 20-stke robi przy tym loda.

W prezencie urodzinowym dostalam mala lupke, zawinieta w taka ilosc papieru, pudelek, woreczkow strunowych I innych, ze wyplatanie jej zajelo mi z pol godziny. Lupka  byla ponoc oczkiem, a opakowanie symbolizowalo poprzednie lata mojego zycia, ktore poprzedzily 21-wsze urodziny.

Moim zdaniem lupka bedzie mi sluzyla do odnajdywania sensu, ktory lubi sie gubic, ale to tylko kwestia (nad)interpretacji.

*zostrozone=wyposazone w ostrogi. Przy tym srogie niedopatrzenie, bo moje kowbojki nie maja ostrog I nie mam czym kopac niewiernych w jaja na Walentynki, taki peszek.

P.S. Aha, bylabym zapomniala- impre wygral bezapelacyjnie F., ktory o piatej rano ugotowal herbate w garze do zupy, bo vox populi w starciu z litrowym czajniczkiem domagal sie powazniejszych przyrzadow herbatniczych. Gdyby padlo na mnie, to pewnie wesolo wsypalabym do herboli sol I zamienila ja w spaghetti, ale ja to ja.

 Umowmy sie, ze niedoszly Zyd na drabinie ewolucyjnej stoi nieco wyzej niz niedorobiona komunistka, taaa?

P.S.2- Znowu bym o czyms zapomniala, czyli jednak starcza demencja.
Szeregowy W., ja bardzo doceniam fakt, ze zadzwoniliscie do mnie o 8.50 Dnia Sadnego z zyczeniami urodzinowymi, ale do mnie dzwoni sie od 22 do 5.00, a juz na pewno nie po 7.00, kiedy zazwyczaj cos mi sie jeszcze sni.  A teraz odmaszerowac.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: