Rosnij duzy, piekny, zdrowy i blogowy!

11 Oct

Wczoraj WordPress zakomunikowal mi, ze minal rok, od kiedy sie na niego wprowadzilam. Przez chwile myslalam- helol, brachu, pierwsza notka jest z 22 pazdziernika, za duzo terabajtow na procku czy whateva. Wlasciwie to prawda, bo najpierw zaczelo sie od bloga produkcyjnego, o ktorym trabila szefowa mojego wydzialu na college dniami i nocami, ze mamy zakladac, pisac, gdyz trzeba siac, siac, siac, alleluja. A ze glosik ma piskliwy, to nie pozostalo nam nic innego, jak tylko zgodzic sie na nowa forme zniewolenia post-produkcyjnego. Chyba, ze ktos nadal odczuwal potrzebe wysluchiwania jej stekan.

Dalej po prostu poszlam za ciosem i powolalam do zycia nowe dziecie dziwnej mysli literackiej- jesli ktos nadal mysli, ze robienie dzieci jest szybkie, mile i radosne, to niech wie, ze tyram nad moim dzieciatkiem juz rok, w tym czasie mialo byc piekne, madre i nakopac Kominkowi do czapki. Tymczasem dziecie bywa pyszczate i wulgarne, a Kominek pisze ksiazki, majac mnie totalnie w chuju.

Mialam byc slawna blogerka, rozbijajaca Subarke na blachach MM55501 pod burdelami i walaca modzajto z celebrytami pod tecza na Placu Zbawiciela…Hipstera…Persila i Ariela, czy jakos tak. Mialam miec fanpage na fejsie, na ktory beda walic tlumy, spragnione nowych wiesci z M-landu. Mialam byc opiniotworcza i dostawac gifty na konferencjach prasowych, np. piekne domy w niebrzydkich dzielnicach albo zapalniczki z golymi paniami- cokolwiek, byle za darmoche. Mialam wykazywac wobec slawy postawe lekcewazaca i nadal mieszkac na ulicy K., choc ciagnie mnie do klimatow rodem z osiedla Marina, Bialy Kamien albo innego Woronicza Qbik. Mialam tez rozpierdalac sie w gescie nihilistycznego mnietojebizmu na kanapie u Wojewodzkiego i opowiadac mu, jak to zycie mnie inspiruje do postow i czemu uwazam, ze nie istnieje podzial na kulture niska i wysoka, czym awansowalabym do miana blogera lajfstajlowo-kulturalno-pasozytniczego.

Przepraszki, do miana blogerki, toz chyba jestem baba, skoro domykam klape od kibla.

Zamiast tego przymarzam do wyra, wysylam CV po sklepach oferujacych odziez robiona w Bangladeszu przez dzieci, ktore nie zalapaly sie ksiedzu na kolanka , fanpejdza zrobie niebawem, zeby weszly na niego trzy osoby i wyruszam do lodowki, by zobaczyc w niej plasterek sera, dwa zblakane jogurty o smaku toffie i wspominam, jakem sie jeszcze miesiac i trzy dni temu swietnie bawila na urodzinach I., a raczej na ich kontynuacji, po niemal smolenskim ladowaniu w poblize Cmentarza Zydowskiego, co mialo potem swoje konsekwencje fabularno-narracyjne, o czym niebawem.

Marudni mogliby powiedziec, ze w tym momencie cos poszlo nie tak i nie o to chodzilo. Ale trzeba spojrzec na zagadnienie od innej strony- kim byles ty, marudny paskudzie, w wieku 12 miesiecy? No wlasnie, suabo to wyglada, bo wszyscy wtedy zajmuja sie z grubsza tym samym, czyli beczeniem i wolaniem o cyca, w przerwach miedzy litosciwym udawaniem sie na spotkanie Morfeusa, co by rodzice mogli w spokoju przepic dwoma Krupnikami z cepeenu 42 zeta zasilku rodzinnego.

No to przeskakujemy do ambitniejszej opcji- co sie robilo w wieku dwoch lat?

Tu posluze sie swoim przykladem- zwiewalam z wyrka, zachowujac przy tym kompletna cisze. Mialam lozeczko z drewnianymi kratkami i ktoregos dnia wpadlam na pomysl, ze chujowo jest siedziec w pudelku do spania, skoro mozna wyjac dwie belki i wywiesic sie za wyro, po czym zsunac sie na dol i dokonywac dalszej eksploracji terenu. To juz jest cos, zwlaszcza ze podrozowanie po ziemiach niczyich w poszukiwaniu wolnosci i swobody zostalo mi we krwi do tej pory.

Do trzeciego roku zycia nie mowilam, wychodzac z pierwszego, neurotycznego zalozenia, ze jesli swiat czegos ode mnie chce, to musi sam do mnie zagadywac, a nie na odwrot. Biorac pod uwage zageszczenie znakow w kazdym moim poscie mozna sie zdziwic, ale holduje tej zasadzie po dzis dzien. Przesada byloby jednak stwierdzenie, ze przygladalam sie swiatu i nie wydawalam z siebie zadnych odglosow- umialam powiedziec trzy slowa (“tata”, “auto” i “kolo”. Zestaw spojny ze standardem jedynie w 1/3, ale i tak wzglednie przyzwoity, bo Flafi podejrzewal, ze moim pierwszym slowem byla “KURWA”) i caly repertuar specjalnych odglosow, ktorymi komunikowalam swoje potrzeby.

Potem poszlam do przedszkola, bachory sie ze mnie smialy, bo nadal zawzinalam sie, ze jestem Woodym Allenem i chuj, nie rozmawiam z prostactwem. Opor trwal trzy dni, w czasie ktorych trwala intensywna napierdalanka, prawie jak o strefe Gazy, a chodzilo o ratowanie honoru niemowy.

Po trzech dniach zaczelam nawijac pelnymi zdaniami, a reszta grupy dalej upierala sie na Ale i jej kota, wiec w placowce edukacji zaczelam sie nudzic, nie po raz pierwszy zreszta, bo jak mlotki uczyly sie czytac, to wzdychalam nad ich mozolami jeszcze bolesniej niz przedszkolanki. Moienie spodobalo mi sie do tego stopnia, ze jak nie mialam z kim rozmawiac, to wyszlam ze znanego wielkim ludziom zalozenia, ze czasem najlepszym towarzystwem jest wlasne i tak oto dyskutowalam sama ze soba. Kiedys ponoc opowiedzialam tez sobie historie, jak oplywalam jezioro na krze lodowej. I na chuj komu narkotyki, po prostu wystarczy sie zatrzymac w rozwoju!

Im dalej w wiek, tym gorzej, bo pan doktor o drygu geniusza na podstawie moich zniecierpliwionych zachowan wpisal mi w ksiazeczke zdrowia ADHD; obecnie cierpie na nadpobudliwosc tylko jak na kogos czekam, albo musze sie uzerac z idiotami. Odstawiam wtedy srodziemnomorskie tragedie z krzykami, chodzeniem dookola i wymachiwaniem rekami w najdziwniejszych gestach, jakie mozna sobie wyobrazic, a i bywa, ze szuflady trzaskaja i niektore przedmioty ucza sie latac. Juz zazdroszcze memu przyszlemu, gdyz- jak to udalo mi sie przeczytac w Kamasutrze- awantury i klotnie sa preludium namietnosci, a w owym dziele sa nawet tutoriale, jak panna ma sie klocic i ryc ukochanego szponami po plecach. Teraz juz przynajmniej wiem, czemu niektorzy zagapiali sie na moje pazury z ni to nadzieja, ni to podziwem.

Od malego mialam tez inklinacje kosmetyczne i lubilam upiekszac otoczenie wokol siebie. Niestety, nie zostalam ani pedalem, ani stylista fryzur, ani nawet dekoratorem wnetrz, za to prawda oczywista jest to, ze gdy na stole stal pusty wazon, to ja mu dla towarzycha dorysowywalam bukiet na scianie, albo kopiowalam czlowieka z Lascoux za firanka. Na tej podstawie rekwirowano mi kredki i flamastry, na co ja wyciagalam z szuflad bielizne Joanny Marii K i taplalam ja w wielkim opakowaniu kremu Nivea.

Umialam sie tez pieknie umalowac-  zapewne przeczuwalam, ze pewnego dnia mlodociane galerianki beda rzadzic swiatem- smarujac sie fuksjowa szminka az po brodzie i z wielkim znastwem walac liliowe/blekitne cienie tuz pod brwi. Na chwale memu Dediemu zamiast hamowac me lolicie praktyki, wolal robic zdjecia, bym mogla podziwiac ta piekna tragedie z perpektywy kilkunastu lat. Niestety nie mam juz takiego kontrowersyjnego stajla w makijazu, chociaz wnoszac po wiwatach Ciapuchow walesajacych sie swego czasu po warszawskich sheeshowniach nadal jest na ostro.

Za to od malego- zupelnie jak moj blogasek-zapowiadalam sie na osobe, ktora pewnego dnia bedzie wiedziala, jak sie bawic, niestety nie wiedziala, ze zmienie sie po prostu w upadlego moralnie mola ksiazkowego. Babcia zalamywala rece nad moim czytelnictwem i zawsze wspominala wtedy pewnego mocno odleglego wiezami rodzinnymi kuzyna/jakiegostam pociota w kazdym razie/ ktory z nadmiaru wiedzy stal sie nieszczesliwy, bo nikt tej jego wiedzy nie potrzebowal do szczescia i wyskoczyl z okna, ze skutkiem smiertelnym.

Pewnie to dlatego, ze za jego czasow nie bylo fejsa i fanpejdza pt. “Nie czytasz? Nie ide z Toba do lozka“, ktorym to tekstem lubie zabijac namolnych mlotow, a Babcia mialaby spore obiekcje wobec takiego uczciwego stawiania sprawy.

Za to jak pewnego razu zostalam u niej na noc w wieku bardzo nieletnim, to nastepnego dnia po poludniu Joanna Maria K. zastala mnie w scenerii kuchennej, gdzie Babcia obierala ziemniaki, dookola lezaly znaki zapytania i esy-floresy z obierek ( w mysl romantycznej koncepcji literackiej, gdy natura nadaje ton nastrojowi utworu, a u Poego w okna posepnych zamczysk napierdala lodowaty deszcz, straszac kruki i wrony) za to ja wygrzebalam ze smietnika flaszke po winie i przysysywalam sie do resztek winiacza. Ziarno zostalo zasiane i pewnie Babcia na widok mojej imprezki urodzinowej i krajobrazu po niej bylaby sie zalamala, choc z drugiej strony dobrze by wiedziala, ze mam to w genach.

Chociaz tak naprawde to upilam sie po raz pierwszy w zyciu w wieku lat 12 w Belgii (uch, czy ja nie wspominalam niedawno, ze jako hot dwunastka przeczytalam tez po raz pierwszy “Lolite”? No wlasnie, nic dodac, nic ujac) i nie musialam sie do tego czolgac po podlodze w poszukiwaniu niemal pustych butelek, bo wspomagawszy sie plastikowym kubeczkiem siedzialam na oponie(!) i uczepilam sie wodopoju w postaci wina w kartonie. Czerwonego, o ile mnie pamiec nie myli.

A tak poza tym to przynosilam w zebach ze szkoly swiadectwa z czerwonymi paskami, wiec moze stad wziela sie moja rozdwojona natura, moje M.M, ktore potrzebowalo ujscia po wieloletnim bondage zasadami moralnymi w szkole, o ktorych dopiero pozniej sie dowiedzialam, ze sa mi wkrecane na sile przez falszywych i dwulicowych swietoszkow, obwolujacych sie nowymi prorokami i wychowawcami mlodego pokolenia.

Wnoszac wiec po jakze dziwnej linii programowej zycia M.(ktorej nie/stety nic nie jest w stanie powstrzymac w procesie gmatwania) przed jej rocznym, blogowym dziecieciem swiat nadal stoi otworem i jeszcze wszystko przed nim. Na razie ubralam go w nowe odzienie, bo po roku dzieciecie mi wyroslo z ubranka, na ktorym menu z kategoriami i innymi pozytecznymi uzytkownikowi info zwisalo smetnie na samym dole. Wkurwiaja mnie tylko te rozowe elementy, bo uwazam, ze polaczeniu fioletu, turkusu i szarosci nie byl do szczescia potrzebny majtkowy roz, ale coz, porozgladam sie, popatrzam, zlapie orient w sytuacji.

A na razie baju baju, czasem wypada isc spac.

Advertisements

2 Responses to “Rosnij duzy, piekny, zdrowy i blogowy!”

  1. Czarna Offca October 22, 2013 at 7:40 am #

    Małe sprostwoanko: u babci flaszka stała za wiadrem ze śmieciami, a nie w nim i była to definitywnie opakowanie po WÓDCE, a nie winie. Poza tym, kuzyn wyskoczył nie z okna, a z balkonu i babcia po tym evencie mawiała, abym nie pozwalała ci TYLE czytać, bo skończysz tak samo. Zapomniałaś dodać, że dzień wcześniej zanim Furmankiewicz raczył Cię czerwonym winem na oponie (a rzecz się miała nie w Belgii, a w Holandii, na Mistrzostwach Europy w Rallycrossie) zwiedzałaś ze mną plantacje marihuany w Amsterdamie. Wg przepowiedni wielkich pedagogów i znawców ludzkiej natury powinnać wyrosnąć na ćpuna, alkie i co tam jeszcze………….aha, a mnie powinno się zabrać prawa rodzcielskie. Dziwne, bo jakoś nic z powyższych czarnowidzeń się nie spełniło……………

    • monicam October 22, 2013 at 12:27 pm #

      Napisalam, ze z okna, czytaj uwazniej, a nie miedzy Ukryta Prawda i Pamietnikami z Wakacji 😀
      Znawcy maja to do siebie, ze znaja sie na wszystkim, ale nie na tym, co potrzeba. CHUJ Z NIMI.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: