Kroliki i ich kurwiki

22 Jun

Od dwoch tygodni mam juz wakacje, o czym dowiedzialam sie prawie przypadkiem. Po prostu gdysmy sie bawili w szarpanie krolika za uszy, przyszedl Rob i oznajmil, ze po oddaniu zilustrowanej ksiazki dla dzieci i mojego ukochanego evaluation (powiadaja na miescie, ze to podobno “ocena projektu”. LOL, czuje sie jak inzynier NASA, oceniam projekty, naciskam na piszczacy muchomorek w X Factor i w ogole) mozemy wlasciwie spadac na drzewo.

Co tez uczynilismy, zacierajac wesolo raczki, bo teoretycznie mielismy konczyc 5 lipca, co mnie juz na zapas nieziemsko bawilo, zwlaszcza, ze pogoda robi sie tu tajska, czyli mokro i goraco. Dodac do tego sale z 20 Macami, gdzie nikt jeszcze nie wpadl na to, ze okna da sie otwierac i nikomu nic sie z tego powodu nie stanie. To chyba jakas ogolnoangielska tendencja, bo Flafi tez udaje, ze nie umie otwierac okien. Podobno ze wzgledu na latajace muchy, ktore niewatpliwie w przypadku uchylenia lufcika rzucilyby sie na niego calym stadem i wyciagnely z domu przez ow lufcik.

Z okazji zakonczenia roku nie ma tu celebracji, przemow dyrektora, noszenia sztandaru ani przysiegania na patrona szkoly grzecznego zachowania podczas wakacji i tego, no…jak mu tam bylo…aa, godnego reprezentowania szkoly poza jej murami (bo jak ma sie rozumiec, wszyscy mamy wypisane nazwy swoich szkol na czolach, albo w PL zaczeto stosowac czipy lub wypalac znaki i dlatego wszyscy na wakacjach w Mielnie beda wiedziec, ze gimbaza im. Joli Rutowicz zaliczyla pedagogiczna wpadke)

W zasadzie jedyna ogolnoeuropejska, jesli nie ogolnoswiatowa paralela pomiedzy zakonczeniami roku jest to, ze i tak wszyscy ida sie zbiorowo demoralizowac. Natomiast te wesole obrazki uczniow w czarnych ciuchach i z debilnymi, prostokatnymi czapeczkami, znane z amerykanskich fylmow, to uroczyste zakonczenie nauki w college, chyba jedyna tego celebracja w calym cyklu edukacyjnym. Moze to i lepiej, bo ja z roku na rok utwierdzalam sie w przekonaniu, ze dyrowie produkuja caly czas te same przemowy, ewentualnie zamieniajac miejscami przecinki.

W gimbazie bylam swiecie przekonana, ze slowo “patriotyzm” ma cos wspolnego z filipinskimi pielgrzymami, ktorzy przy okazji procesji wielkanonych tluka sie po dupach szczotkami z nabitymi wen kawalkami szkla. Przynajmniej taka sama mimike twarzy nalezalo utrzymywac podczas spiewania hymnu i “Czerwonych makow na Monte Cassino”, choc na poziomie prania mozgu przypominalo to tez Dwie Minuty Nienawisci.

Przy okazji wakacji a’la krolik z kapelusza powstal bajzel, bo przedluzono nam termin oddawania interaktywnych ksiag dla bachorow, a ze to nie byl pierwszy raz, to uniwersytet mial jakies halo. Problem w tym, ze obsuw wzial sie od przedluzania innego terminu, a potem poszlo jak z dominem. Tu sie zastanawiam, kto to wszystko organizuje; jakby tak zaczac od razu w pazdzierniku i poskracac niektore bzdurne wakacyjki, to bysmy sie ze wszystkim wyrobili. Wlasciwie to sie wyrobilismy, bo inne kursy jeszcze sie morduja, wiec juz sama nie wiem, skad ten pozar w burdelu. (np.na chuj mnie byly trzy tygodnie przerwy wielkanocnej? Czy mialam naprawde w tym czasie zobaczyc Jeszue przybitego do smolenskiego krzyza? Choc z drugiej strony rok temu na wielkanoc pojechalam do Wawy, dokonalam eksmisji dwoch dziwolagow i ich pieska, po czym przetransportowalam sie pod krzyz, aby wzruszac sie haslem “My-narod, Oni-ziomale Nergala” Oj, Narodzie, nawet nie wiesz, jak bardzo chcialabym byc Onem!).

Nalezy tez wspomniec, ze niektorym przedluzenie terminu nie przeszkodzilo w siedzeniu na fejsie, przygrywaniu sobie melodyjek boys bandow z lat 90. (a juz myslalam, ze nigdy nie bede zmuszona do sluchana tej chujni i ze zatrzasnelam ja na cztery spusty w klasach mej podstawowki i pierwszych MP3-jkach panienek z mojej klasy, ktorym teraz ni w glowie Enrique Iglesias, bo odwalaja harowe na zmywaku) i innych pakietow rozrywki, w tym omawianiu nie-zycia seksualnego jednego z kolesi, ktory miast trojce debili trzasnac praworzadnie po ryjach, to chodzil smutny, ze jego koledzy spoza uni wydali go przeglupom.

Praca nad ozywianiem kurwiczka…sorry,kroliczka… szla roznie, momentami jak krew z nosa ( a przynajmniej tak mi sie zdawalo po 11 godzinach siedzenia nad usuwaniem szarych pixelkow z czarnych lapek i zmuszaniem lapek do poruszania sie po kroliczemu ) lub z przytupem w kierunku focha, bo powiedzialam E., ze wczesniej mu mowilam, czym sie zajmuje, co nie wiedziec czemu go poirytowalo. Potem nastepowala zmiana i ja robilam cyrk, bo mi czegos tam nie pedziol, po czym przytargal mi czekolade Cadbury, a ja mu szlugensy i cukierasy Wedla…Chyba mielismy sie zwyczajnie dosyc po tylu godzinach sleczenia nad tymze projektem, a rownoczesnie trzeba bylo sie zajac rozpalaniem iskry tworczej, ktora sobie dogorywala, gdy w przerwie semestralnej siedzielismy nad naszym dzielem, a sloneczko dojebywalo wesola zarowka, smiejac sie nam prosto w spracowane fizjonomie.

Wedle relacji reszty grupy najlepiej sluchalo sie naszych dyskusji (“- M., czy uwazasz, ze krolik powinien szybciej ruszac wasami?-NIE!-Czemu?-BO NIE, BO JEST SWEET I TYLE!”), ktore pewnego razu doprowadzily E. do ciezkiej rozpaczy i glosnej “kurwy”, a ta wywolala u mnie smiechawe, z kolei E. bawilo, kiedy nasladowalam akcent polnocnoangielski, co podobno brzmialo jak brzdeki 10-latka. Trzeba mu jednak oddac sprawiedliwosc, ze bardzo mi pomogl z ogarnieciem tego przedsiewziecia, ale spotkanie dwoch roznych osobowosci moglo sie skonczyc mordobiciem,a tymczasem kicajacy krolik, wygrywajacy melodyjki na aborygenskiej tubie, zrobil wielka furore. Podobno nawet wsrod poszukiwanego targetu, bo E. pojechal z naszym dzielem do swojej podstawowki, by prezentowac je 80 krwiozerczym potworkom(zwanym tez przez E. “malymi ssakami”), ktore sie wciagnely w granie melodyjek na klawirze.

Niestety, ja nie dysponuje taka wielka iloscia widzow w wieku 5+, ktorzy kumaja jezyk angielski. Chociaz nie, wywraca sie po okolicy jedna mala, ktorej przyszywany tatus pokazywal kiedys Joannie Marii K. w trakcie burzliwego dyskursu dupe, na co dziewczynka krzyknela “AGAIN DUPE!”, wiec ma odpowiednie kwalifikacje jezykowe, by zakumac krolicza bajke. Musze tez wspomniec, ze ostatni dzien budy skonczylismy z E. w gadziarium, znaczy sie w miejscu, gdzie mozna kupic weza, jaszczurke, kameleona lub pajaka.

Szlismy wzdluz ulicy, lamiac girki w klusie do polskiego sklepu, gdy zobaczylam na jakiejs mocno smutnej, szarej wystawie pluszowego weza i dinozaura, posadzonych obok plastikowej palemki, wyrastajacej z bezowej doniczki. Widok byl to masakryczno-depresyjno-dziecinny, wiec pokazalam go E., a ten odcyfrowal gdzies w glebi napis, ze oto stoimy przed centrum ratowania gadow. E. jest fanem gadow, bo uwaza, ze sa ogniwem laczacym terazniejszosc z prehistoria i wypracowaly mechanizmy adaptacyjne lepsze niz ssaki. Stwierdzilismy zgodnie-idziemy popatrzec na gady!

Od progu przywital mnie waz, prawdopodobnie pyton krolewski, ktory mial glowe wieksza od bani mojego sp.kota. Waz nazywal sie Daisy. Przypomnialo mi to, jak bylam nieco mlodsza i popycilam z innymi dzieciakami na spotkanie z weteryniarzem, ktory przyniosl ze soba weza. W pewnym momencie poczulam sie, jakby ktos delikatnie, acz uporczywie zwiazywal mi sznurowki dookola kostek, a to waz pana weteryniarza chcial sie ze mna zakolegowac. Podejrzewam, ze z przywitania z Daisy nie wyszlabym zywa, bo ma nieco wieksza sile nacisku niz pierwszy lepszy tere-fere wezyk.

Wsrod jej kolegow byla tez metrowa jaszczurka Susan, ktora wyszarpano z gardla poprzedniemu wlascicielowi, ktory ja maltretowal. Nawet po czyms tak malo kontaktowym i niechetnym integracji z czlowiekiem widac, kiedy tafi na jakiegos skurwysyna, bo Susan byla wyraznie nieszczesliwa. Przy okazji zaczelismy sie zastawiac, jak gad moze pokazac przywiazanie do czlowieka- ani to po ryju polize, ani ogonem pomerda, biegac za pilka tez raczej nie bedzie chcialo, wiec co moze robic? Chyba zabijac wirtualne muchy na IPadzie; widzialam cos takiego na YT, wiec i zwierz i wlasciciel maja fan.

Poa tym byly male zolwiki, mnostwo gekonow, ropucha, weze, kameleon, ktory wpatrywal sie we mnie jednym okiem, a drugim wypatrywal plam na suficie, jakis stwor, ktory byl niedokonczona ryba, zakopujaca sie jakby-pletewkami w piasku, wszyscy bardzo mili, ladni i dziwaczni. Oprocz jednego obrzydliwego pajaka, chyba ptasznika (zreszta niewazne co to bylo, skoro i tak zaslugiwalo na wpierdol encyklopedia) i karaluchow, czyli jeszcze zywego lanczu mieszkancow gadziarium.

Finalnie E. swietowal ostatni dzien na naszym collegu ( od przyszlego roku przenosi sie na uni) siedzac ze mna na przystanku, wypatrujac z nadzieja autobusu, ktory wiejskim obyczajem jezdzi raz na godzine, cieszac sie z zywieckiego portera i opowiadajac mi, jak mieszkal na swojej szkockiej wysepce, mial 14 kotow, 3 kozy i fure kurczakow. Ku mojemu zdziwieniu koty nie chcialy jesc kurczakow i na odwrot. (czy Zywiec Bock jest dostepny w sprzedazy detalicznej w PL? Pytam nie bez przyczyny, bo lubie portera, zdecydowanie przedkladajac go nad piwa jasne, a po drugie chuj mnie strzela, gdy ide do sklepu w Wawie i odkrywam, ze nie ma towarow, ktore ida na eksport do polskich sklepow. Potem ich szukam u zrodla i niet. Uch, dobrze, ze na rogu ulicy K. mozna jeszcze kupic wisnie w czekoladzie i serek Kiri!)

Ja tez swietowalam- wygmeralam na promocji trojpak lodow Magnum za pol ceny, a ze jadlam je ostatnio w czasach paleolitu, to wzielam i wiem jedno- jeden jest wporzo, ale trzy to grube przegiecie. I pomyslec, ze pare lat temu holdowalam zupelnie odwrotnemu pogladowi.

Advertisements

2 Responses to “Kroliki i ich kurwiki”

  1. Joanna Kalinowska June 24, 2013 at 7:56 am #

    bo i w sumie to szkoda, że Ewanku odpadł, ale z drugiej strony to przecież będzie dalej tu na terenie

    • monicam June 24, 2013 at 12:08 pm #

      Ewanku odpadl, bo na uni ma blizej i juz mal serdecznie dosyc czekania godzine na autobus jak jakis Zenek Zlotopolski

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: