Pamietniki z wakacji, a raczej flashback*

17 Jun

Wbrew tytulowi nie bedzie to post o ambitnych inaczej i mocno trendi produkcjach Polsatu, bedacymi formatami z jakiegos mocno chujowego pasma dla gospodyn domowych, gdzies w okolicach Nowego Brunszwiku (“Trudne Sprawy” nauczyly mnie o zyciu tyle, ze jak Dariusz w okularkach sie oswiadcza, taplajac sie w MOJEJ wannie ze SWOIM szampanem, to musze krzyczec :”kurwa mac, zwariowal!”. Ewentualnie powinnam zostac babcia i matka rownoczesnie w okolicach czterdziestki; pocieszajace jest to, ze mam jeszcze szanse na ten trik!).

Nie bedzie tez o Miesnym Jezu, bo na mysl o angielskich wedlinach robi mi sie slabo– polskie moze i sa produkowane metoda “na Jezusa”, czyli z wody robi sie kilo szynki, ale przynajmniej zachowuja pozory smaku.

Nie bedzie o  kolezce, ktory udawal umierajacego, zeby moc stuknac Murzynke na wakacjach pod patronatem malzonki, bo to raczej watek zassany od Jerry’ego Springera, a przy tym pewna dawka filozofii a’la Pani Domu- czy pozwolilabys mezowi na zdrade w tych jakze dramatycznych warunkach?
Coz…jak bidaczek jeczy, ze umiera, to niech sie bawi z bardzo opalona pania. Moze sprawiedliwosc dziejowa obdarzy go w zamian jakims syfilisem i nie bedzie sie musial zbyt dlugo meczyc. To tak jakbym przejawiala troske o wspolasa, nie?

Bedzie o wakacjach!!

A raczej o pewnej wspomince wakacyjnej, ktora do tablicy wywolala Joanna Maria K. (“If you’re goin through hell, keep going…”– 2.26 na liczniku, a ja tu sobie piesni ze spiewnika skauta nasluchuje), ktora wepchnela sie przed kolejke w postach, gdyz bedzie to opowiesc z moralem. O wyzysku klasy pracujacej celem spelniania zachciewajek kapitalistycznych krwiopijcow.

Wakacje w Turcji, toczyly sie milo i przyjemnie, leniwie, slonecznie, dla mnie nawet nieco intelektualnie, bo dzieki A., pseudonim Sucha, w wieku osmiu lat po raz pierwszy przeczytalam “Mistrza i Malgorzate”, czyli wypijalam jej mozg, a ona w akcie desperacji zaczela ze mna czytac Bulhakowa na spolke, tzn. ja meldowalam, ze przeczytalam cala strone, po czym A. przewracala kartke. Sucha oprocz Behemota zabrala tez ze soba roczny zapas zupek w proszku, czego nie ogarniam do tej pory, bo po fallus jej byly gorace zurki w temperaturze 35 + C?

Panie wymyslily, ze ostatniego dnia pobytu musza odjebac jakis numer, najlepiej inspirowany festyniarskimi wystepami zespolu Kombi podczas Dni Kompostu w Zgonie i rock’n’rollowym rozpierdolem hoteli. Joanna Maria K. wymyslila, ze jej marzeniem zycia jest skakanie do basenu z parasolem w reku ( strach pomyslec, co by sie tam dzialo, gdyby poszla w slady Felixa Baumgartnera) Sucha jej wtorowala, oczywiscie robiac za fotografa i wspolkompana. Loty i owszem, odbyly sie, nawet pare godzin przed wylotem, wiec mozna to uznac za praktyki cwiczebne. Przy okazji wziely sie tez za reczniki na lezakach, filizanki i szklanki, a niektorzy twierdzili, ze i lezaki probowaly uczyc fruwac. Obok znajdowal sie hotel, w ktorym mieszkali tylko i wylacznie Angole, bo maja oni dziwna ceche gromadzenia sie w enklawach za granica. Oni robili imprezki nie tylko na dzien przed wylotem, ale i juz w godzine po przylocie, wiec nikogo nie zdziwilo, gdy jeden z nich wydarl sie:

– KTOOOOORA JEEEST GOOODZINA?!

-DRUGA W NOCY, KUUUURWA!

Nastepnego dnia masakra; Joanna Maria K. udaje, ze nic nie wie o zadnym samolocie i o 10.50 dalej nie kuma, ze o 11 oddajemy klucze i baju baju, Sucha zabija sie wlasna waliza, a ja biegam za nia z papierem do dupy w reku, zeby zalatac jej kostke, ktora sobie rozharatala. Wychodze na zewnatrz, potykam sie o fragmenty rozbitej filizanki. Zajebiscie mnie ubawilo, ze lapiac za uszko i polowke bez uszka, moge zlozyc filizane w calosc. Gdzies na dalszym planie walesal sie niejaki Azazello, ktory mial malzonke Becie, zas Becia nie mogla jesc pomidorow ze skorka, bo jej sie owe skorki…przyklejaly do kiszek. Jesli jestescie w stanie objac oczami wyobrazni wyraz “zona” (nie, nie chodzi o strefe zrzutu) i wszystkie jego obciazenia kulturowe, to prosze je doczepic pod Becie.

Azazello wygladal, jakby cala noc balowal z MasLitem, a na dokladke dostal wpierdol od Malgorzaty z pantofla.

Najwiekszy ubaw to miala jednak obsluga hotelu, kiedy sprzataczki probowaly odlawiac reczniki z dna basenu za pomoca siatek na motyle. Nawet menadzer hotelu przybyl do nas z gratulacjami na ta okolicznosc. Co ciekawsze nie mial pretensji, choc podobno reszta przejezdnych nie mogla spac.

Ze ja bylam nieletnia, to jedno, ale jak sie nie chcieli dolaczyc, za to woleli sie marynowac u siebie i marudzic, to juz ich brocha, nie?

Moral jest jeden: jako klasa pracujaca zawsze bedziecie sprzatac po jakichs debilach, ktorzy robia wielkopanskie inscenizacje w panstwach nazwijmy to turystycznych , a parasole wypieprzaja do basenu, bo za dolarki moga byc Mickami Jaggerami.

P.S. Oprocz tego na wyjezdzie do Grecji udalo nam sie zajumac pare cytryn z drzewka po nocy (w skladzie ja, Joanna Maria K., Sucha i pewien dzentelmen ps. Gruby), ktore niestety okazaly sie niedojrzalymi limonkami, czym jednak sie nie przejelismy podczas przyswiecania sobie komorkami i zapalniczkami roslinki podczas niecnego procederu. Tak naprawde dopiero w normalnym swietle zauwazylismy, ze domniemane cytryny sa zieloniutkie jak szczypiorek.

W Grecji dostalam tez najwspanialszy prezent urodzinowy, a mianowicie cala siate greckich slodyczy( i wtedy tez po raz pierwszy pilam mleko czekoladowe, z ktorym nie potrafie sie rozstac po dzis dzien), wlasnorecznie z o r g a n i z o w a n y c h przez Grubego, ktory obecnie ma ponoc zone i Porsche, przynajmniej na takim etapie stanela moja wiedza operacyjna. Pewnie teraz nie chcialby mnie nawet ochlapac, wjezdzajac tuz obok w jakas kaluze. Ja bym wtedy mu z checia przypomniala, jak spadlam z wyra i przeskakiwal przez balkony, zeby sprawdzic, czy sie nie zabilam o marmurowa podloge, kompletnie zapomniwszy o tym, ze drzwi od naszego pokoju sa otwarte, a na dodatek podparte dekadencko pletwa.

Bylo mi tez wtedy smutno, bo kolo naszego hotelu mieszkaly dwie kozy na lancuchu(oprocz nich miejscowy osiol pojadal polowke arbuza ze skorki, jakby jadl wnetrze owocu z miski), wiec chcialam je pocieszyc i kupilysmy im piekne, czerwone jak rubiny i pachnace salsa pomidory. Niestety, zostawilysmy je w siatce przed miejscowym spozywczakiem i jakis chujoza je podwinal. Mam nadzieje, ze go po nich skrecilo w chinskie S, albo go dotknal kryzys ekonomiczny.

I tak, to prawda, ze Grecy dymali skarbowke na rzekoma rozbudowe domow, przedstawiali plany, zostawiali prety na dachach, ze niby dobuduja niebawem kolejne pietra, by uniknac placenia podatku. Juz 12 lat temu widzialam ten patent na wlasne oczy, wiec niestety, ale nie jest mi ich szkoda, a wielka zrzute unijna na te leniwe dupska uwazam za rozboj na prostej drodze.

A pisze o tym wszystkim dlatego, zebyscie zaczynajac wakacje wymyslili jakis fikusny sztos, ktory potem bedziecie milo wspominac.

*Flashback- rzecz jasna, ze powrot z monopolowego (flasz-back). A wy mysleliscie ze co, jakas tam podla reminescencja?

Advertisements

5 Responses to “Pamietniki z wakacji, a raczej flashback*”

  1. Joanna Kalinowska June 17, 2013 at 9:24 am #

    Zapomniałaś dodać, że parasol był ogrodowy, a więc robił za spadochron, a sprzątaczki wyławiały ręczniki bosakami pożarowymi i to dopiero było fikuśne. Zapomniałas też o tym, jak w nocy przyszedł gość od sterulizacji basenu jakimś proszkiem i kazał mi z niego wypierdalać, na co pokazałam mu dupę. Oniemiał, bo to był durny muzułmanin. Na cytryny poszłyśmy tylko we dwie, bo Sucha i Gruby gdzieś się poniewierali wtedy.

    • monicam June 17, 2013 at 12:28 pm #

      Aaa, cos mi sie jednak zdaje, ze byla przy tym Sucha, bo pamietam, jak ja molestowalam o latarke, a ona dala mi zapalniczke 😀
      Przy pokazywaniu dupy mnie nie bylo, ale przy wykonywaniu wyrokow na karaluchach i owszem.
      Chyba czytelnia zakuma, ze chodzilo o parasole ogrodowe, bo przeciez na wakacjach w Turcji nikt deszczu nie widzial!
      Lacznie z tamtejszymi lasami, ktore plonely w okolicy. Najbardziej mnie dziwilo to, ze samoloty na miejsce pozaru dostarczaly wode w takich wielkich worach wiszacych na podwoziu. Bardzo mnie to intrygowalo, dlaczego sie tak z tym pierdola, bo te wory pojemnosc w porownaniu z cysternami mialy raczej slaba, wiec bylo z tym wiecej zachodu, niz to bylo warte. Ale tlumacz zakutym, ciapuchowym lbom!

      • Joanna Kalinowska June 24, 2013 at 7:43 am #

        zapalniczką to ja ci przyświecałam, a pożary lasu były na Krecie, robiłam ci fotki z helikopterami nad głową jak stałaś na takiej kamienistej plaży

  2. Joanna Kalinowska June 24, 2013 at 7:46 am #

    aha, ale podczas naszego DRUGIEGO wyjazdu na Kretę, bez Suchej, wtedy miałyśmy taki apartamencik z małym ogródkiem w którym rósł ogromny arbuz.. Karaluchy zaś były na Santorini.

    • monicam June 24, 2013 at 12:08 pm #

      Ojtam ojtam, miejsce niewazne, wazny event!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: