Kroliczku Playboya, nadciaga Zly Gajowy

17 May

– A moze przebierzesz sie za krolika na nasza prezentacje?

-Tak, doczepie sobie ogonek kroliczka Playboya. Moge nawet zostawic moja miotle w domu i przyleciec na college na pedzlu!!

Mniej wiecej tak wyglada gadka na tzw. spotkaniach produkcyjnych z moim szkockim kolezka E. Nasz projekt polega na zanimowaniu ksiazki dla dzieci, dodaniu dzwiekow i ogolnym przerobieniu ksiazki na animacje interaktywna, gdzie bachorek bedzie mogl poklikac w klawiature, narobic mnostwo halasu, zacieszyc sie do dziwactw zmieniajacych kolory i poogladac tanczace kroliki, a przy tym powkurwiac otoczenie roznymi piszczacymi odglosami trabek i innych instrumentow deto-rznetych.

Poszlismy w oryginalnosc i zlalimy krzywym sikiem historyjki o ksiezniczkach, wielorybach i rozpasanych ksieciach, ktorzy po czterdziestce zmienia sie w wielbicieli pilki noznej i zimnego browara. Wynalazlam ksiazke “Rabbityness” o kroliku, ktory oprocz kroliczych powinnosci gral na bebenku, digilalooloo…dildolalulu…digilaczymstam- w kazdym razie Aborygeni uzywaja tego czegos w charakterze tam-tama, a E. upiera sie, ze to bardzo proste do wymowienia slowo, natomiast ja twardo obstaje przy ” W Szczebrzeszynie chrzaszcz brzmi w trzcinie”- oraz malowal obrazki, stad tez moj pomysl odbycia lotu eksperymentalnego na pedzlu. Ponadto w ramach researchu znalezlismy m.in. nagranie z zawodow w Danii ze skokow krolikow przez plotki ( tak jak konskie skoki na zawodach dzokejskich, tyle ze tu za debila robi krolik na szelkach) oraz bajke o glowce czosnku, ktora odkryto pod warstwa lodu, ta po ogrzaniu ozywa i zostaje adoptowana przez…pare wafli. Pana Wafla i Pania Wafel, zeby nie bylo, ze promuje pedalstwo (lepiej promowac nienawisc,katolskie zaprzanstwo i patriotyzm made in PiS)

Cos czuje, ze po odwaleniu tego dziela zycia bede sie w pelni kwalifikowac na leczenie psychiatryczne. Dostane kolorowe piguly, ladne wdzianko i napisze swoja wersje “Lotu nad kukulczym gnazdem”, co wy na to?

Cala historyjka jest ilustrowana w stylu zakwaszonym, z nutka impresjonistycznych impastow, muzoli Pink Floydow (upieram sie niezmiernie, zebysmy wykorzystali do tego tworu “Any Colour You Like”, choc nasz wybrany target, czyli bachory 5+, moze sie z lekka wystraszyc ) i niedbalych machniec farba akwarelowa. Ksiazka ta ma podobno oswajac dzieci ze strata bliskiego, bo krolik w niewyjasnionych okolicznosciach ginie w akcji i nigdy nie zostaje odnaleziony, za to reszta kontynuuje dzielo pionera i gra na dzwoneczkach oraz bebenkach. Wlasciwie to sama chcialam pare razy nakurwic E. bebenkiem (gdyby tylko znalazl sie w zasiegu wzroku), bo oczywiscie zostal Zlym Policjantem, ktory sterczy mi nad glowa i dopytuje, czemu dokonuje selekcji na Quick Mask, a nie jakiejs porytej, ktora on dziubdzia niczym benedyktyn. Bo kurwa lubie, za to bardzo nie lubie, jak ktos sie na mnie lampi, kiedy cos robie. W koncu doszlismy do porozumienia; jeszcze chwila a nie wiadomo, kto kogo zabilby pierwszy. Biorac pod uwage moje owczesne, dlugie szpony, nagly i niewyjasniony przypadek podduszenia wchodzil w gre.

Teraz na zmiane albo ja ruszam wasami krolika, albo E. ciaga go za lapke, zeby podrapal sie po uchu.

Benny z kolei dwa dni temu zostal wujkiem, wiec pewnie sie bardzo cieszy z perspektywy uczenia malca krecenia blantow, jazdy na desce i bycia luznym Henrykiem, a przynajmniej takie stara sie robic wrazenie. Znajomi juz zaczeli nazywac go “wujkiem dickheadem”, czyli wszystkim ta zmiana statusu rodzinnego sie podoba. (dickhead to takie smiszne slowo, ktorego nota bene za waca nie przeloze na polski, bo nie ma takiej sily razenia w obcych jezykach, ale z grubsza chodzi o jakiegos przyglupa; tlumaczenie “chujowa glowa” niesie z kolei skojarzenie z Kapitanem Bomba i chujewami, czyli dalej pozostajemy w sferze animacji i bajki)

Przy okazji projektu obracajacego sie w rejonach dziecinnych niektorzy zaczeli cofac sie mentalnie (pamietajcie- za “cofac sie do tylu” karny chuj) do czasow dziecinstwa, wiec wyrywaja sobie czekoladowe batony z lap i wieszaja sie wiatrakow. Wielu wzruszalo sie nad ksiazkami przyniesionymi przez Roba, ktory musial je sepic od wlasnych dzieci i wspominali, kiedy sami je czytali (w tym historyjke o rybie, ktora zamiast pletew miala rybie paluszki. Ze CO?). Ja ze wzgledow oczywistych nie lapalam tego, a oni pewnie nie skumaliby moich zachwytow nad Wanda, ktora nie chciala Niemca ( a to ci rasistowska feministka) czy innym szewczykiem Dratewka. Nawet kombinowalam przez chwile, jak przefrachtowac egzemplarz polskich bajek do UK, gdyz upieralam sie, ze kaczka Dziwaczka zryje wszystkim lby, pozniej otarlam sie o idee fix z basniami hinduskimi/arabskimi, bo maja +100 do wizualu, az stanelo na kroliku, ktory gral na perkusji, wiec pewnie uciekl, zeby mlocic na talerzach u Tankiana w SOAD (ooo, tam to sie trzeba natluc w talerze). Pelne wyrzeczen jest zycie artysty, zapamietajcie to sobie.

Ulubionej ksiazki dziecinstwa jako takiej chyba nie mialam, bo zaczelam od wysokiego C i mordowalam jakichs Mickiewiczow i innych cudakow, za to mialam rozne ksiazeczki Disneya (jedna byla zajebista, bo mozna ja bylo rozlozyc dookola jej osi i wygladala jak namiot cyrkowy. Nie bylo to co prawda HD TV 3D Chuju Muju, ale tez powodowalo zaciesz), w tym jedna, gdzie Timon i Pumba poszukiwali zarcia i przy scenie odkrywania robali pod liscmi uparcie powtarzalam, ze “ROBAKI ZARCIU”, cokolwiek moze to oznaczac. A pewnie oznacza to wysokobialkowy lancz. Czytac nauczylam sie w ten sposob, ze najpierw czytano mi jedna strone, po czym dawano ksiazke, a ja mialam tez przeczytac, ta sama strone. Sprowadzalo sie to do tego, ze po prostu usilowalam powtarzac, raczej nie zwracajac uwagi na text. Az ktoregos dnia pyknela mi w glowie odpowiednia aplikacja, ze chyba chodzi o przetwarzanie liter na dzwieki. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi sie to trudne do wyobrazenia, jak moglam tego nie kumac, ale buszmeni tez nie czaja, po co stringi, skoro latanie z liana w dupie daje ten sam efekt.

Co do bajek, to rzecz jasna holubilam produkcje Disneya oraz oczywistka rozpaczalam, gdy zmarl Mufasa w “Krolu Lwie”. Jak przystalo na glupia krowe nawet na starosc poplakuje rzewnie przy tej scenie, dlatego mimo wszystko NIE dla “Krola Lwa”, twardym trza byc, a nie mietkim. Wbrew wszelkim zasadom logiki, ogladalam osiem razy w tygodniu “Herkulesa” i chyba z tego skrecilam w kierunek zainteresowan antycznych. Ruszal mnie tez “Dzwonnik z Notre Dame”, choc nie powiem, gdym w gimbazie zlapala sie za Victora Hugo “Katedre Marii Panny w Paryzu”, czyli pierwowzor, to z lekka jeblam na glebe, bo to dwie, zupelnie rozne…bajki wlasnie. Romantyzm w wydaniu gore rzadzil sie wlasnymi prawami, wiec radze nie czytac Hugo bachorkom przed snem po obejrzeniu Quasimoda. Czemu? Dowiedzcie sie sami z lektury.

Moim topem szczytow jest jednak “Pocahontas”. Wedle slownika Kopalinskiego istniala naprawde, nazywala sie Metaxa…nie, nie, tez takie z lekka opalone, ale nie o to chodzi..Methoax, czy jakos tak, a pseudo Pocahontas oznaczalo psotnice, taka podbawiare. Niestety, rzeczywiscie wyszla za maz za Johna Rolfa, co natchnelo dickheadow z Disneya do zrobienia drugiej czesci “Pocahontas”, ktora zniszczyla totalnie sukces pierwszej czesci, gdzie Pocahontas wybrala swoich krajan i kukurydze zamiast chlopa (trywializuuuuje ze heeej…Ale wicie-rozumicie o co kaman, byla asertywna, grala na wlasna nute, w przeciwienstwie do Kapciuszka czy Kurewny Sniezki, ktore mierzyly zabijajace szpile albo uslugiwaly siedmiu kurduplom, zeby spotkac ksiecia swojego zycia. Pooowaga? I co dalej, zyli dlugo i szczesliwie w rozmemlanym, landrynkowym swiecie rodem z amerykanskich reklam groszku z lat 50. A moze jak chemia przestala grac to mieli sie serdecznie dosyc?)

Happy end byl sredni, choc moral byl taki, ze pewni ludzie sa w zyciu przejazdem, ale zawsze PO COS, wiec czasem lepiej dac im odejsc. Po latach dalej oglada sie to z pewna refleksja i przyjemnoscia, bo wyrosnac z Disneya jest trudno, no chyba ze wlasnie z Kapciuszka, ktory powinien zadzwonic do CBA, zeby zwineli siostrunie i macoche pod zarzutem produkcji dopalaczy, a nie oddzielac igly od siana, czy tam groch od sadzy. Ale co ja gadam, przeciez ja tez rozgrzebuje obiad w poszukiwaniu grzybow i krewetek, zeby oddzielic to tatalajstwo od normalnego zarcia, i nawet buciki na bal mam…Tylko nie mam prawa jazdy na karoce w ksztalcie cebuli, a ksiaze spierdolil, gdy zobaczyl mnie bez PSa i mejkapu.

Tylko do kogo ja pisze o Disneyu i ksiazeczkach dla dzieci, przeciez male dziewczynki czytaja teraz 50 Twarzy Greya i nagrywaja sie kamerkami internetowymi w lalkach Barbie( tak, widzialam takie cudo techniki na wlasne oczy- to pewnie ma zwiazek z najnowsza reforma oswiaty i wprowadzaniem do przedszkoli i podstawowek nowego przedmiotu pt. “Przygotowanie Do Tworzenia Konta Na Redtjubie”) a chlopaki graja w gale na X-Boxie, co jest podobno bardziej realistyczne niz gra na podworku.

P.S. Dialogiem zaczelam, dialogiem skoncze.
Pytamy Danny’ego, ktory mieszka w tym samym akademiku co Alec, czemu ten nie przybyl na zajecia.

-Nie znalazl kluczy od samochodu.

– To czemu nie przyjechal autobusem?

-Bo nie ma kasy na bilet, ale za to ma pelny bak w samochodzie, wiec nadal szuka kluczy.
Wlasnie tacy sa Angliczanie i dlatego ja w zyciu nie skumam, o co im tak naprawde chodzi.

Advertisements

2 Responses to “Kroliczku Playboya, nadciaga Zly Gajowy”

  1. Joanna Kalinowska May 17, 2013 at 10:08 am #

    Ja byłam jeszcze dalej passe z bajkami – mnie Babcia czytała jakieś bullshity o chłopcu, co wyrósł z ziarnka fasoli na dodatek trafił się parze w wieku lat ok. 80. Potem uczyłam sie czytać z nalepek od piwa, dalej był dodatek ilustrowany do Życia Warszawy oraz książka kucharska na przemian z encyklopedią, gdzie największy zaciesz miałam przy oglądaniu flag państwowych. Potem był hardcore, książki medyczne siostry, w tym najciekawsza, pt. “Podręcznik medycyny sądowej dla studentów medycyny”. Za jej czytanie po kryjomu matka spuściła mi konkretny wpierdol, ale wiedza pozostała. Potem to już było obojętnie co, byle słowo drukowane…………….i tak zostało do dziś. Wolę słowa zapisane literami, niż obrazami.

  2. monicam May 28, 2013 at 11:42 am #

    Ciotunia L. to sama sie nadaje do jakiegos podrecznika horrorow, albo raczej do nieocenzurowanych wersji bajek braci Grimm.
    Watek dziecka z ziarna fasoli przypomina mi biblijne zajawki, tam tez dzieci rodzily sie jakims mamutom, jak np. Sarze i Abrahamowi. Pewnie kiedys srodowisko bylo nieskazone, wiec i plodnosc lepsza.
    A najlepiej jest czytac Gazete Wyborcza w wieku 7 lat i Playboya na dokladke.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: