Rzecz o zapinaniu jedynki, marzeniach i dlugach

14 Apr

Ze jestem milosnikiem /milosniczka? Ale to cienko brzmi/ motorsportow, to juz wiecie, a jak nie wiecie, to sie dowiedzieliscie. Ostatnimi czasy moja aktywnosc w tym temacie oslabla, bo rozrywki sobie, a zycie sobie. Zdarzyl sie jednak, ze pojechalam na pierwsza runde Mistrzostw Europy w rallycrossie na Lydden Hill.

Tu wypada wyjasnic Mietkowi, ktory wpada tu ukradkiem, zwiedziony na manowce kuszacym haslem w stylu “Instytut Rosyjski download” (pozdrawiam desperata, ktory wpadl na ta strone, szukajac “szkicow konfesjonalow zamknietych“), coz to takiego ten rallycross, zeby sie nie zniechecil i nie jeczal, ze M.M to glupia suka, ktora duzo obiecuje i nic nie daje (w zamian.)

Otoz rallycross to wypadkowa z rajdow i wyscigow. Rzecz wymyslona w Wielkiej Brytanii, co jest moim zdaniem ironia losu, ze akurat Angole wpadli na taki pomysl ze swoim nieogarnieciem. Na  szutrowo-asfaltowym torze panowie se sobie jada; caly dowcip polega na tym, ze jak paru nagrzanych wpadnie w zakret, to jednego wypluwa w plener,a (przynajmniej) dwoch usiluje sie nawzajem odwiedzic, zapominajac jednakowoz o otwarciu drzwi. Mamy tu do czynienia z tzw. KONTAKTEM. Mozna domniemywac, iz seksualnym, gdyz wielu powiada, ze sie pierdolneli. Co prawda pewien fan RC lansowal teorie, ze dwoch Norwegow jechalo jednym Fordem Focusem, ale to byl krejzol i mu australijskie slonce narobilo szkod pod kopulka.
Nawet w pilce kopanej sa jakies ligi czy ekstraklasy, wiec i w rallycrossie nie ma bezrefleksyjnego popierdalania i sa nastepujace klasy-info nadal dla Mietka, o ile procesor mu sie nie zgrzal od nadmiaru litr…liter oczywiscie-  (zapodaje europejskie, bo na amerykanskich sie nie wyznaje):
-Touring Cars- dawna Dywizja 2, czyli auta poddane najmniejszym ingerencjom, oprocz obowiazkowych, takich jak wyjebka siedzen, wstawienie klatki itp. Co prawda na tle SuperCars wydaje sie, ze to Kapitanowie Powolniacy, ale wsrod kierowcow jest wielu mlodziakow, wiec zdarza im sie potluc.

-Cars 1600- jeszcze nie swita, ale juz nie wieczor. Nie mam zamiaru smedzic tu o przepisowych wymiarach zwezki (no dobra, podpusciliscie mnie- 45mm), bo Mietki lubia napierdalanke, wiec zwezki albo inne  srubki nr. 5 zwyczajnie ich jebia. A przeciez dalej kontynuuje watek ” dla Mietka”. No wiec dawna Dywizja 1A to jest takie rzekomo ni wsio, ni chujow sto, ale wierzcie mi- jest zabawa. Zwlaszcza w wykonie kolesi z Tatarstanu, ktorych wspiera duchowo premier tego landu, ponoc wielki fan rallycrossu. Dlaczego fanem RC nie moze zostac Teczowy Szejk pozostaje nadal pytaniem otwartym.

I wreszcie Super Cars (debilowi, ktory tak nazwal ta klase naleza sie wyjatkowe brawa- poprzednia Dywizja 1 brzmiala pancernie, powaznie i zajebiscie, a Super Cars wieje z oddali pudelkiem resorakow). Jesli drogi Mietek umie sobie wyobrazic samochod, ktory kosztowal wiecej niz jego kamienica, to wlasnie jest fura z Super Cars. Dolozyc do tego przyspieszenie urywajace leb i juz wiadomo, czemu kierowcow z Super Cars wedle wytycznych narodu wybranego nalezy nienawidzic.

Oprocz tych kilkunastu rund MERC w Slomczynie bylam tez w Belgii i Holandii, wiec mam z grubsza orient, jak moge ocenic zajawke na Lydden Hill. Zacznijmy od toru, ktory najlepiej nadalby sie albo do wyscigow samochodow turystycznych  (do czego chyba tez jest uzywany), pojazdow kosmicznych(zaloga Orzela 7 vs chorazy Torpeda, brum brum) albo od razu do zaorania. Oto i Mr. Circuit:

800px-Lydden_Hill_Race_Circuit_track_map.svg

Jak widac, Angole to zdolny narod i udalo im sie stworzyc kolo skladajace sie niemal z samych prostych. W praktyce oznacza to, ze pierwszy sa nadal pierwszymi, bo moga sie rozpedzic na tych prostych, a reszta moze im pomachac chusteczka na pozegnanie. Chyba ze cos sie stanie na Joker Lapie, no ale bez hurra-optymizmow prosze. Na zywca prezentuje sie to tak :

Kierownicy rozjezdzaja sie grzecznie na dwa kierunki, bo jedni sobie jada normalnie, a drudzy Joker Lapem- tak to przynajmniej moze wygladac z perspektywy kogos niezaangazowanego emocjonalnie. No i druga sprawa- jako ze moj szkocki kolezka E. nawet na Prima Aprilis byl na tyle dowcipny, zeby zawracac mi dupe o nasz film o skejtowcach (wystukalam mu jedna reka odpowiedz, ktora w wolnym tlumaczeniu moglaby brzmiec ” nie dzisiaj, wal sie na fejsa”, a druga..A o drugiej za chwile) Przy okazji zaczelam sie zastanawiac, jak bardzo trzeba byc genialnym, zeby nakrecic jakas znosna setke z Lydden, bo te dlugie proste zwyczajnie wala monotonia.

Dla porownania Slomczyn wyglada tak i czesci szutrowe sa naprawde z szutru, a nie cukru-pudru (uwaga! Brak kontentu buraczano-patriotycznego)

Krotko i na temat przynajmniej. Ale i tak moim mistrzem zrycia jest projektant Brands Hatch:

4551

Co to kurwa mialo byc, kopniety plemnik?! (i zauwazcie, ze zgodnie z ruchem lewostronnym start jest tam, gdzie u nas meta- czad!)
Druga rzecz to globalizacja RC, ktora wyszla mu na dobre i niedobre rownoczesnie. Wraz z wejsciem Amerykanow w RC caly sport stal sie rozdmuchana prezentacja Monstera w glorii i chwale, bo Kenowi Blokowi znudzilo sie ganiac tramwaje w San Francisco. A dyscyplina stala sie promocyjno-lansiarska, przynajmniej w wydaniu “na bogato”.
Z rozrywki familijnej, na ktora przyjezdzaly za swoimi idolami, a zarazem kolegami i sasiadami, dwa autobusy wstepnie najebanych Norwegow ( jeden z nich po widowiskowym uswiadomieniu mnie w meskich szczegolach anatomicznych…zostal kierowca Dywizji 1. Moze tez kurwa komus pokaze co nieco i dostane Subarke, co wy na to?) przeszli my na zawodostwo, gdzie Loeb, Gronholm i Solberg rozbijaja sobie lby z jakimis amerykanskami czeresniakami. Wszyscy sa zabetonowani w swoich namiotach i boja sie nie daj Boze pokazac, chyba ze na ” sesji autografow”, gdzie najwiekszy szal zapewne robi moj dluznik, kiedy skacze wokol celebrytow, robi im fotki i napierdala w nute “jestem fotografem Kena Bloka”.
Choc jeden z juESejow- Tanner Foust- jest calkiem wporzo jezdzaka, ale ja jestem pierdolnieta i mam wobec niego uprzedzenia, gdyz jest prezenterem amerykanskiej edycji Top Geara, ktora do chuja jest niestety niepodobna. A jak wynika z pierwszej polowy tego akapitu, wiem, do czego porownuje.

A to wlasnie amerykansky rallycross. Do porownania z poprzednim widelem. Wnioski wyciagnijcie sobie sami. Komus tu sie cosik popierdolilo z Nascarem, swinska ubojnia i Grand Prix Monaco rownoczesnie. Monstera i igrzysk racz nam dac Kenie Bloku! ( czy ktos mi wyjasni, czemu zielone Monstery maja wyrazny posmak wazeliny? To moze taka moja autosugestia?)

Stopniuje napiecie, wiec jeszcze chwila, zanim dojdziemy do spotkania z Petterem Solbergiem.  Sorki, wicie-rozumicie, “taka kurwa konwencja”. Rozmowa z moim dluznikiem utwierdzila mnie w przekonaniu, ze kto sie kanarkiem urodzil, ten orlem nie zostanie, wiec nie mam sie czego spodziewac po pajacu i …i…predzej czy pozniej to zdanie znajdzie swoje rozwiniecie w powazniejszej formie. Swoja droga jaka to ironia losu, a zarazem pozywka dla filozofii wszelakiej, ze krok w krok za szczesciem w zyciu podazaja kaszany- jakis debil(jak to przeczytam na jednym blogu-“w tym przypadku to slowo to nie obraza, a diagnoza medyczna“) kladzie sie cieniem na jednym z najszczesliwszych dni mojego zycia, jakby mnie jego akcje wystarczajaco nie pienily.

Wielce sie ucieszylysmy z Joanna Maria K., gdy zobaczylismy ostatnia nadzieje bialo-czerwonych w emigranckim rallycrossie, niejakiego Obwarzana. Obwarzan tym razem byl na “ogladaczce” wraz z inna g w i a z d a ( a tu sie przyznam, ze predzej sie spodziewalam gorejacego krzaka Mojzeszowego), tyle ze polskiego RC, czyli Marcinem W. Panom i ich wspoltowarzyszowi Wegorzowi (jak Wegorz z Obwarzanem, czaicie ten klimat?) akomponiowala flaszka spirytusu z sokiem pomaranczowym- skadinad bardzo dobrego!- oraz CZAJNICZEK. Z ciepla herbatka. Gdy herbatka okazywala sie byc malo ogrzewajaca, byla wzbogacana whiskaczem.
Nietrudno sie dziwic, ze trzy dni pozniej Obwarzan dzwonil po wszystkich dookola i probowal odtwarzac sciezke wydarzen, jakie byly jego udzialem. Ciekawe, czy w koncu sie dowiedzial, kto go wtaszczyl do samochodu i zawiozl do domu. Smiem podejrzewac, ze byl to Marcin W., co musialo byc przekomiczne, bo Obwarzan rozmiaru jest raczej slusznego, zas  Marcin stanowi jego polowe, wiec scena taszczenia musiala byc warta kazdych pieniedzy.

Oprocz tego udalo nam sie spotkac z paroma “ryjami”- by pozostac w tematyce celebryckiej. Miedzy innymi, a wlasciwie przede wszystkim z Kennethem Hansenem, 14-krotnym mistrzem Europy w RC. Jako ze jezdzil Citroenem, to pozwole sobie na taki bon-mot- dla mnie Kenneth jest o wiele bardziej przekonywujacy jako kierowca niz Sebastien Loeb, bo Loeb po prostu zapierdala przed siebie jak automat i jakos to jest takie zdehumanizowane, jedzie-wygrywa-jedzie-wygrywa…No i? Tymczasem Hansen mial unikalna metode rozpizdzania calego rzadku konkurentow w drobny puch, walac ich po bokach tylem- moze nie jak Panzerfaust, ale przy odpowiedniej predkosci i we wlasciwym miejscu (beherovka!) robilo to swoje. Moze nie powinnam porownywac obu dyscyplin, bo spektrum dzialan jest zupelnie inne, ale po prostu skandynawska jazda zawsze robila na mnie wrazenie swoja zywotnoscia.

Poza tym Kenneth niczym Kaszpirowski powinien miec wlasny program w tv, bo ma w sobie cos, co pozwala mi gleboko wierzyc w to, ze moglby leczyc ludzi samym patrzeniem w kamere i tym swoim usmiechem po prostu dobrego goscia, a nie jakiegos przyjeba. Jego uczniem byl buraczany Liam Doran i dopoki nie zaznal lansu to mozna powiedziec, ze bardzo inspirowal sie w sposobie jazdy Hansenem. Teraz uwaza, ze jest zbyt wyjebany w kosmos i uczepil sie Kena Bloka.
Jakas taka dziwna prawidlowosc, ze same tumany do niego lgna, moze powinnam sobie z nim podac raczke, bo ilekroc w promieniu widzenia pojawia sie jakis idiota, to tez musi sie do mnie doczepic.

Hansen jednak za nim nie placze, bo zrobil sobie team Hansen Motorsport, ktory pomiesza w tym roku w Super Cars (choc z drugiej strony moze sie calkiem fascynujaco okazac, ze Monstery tez cos popiszcza w tej sprawie), w ktorym ugania Solberg, Timur Timurzyanov, zwany przeze mnie Boskim/opcjonalnie Pieknym Timurem (maczo morderca rodem ze stepu astrahanskiego, lubie takich samcow alfa 😛 ), ktory jezdzic nie uczyl sie bynajmniej od niedzwiedzi polarnych i Timmy Hansen, ktory jezdze nie wali po beherovkach jak tatus, ale daje rade.

Pozostaje zalowac, ze do ekipy wsparcia braci Solberg (oprocz Pettera bawil i Henning, probujac zamiatac Saabem po Perze Eklundzie.)nie dolaczyl Guttorm Lindefjell, moj ulubieniec i ukochaniec norweski (mam watpliwosci, czy nie jest to aby “maslo maslane”, ale trudno, najwyzej pomyslicie, ze jestem prymitywna ❤ ), mistrz Europy z 2003 roku, wielbiciel warszawskich burdeli i Fiatow 126p, ktory wie, ze w tancu nie nalezy sie pierdolic, wiec jak go wkurwiala jego drezyna, to na przelomie wiekow 99/00 wzial i ja wysadzil w powietrze.
Filmu z tego eventu  do tej pory nigdzie nie moge znalezc, choc dosyc dobrze kojarze moment wielkiego puff i jebudu, wiec to nie mogla byc jakas moja fantazja. Guttorm  to lingwista niebywaly, bo umie tez powiedziec po polsku “Kurwa boli mi cipa“, co mi zreszta kiedys radosnie oznajmil. Jesli chcecie wspomoc Gucia w jego wysilkach zebrania sie w sobie i zakupu jakiejs fajnej fury, nie musicie wysylac smsa do fundacji TVN-u ani glosowac na cycki Dody w Plebiscycie Paszportu Polityki- wystarczy, ze za 100 tysiecy ojro kupicie jego Skode Fabie.

Jak widzicie, moze byc z lekka przechodzona, ale podobno w pakiecie sa czesci i caly stuff, wiec pomyslcie o intelektualnej rozrywce dla calej rodziny typu “Rozpierdol To Sam Adamie Slodowy”.

I wreszcie dobijam do momentu, do ktorego nie moglam sie dostac od 1757 slow.
Jako zaciekla fanka Subaru w 2003 roku zobaczylam w telewizorni pewnego uroczego blondynka, ktory co prawda byl ciezko zrozumialy w jezyku inglisz, ale zapierdalal tak, ze leb urywalo. Blondynek podbil me serce nie tylko porywajaca jazda, ale byl przede wszystkim norweskim blondynkiem, a kto mnie zna, to wie, ze mialam wtedy giga fiksacje na punkcie
Norwegii ( zreszta teraz tez bym z checia najechala na tamtejsze tereny). Pozniej regularnie snilo mi sie, ze Petter Solberg wozi mnie swoim Subarakiem po Slomce (OMG, czy powinnam sie do tego przyznawac?) Z jakiegos powodu wiedzialam od samego poczatku, ze kiedys nadejdzie taki dzien- na pewno nadejdzie!-ze w koncu zobacze go na zywo. Panienki w podstawowce marzyly o Enrike Iglesiasie, a ja knulam z chlopakami na przerwach, ze kiedys usciskam sie z Solbim i juz! ( a panowie robili wizualizacje moich marzen, jezdzac moim plecaczkiem na kolkach po calej szkole. W efekcie moje ksiazki byly rozjebane po calej szkole, a juz na pewno nie bylo ich w moim plecaczku)

Pare lat pozniej moj mulowaty kolezka Qba N. pojechal do Norwegii na MERC w sprawach zawodowych, a ja zdychalam z zazdrosci, bo nie dosc, ze Norwegia, to jeszcze wiedzialam, ze Solbi lubi wizytowac swoich ziomow. Piane toczylam wielka, spac nie moglam, bylam zla, zla, zla! Qba N. byl jednak na tyle uprzejmy, ze wyrwal dla mnie autograf Pici, ktory stoi dumnie oprawiony w ramke na mojej Subaru-gablocie obok malych Subarek w moim pokoiku w Wawie, na ulicy K. Znajomy Holender przypucowal sie nawet, ze kiedy Picia na poczatku swojej kariery jezdzil w RC, to zaprawial z jego ekipa w namiocie, Solbi zas jako mlody i niedoswiadczony juz dogorywal w kaciku 😀

Frustracja poglebiala sie, bo wychodzilo na to, ze jestem jakims nieziemskim leszczem, niczym w przedszkolu, kiedy wszyscy zostali odebrani z tej kazni, a ja nie.

Marzenie napedzalo sie dalej, a przy okazji jestem uparta, wiec jak wbije sobie cos w pale, to predzej czy pozniej- tak naprawde niewazne kiedy-dzieje sie. Jak wywachalam, ze Solbi NAPRAWDE bedzie jezdzil w rallycrossie, wiedzialam jedno- musze jechac na Lydden, bo jeszcze nigdy Picia nie byl tak blisko,a nastepnej takiej okazji moglo nie byc… Przez tydzien przed Wielkanoca lazilam do budy z usmiechem conajmniej kretynskim 😛
I tak oto po 10 latach uscisnelam sobie grabke z rajdowym mistrzem swiata!! (No dobra, wczesniej, w 2008 roku “zaliczylam” Gronholma, ktorego takoz sobie cenie i lubie, no ale to bylo takie raczej preludium, przygrywka do symfonii :D)
A bylo to tak:

Kiedy udalo mi sie w koncu namierzyc Solberg&Company, zaczelam kombinowac, jak dostac sie do srodka,a pospolstwo niech czeka sobie na audiencje specjalna. Moj dluznik probowal zmyc z siebie plame hanby i pobrzdekal mi i Joannie Marii K., zebysmy wbijaly do miejscowki, gdzie na drzwiach byl jebitny napis ” DLA GOSCI”.
-Ale jak ja tam wejde?-zapytywalam sie matola.
-Normalnie! Przeciez jestes gosciem, nie?
-Czy ja wieeeem…
-Wlaz!
Stwierdzilam, ze jesli wyjde na buraka, to przynajmniej zwale wszystko na kretyna i czesc. Wchodze, patrzam, a po schodkach ze swojego busa schodzi ON, moj papiez, moj bog, (…nieco przywalilam w tym momencie) Picia we wlasnej osobie. Nie z telewizora. Nie z Youtube. Nie z “WRC”. Nie z neta. Prawdziwy. A co jesli kaze mi spierdalac?- pomyslalam. No coz, najwyzej kolejny ideal by upadl, jakby to pierwszy albo ostatni…
Powiem tak- nie do konca pamietam, jak to sie stalo, ze udalo nam sie go wziac w obroty, ale jak Joanna Maria K. powiedziala mu (bylam zajeta wypadaniem z trampek z wrazenia i wlasciwie niedaleko mi bylo do behawiorow lasek, ktore byly na koncercie Justina Biebera), ze jestem jego fanka namietna od 10 lat, to USCISKAL MI RACZKE i powiedzial, ze mu milusio 🙂 Dam sobie leb urwac, ze pozerczyl z lekkim zdziwieniem na moj blekitno-zloty manicure, co by mi pasowal pod kurteczke Subaru (za odpowiednimi kolorami lazilam trzy dni, gdyz blekit nie mogl byc taki se o, pierwszy z brzegu- musial byc jak WR Blue Pearl i juz!) po czym zem se zrobila z nim przyslowiowa fote na fejsa, do ktorej doszlo bez zadnych oporow; nawet zapytywal, czy jest wystarczajaco ladny i czy fryz mu sie nie rozlecial.

Ogolnie zdumialo mnie to, z jakim entuzjazmem odnosi sie do fanow, bo obawialam sie odbicia sodowki czy czegos takiego, ale radosc, z jaka Solberg bawi sie dalej, zamiast smazyc sie gdzies w raju podatkowym, jest wielka.  Przekonuje mnie tym samym, ze gosc po prostu kocha to, co robi i jest taki…dostepny, jak zreszta wiekszosc kolesi z rejonow skandynawskich, wiec moze to jakas cecha wspolna. Wbrew legendom o jego angielskim, mozna latwo skumac, o co mu biega, poza tym umowmy sie, ze jego zyciowym powolaniem raczej nie musi byc produkcja szekspirowskich scenopisow.

Co tu duzo sciemniac, juz sama swiadomosc, ze oto stoi sie obok goscia, ktorego cale zycie ogladalo sie o 23.35 ze specjalnym pozwoleniem Ojca w nocy z poniedzialku na wtorek (albo innych dni roboczych) w Eurosporcie, zeby pozniej budzic sie ledwo zywa o 7.00 i te nawijki z chlopakami ze szkoly…Byla to tez jakas podroz sentymentalna, bo moze wlasnie musialo mi sie tak wszystko w zyciu pojebac, zeby do tego doszlo?

Taaak, ja wiem- Solbi musi byc mily, bo jest malpka na drucie za pieniadze itepe, itede, ale wlasnie z ww. powodow dla mnie to bylo wazne i tyle.

Zakoncze zdeko coelhowsko-nawet najbardziej zryte marzenie jest cool, bo ma potencjal do spelnienia sie. Ja na swoje troche poczekalam, ale primo bylo warto- chociazby ze wzgledu na konfrontacje wyobrazen z tzw.stanem faktycznym-secundo tym bardziej bylo niesamowite,a tercio nakrecilo mnie na nastepne, rownie dziwne cele.
Czego y Wam zycze, majac nadzieje, ze nie brzmie teraz jak jakis jebany Jerry Springer albo inna Ewa Drzyzga.

Advertisements

11 Responses to “Rzecz o zapinaniu jedynki, marzeniach i dlugach”

  1. Carmay April 15, 2013 at 12:08 am #

    Ja miałam marzenie, żeby spotkać Freddiego Mercury a on się wziął i umarł… Marzenie mam dalej i wiem, że się kiedyś spełni, więc jestem na spokojna 🙂

    A tak serio to człowiek bez marzeń musi być strasznie ubogi wewnętrznie Tak kiedyś myślałam… “Zrytość” owych marzeń też chyba zależy od tego co jest dla nas ważne… Bo ja np mam koleżankę, która ma marzenie cyt: “MIEĆ DUŻO HAJSU”, ona pierdoli w czapkę, spotykanie celebrytów, gwiazdy kina… Zajarała się wampirem Romanem ze Wmierzchu i mówi, ze jak Go widzi to “ma mokro”….. Dziewczyna ma marzenie ale w tkankę mózgową to raczej jest uboga i ma pewnie jeden zwój więcej niż kura bo tak to by srała pod siebie….. No ale jest marzenie!

    Trzeba bylo zdjąć mu łachy, skarpetkie czy coś, mialabyś trochę jego dna….Może, w przyszłości zrobiłabyś sobie Your own Solbi ? ;)))

  2. monicam April 15, 2013 at 1:50 pm #

    Ale wampierz nie nazywa sie Roman, tylko Edward, chyba ze mowimy o Romanie z “Na Wspolnej”, ktory ma demoniczne spojrzenie niepijacego alkoholika.
    Zrobic sobie Solbiego ze skarpetki? Czy to jest zgodne z naukami Kosciola Katolickiego i czy aby to nie bedzie zabijanie zamrozonych embrionow?
    Wiesz, glownie nie chodzilo mi o spotkanie celebryty, a o zderzenie pewnego wyobrazenia z rzeczywistoscia, podkreconego faktem, ze gosc w moich oczach cos jednak w zyciu osiagnal.
    Marzenie kolezanki mozna rozpatrywac na dwa sposoby- posiadanie duzej ilosci srodkow platniczych nie jest takie glupie, jesli ma sluzyc CZEMUS. Mam na mysli to, ze za pomoca hajsu mozna zrobic wiele konstruktywnych rzeczy. No ale jesli kolezanka mieni sie IQ ameby, to chyba chodzi jej o mniej podniosle cele. Chciwosc idajaca w parze z glupota- oj, to nie wyglada dobrze!

  3. Carmay April 16, 2013 at 1:09 am #

    Może i Edward, ja nie jestem fanką Zmierzchu więc nie wiem….. Ja doskonale wiem o co chodziło ze spotkaniem Em with Solbi 🙂 I cieszę się, razem z Tobą gdyż ja zdjęciem z Fredkiem nie będę mogła sie pochwalic jak się spotkamy 🙂 No ale i tak czapki z głów, że udało Ci się nie rzucić mu się na szyję z płaczem, albo nie rozebrać Go do majtek!! ( Justyna Biber, wyjechała z Łodzi, bez swoich rękawickuff – SPIERDALAJ Z ŁODZI – BO CI POWIETRZE ZASZKODZI!) Ja jako dziecko wychowane na sportach samochodowych jako małe, 7 letnie bejbi, które mniej więcej coś zaczęło kumać z tego paczania w tv na samochody, upodobalam sobie pana Bublewicza a powodów tych było kilka. Po pierwsze samo nazwisko wydawało mi się wtedy bardzo fajne – ciotka z Francji przywoziła mi gumy do rzucia, na których był napis BUBBLE GUM… prawie jak BUBLEwicz ( tak to wtedy czytałam… nie BABL ino BUBLE :P), po drugie facet jeździł w teamie, który nazywał sie jak ulubione papieroski mojego Taty, więc już wogóle obrałam sobie Go za idola… No i… zakończyło się to tragicznie …. Oglądaliśmy też F1 tutaj moim niewkestionowanym ulubieńcem był Nigel Mansel, miał taki wąsik jak mój Tato więc jak tylko jeździł w tym swoim niebieskim bolidzie to się darłam TATA MANSEL JEDZIE !!! Koleś jednak, troche tych pucharków natrzepał. Zaraz po Mansellu byl Senna, bo….. do zludzenia przypominał mi Bublewicza !!! Kariera Senny skończyła się wiadomo jak…. Potem znów przerzuciłam się na Rajdy i zapałałam miłością nie do Hołka, jak większość a do…. Kuliga…. Kolejna tragedia… Wyciągnełam konsekwencje ze swoich upodobań i teraz poprostu dla bezpieczeństwa kierowców rajdowych, nie oglądam rajdów, żeby przypadkiem jakiegoś tam nie polubić, żeby nie skończyło się jak w przypadku trzech z czterech wymienionych…

  4. monicam April 16, 2013 at 2:22 pm #

    Ale mile historyjki, uwielbiam takie opowiastki kombatanckie , dzieciakowe wspomnienia z lat 80-90 sa cool ❤

    Na przyszlosc-eM, bo to pierwsza litera i niczym w "Lolicie" tytulowe imie, rama konstrukcyjna dla calosci. No z typograficznego punktu widzenia piekna litera po prostu.
    Justyna wyjechala rowniez bez koszulki, gdyz postanowila zrobic prezent swoim fankom i rzucila ze sceny swoj przepocony topek, zeby potem szczesliwa fanka sprzedala go na Allegro. Watek mokrych snow od razu wykluczam, ale moze dlatego, ze Justynian mnie nie rusza w tym kontekscie, a ja i moje ziomy okrutnie z niej/niego dworowalismy po pijaku, probujac spiewac przeboj "Bejbe, bejbe,ooo". Na refrenie zaczynalismy i konczylismy. No i damska czesc klasy humanistycznej zagrzewala do boju na boisku niejakiego Zuczusia tymi spiewami, wiec przynajmniej tyle dobrego dla swiata poczynila Justyna.

    Nie rzucalam sie z placzem, bo u mnie z wyrazaniem uczuc srednio( feelings are gay!), wiec uznalam ze A. placze sa nie na miejscu, B. zadziwialam sie cala sytuacja w srodku w Czesiu. No coz, w tych sprawach mam opozniony zaplon. Rozbierac do majtek z kombinezonu to nie jest taka prosta sprawa, przedrzec sie przez ognioodporne podkoszulki i te sprawy 😀 Poza tym czy ja jestem az tak sexy, zeby byc grouppie? Co prawda mechanik Solberga popatrywal na mnie z ciekawoscia, ale gdzie pan, gdzie kram!

    Co do smutnych endow Twoich idoli- kolejna rzecz wspolna, bo ja dla odmiany mam wizje roznych dziwnych rzeczy, ktore dzieja sie z ludzmi z mojego otoczenia, przeczucie, intuicje, kojarzenie faktow czy chuj wie co. Sprawdzalnosc jak na razie jest wysoka, ostatnio mialam taki casus ze dwa miesiace temu i po prostu nawet nie chce myslec, co bedzie nastepne. Wiem jedno- podstepny glosik z offu posysa. Ale to jeszcze nie powod, zeby oddawac pasje walkowerem, to mogl byc zwykly przypadek, nie?

    Z Mankiem Bublewiczem to i ja mam historyjke, ktorej co prawda nie kojarze, choc podobno byla moim udzialem i znam ja z opowiesci gminnych: Gdym mocno malym dziecieciem byla, ( w zasadzie miescilam sie do torby foto), Marian na Barborce podszedl do moich starych, cos sobie z nimi konwersowal,wtem zobaczyl mnie, a ze zima byla prawidlowa i pizgala zlem, to krzyknal "Ojej, przeciez jej jest zimno!", zdjal z glowy czapke i nakryl mnie:) Taki to byl z niego Marian. A czapka nadal gdzies u mnie jest na ulicy K.

    Ayrton Senna, ah, przymierzam sie do obejrzenia filmu o Nim juz ktorys miesiac z rzedu, chyba w koncu to zrobie w weekend. Janusz Kulig- no nie, to chyba jeden z najwiekszych bledow przeznaczenia i tu nie ma mowy o "tak musialo byc" czy moze -o zgrozo, ten tekst zawsze mnie wkurwia, bo przypomina mi gadke islamskich ekstremistow-"Bog tak chcial".
    Roznie mi sie w zyciu ukladalo, raz nawet wjebalam aparat na rok do szuflady i udawalam, ze nie istnieje, z pisaniem to juz w ogole dalam dupy( kto wie, moze bylabym teraz rywalka Kominka i reszty blogerskich "gwiazd" rodem z dupy, zeby moja rodzina mogla sie mnie wydajniej wstydzic), ale jakos tych motorsportow uczepilam sie jak pijany plota.

  5. Carmay April 16, 2013 at 9:47 pm #

    Dobra, wiem, że eM nie Em ale to już była noc i byłam zmęczona… No, nie miałam takiego szczęścia by kogokolwiek z mych obiektów westchnień spotkać… life is brutal…. Najlpesze jest to, że jak oglądam nieraz jakieś filmiki czy nawet czytam coś o Sennie, to czuje zapach rosołu, który 1 maja 1994 gotowała moja mama ….
    Znów mam ochotę wyrwać sobie flaki więc zakończę dziś posta i udam się na spoczynek ….

  6. monicam April 16, 2013 at 10:06 pm #

    Spoczywaj, byle nie w pokoju,ino we wlasnym lozku.

  7. voytec April 17, 2013 at 1:39 am #

    M., słuchaj mnie teraz uważnie (jak w “Allo, allo” – “…bo nie będę powtarzał”) – nic nie zmieniaj, nie edytuj , nie wycinaj (poza tym Edit: coś tam..) i tym podobne harakiri też nie!! Nie znaczy to, ze mnie oświeciło i wszystko okazało się gładkim i legislacyjnie klepniętym odgórnie jak w Kodeksie Hammurabiego i francuskiej wersji jężykowej prawideł z namaszczeniem J.Todt’a – nie jest takowym, z tymi klasami pokręciłaś zawodowo, ale na Jowisza! – jakie to ma znaczenie?! Przecież to nie biega o to, co tam komuś wchodził z poślizgiem, bo akurat lubi równo, z przedziałkiem i wedle doktryny – to jest Twój pogląd, Twoje doświadczenia i odbiór do bazy, Twoje spojrzenie i ogólne postrzeganie uciesznego cyrku RallyCross’em zwanego! I tak ma być! A jak Brands Hatch Ci nie leży to nie i już! Bez wyłuszczania powodów, jak przy zwrocie zakupów via Internet. Symaptyczny kolo Biniak z pewnością to zrozumie, a może i doceni stałość poglądów. Ooo, i taką Ci powinienem smarnąć wcześniej notę motywacyjną, a nie jakieś nawet mikro anse, że coś tam nie halo. Także wiesz, ustalone. A ja teraz jeszcze podeprę powieki zapałkami i strzele w końcu powyższą lekturkę całości. Nerka.

    • monicam April 17, 2013 at 12:09 pm #

      Jak nerka jest na pozegnanie, to co jest na przywitanie? Hmmm. Pozostajac w tematyce medycznej- Jak sie miewa Twoja glowa? Bo wiesz, moze jak sypiesz Jowiszem, to jaka Minerwa chce z niej wyjsc…

      Pokrecilam, to fakt, nie wiem jeszcze jak, ale wlasciwie powinnam byla sprawdzic to wczesniej (noblesse oblige!), bo nawet Koen Pauwels cos wspominal, ze RC to juz nie to samo co kiedys, pod wzgledem przepisow takoz. Dobijalam sie na strone Fak Ich All, ale cos mi krzyczala, ze nie jest dostepna w trybie offline, co zrylo mi beret, bo bylam w necie bez neta o.O Pozniej przypomnialo mi sie, ze mialam poszukac czegos innego,stanelo znowuz na czyms innym i tak “se eee”.
      Bylam na przyklad na tyle zmyslna, ze chcialam przypomniec sobie numer chalupy mojej psiapsioly, wiec wpisalam adres w Google Maps- a tu taki chuj, wszystkie tabliczki z numerami domow sa zasloniete drzewami.
      Z tym Brand Hatch to byla dygresja- pojechalam tam w 2010 z Obwarzanem, co skonczylo sie tym, ze wspomnienia z wyjazdu mam mile i niejasne- cos kojarze, ze browar wtedy dobrze wchodzil 😀 Ale poszukujac Lydden Hill znalazlam i tego osobliwego twora, wiec wedle ulubionej psychoterapeutycznej zabawy “co pan/i widzi na obrazku” wymyslilam, ze to musi byc kopniety plemnik i juz.
      W sumie to takie bardziej wprowadzenie w temat, wiec tez nie do konca chcialo mi sie silic na jakies szczegoly techniczne.
      Ale o sooo chodzi, to jest blog, a nie miejsce na doktoryzacje. Podoktoryzujemy sie w innych okolicznosciach przyrody 😀

  8. voytec April 17, 2013 at 2:03 am #

    PS.: I post factum ujmę sprawę tak – Joanno Mario, jest szczera radocha to czytać, co? Oj jest!

    • monicam April 17, 2013 at 12:12 pm #

      Merci tres bien, monsieur!

  9. Joanna Kalinowska April 17, 2013 at 6:37 am #

    voytec: Jest. Czytanie tego, co wypłodzi Monika, jest dla mnie lekiem na całe zło……………

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: