Audio-buka, czyli mow do mnie, ksiazko

16 Mar

Kiedys sluchalo sie plyt chodnikowych.Albo pocztowek, takich na gramofon. Wiecie, duzego IPoda z traba.

Teraz doszlo do wiekszego zboczenia, bo mozna sluchac ksiazek. Nie moglam sie przelamac do tej formy, bo jak slucham monologow wielbicicieli wlasnego wokalu albo niegdys wykladow o Karolu Mlocie- po 20 minutach kreci mi sie w bani i zasypiam. Najwiecej wysilku w takim zasypianiu wkladam w rownoczesne udawanie, ze slucham i bardzo sie pasjonuje omawianym zagadnieniem i ze wzgledu na niesmialosc nie zabieram glosu, tylko siedze z twarza w dloniach, by porozpaczac nad egzystencjalizmem. Dobre sobie, bo w rzeczywistosci mysle “skoncz wasc pierdolic te smutki”.

Ale z drugiej strony jak nie moge spac, to niech mi ktos ponawija do ucha, czemu nie.

Oprocz jednej osoby- Jeremy’ego Ironsa. Cos mnie tknelo i zamarzylo mi sie posluchac “Lolity” w wersji oridzinal. Of kors kto musial ja gwalcic? Moj kurwa ulubieniec Irons! Po minucie dalam sobie spokoj, bo rzucilabym kompem albo w Flafiego, albo w latarnie po drugiej stronie ulicy. Sa tacy ludzie, ktorych po pierwszych pieciu minutach spotkania ma sie serdecznie dosyc- i akurat ten Dzeremi wlasnie do nich nalezy. Jesli ktos potrafi mnie tak wkurwic jak Irons, to gratuluje, wygrales talon na kurwe i balon.

Ale nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo, bo znalazlam “Zlego” Tyrmanda czytanego przez Marka Kondrata. A wiec nie zbolala pizde, ktora uprawia jeki na dzwieki. Wstyd przyznac, ale Tyrmand jakos nigdy nie chcial wpasc mi w rece- a przeciez jest taki warszawsky ❤

P.S. Od czasu do czasu mozna wykonac taki skok w bok, ale jednak bardziej trafia do mnie slowo drukowane. Musze jeszcze zbadac e-booki, chociaz ostatnio macalam Kindle Fire HD i sie rozczarowalam, bo myslalam, ze e-booki sa ladniej skladane, no i ze to HD ma jakies znaczenie- moze przy ogladaniu filmow, ale nie ma to przelozenia na ksiazki.

Advertisements

2 Responses to “Audio-buka, czyli mow do mnie, ksiazko”

  1. Joanna Kalinowska March 18, 2013 at 9:59 am #

    Całkowicie się zgadzam……………….żadne kliki i touchposunięcia nie zastąpią szumu przewracanych kartek 🙂 Jedyna rzecz, bez której nie mogłabym żzyć, to słowo drukowane…………..Jestem frigging nerd i tyle.

  2. monicam March 19, 2013 at 1:07 am #

    to trzeba wypierdolic rondle Flafiego na smietnik i zaczac robic biblioteke po bozemu.
    A te audiobooki to dobra opcja na bezsennosc i tyle.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: