Piecdziesiat odcieni kichy literackiej

11 Mar

Zdarza mi sie bywac w bibliotece, choc zawsze uwazalam, ze to odpowiednik podrzednego burdelu, tyle ze ksiazkowego-po walce z alfonsem/bibliotekarka zdobywam panie niepierwszej mlodosci/ksiazki tudziez szkolne lektury z nietrzymajacym anatomicznych standardow fallusem wymalowanym przy nazwisku Mickiewicza, by podkreslic niechec do romantyzmu na rzecz naturalizmu zapewne. No ale jak mam wysluchiwac skrzeczenia, ze nie ma miejsca w chalupie, a ja sobie przyprowadzam kolejnych zmyslonych przyjaciol na sznurku, to juz wole sie splaszczyc przed instytucja biblioteki.

I coz tam dostrzegam? Cos, co powoduje, ze podrzynam sobie gardlo wlasnymi paznokciami, krew sie leje, a dzieci robia fotki i wrzucaja je na fejsa.

Dzial “Literatura kobieca”, czyli poradniki kucharskie(ulubiony gatunek literacki Flafiego-nomen omen bylego komandosa) ksiazki w stylu Bridget Jones (Bridget byla spoko, ale ktoras z rzedu “singielka w wielkim miescie” moze przyczynic sie do wzrostu powolan u sercanek) i twora, ktorego zamierzam tu sobie opisac, czyli “Fifty shades of Grey”. Przypadkowo wpadlo mi toto w rece w polskiej wersji. Pomyslalam, ze jako czlowiek swiatly (lucyferowaty?) powinnam przynajmniej wiedziec, po czym bede niechybnie jechac. Przeczytalam, no coz, zdarza sie, moze nawet zajme galy nastepnymi czesciami, glownie by utwierdzic sie w pogladzie.

A poglad jest taki-kurwa ja pierdole!! Kto cie nazwal LITERATURA, dziwna postaci? Czy ten ktos kumal, ze nazywajac cie LITERATURA porownuje tym samym do Orwella, Hellera, Vonneguta, Marqueza?

Twor jest ponoc fanfikiem (Fafikiem? A nie, to niby fan-fiction, czyli opowiadania gimbazianek o orgiach w Hogwarcie albo jakby to bylo, gdyby Wampir Edzio maczal tampon we wrzatku i nazywal to”herbatka ekspresowa”) Zmierzchu- Bela jak to Bela, rozdziewa usteczka(i nie tylko), a Edzio korzysta, zas caly ten dzez powstal w glowie mamusi dwojki dzieci, ktora znuzona robota w BBC przypomniala sobie, ze chciala pisac ksiazki. Od niespelnionych artystuff i braku szlugow w najblizszej Zabce uchron nas Panie- w tym przypadku rowniez.

Anastacia-glowna postac zenska- ma 21 lat,studiuje literature angielska (spalony juz na dzien dobry) a jak przystalo na osobe zaglebiajaca sie w takich naukach, wyslawia sie niemal zajebiscie. Na przyklad cos sobie truje o swietym Barnabie i wewnetrznej bogini, ktora jest ulokowana gdzies miedzy watroba a dwunastnica.

Tak, wiem, zarzut o wyslawianiu sie w wykonie kogos, kto deklaruje milosc do ksiazek i nakurwia chujami na prawo i lewo jest hipokryzja, ale E.L James lapie karnego fallusa juz na starcie, kiedy to mozna przywiazac czytelnika do postaci i uczynic ja wiarygodna. Ana sprzedaje srubki, a potem dostaje staz w wydawnictwie- ja pierdole, tez tak chce. Oprocz edukacji (i wkretow w stylu gadki o jednej-gora dwoch angielskich powiesciach, co jakis czas powtarzanej, by ktos jakims cudem uwierzyl w nerdostwo Anastacii) i gaworzeniu o mamusi i jej mezach nie wiem o tej postaci nic, nie ma krwi i kosci. Tu tkwi wlasnie moje wielkie halo- ta pani to tzw. pizda. No wiec jak jej Christian G. zamachal przed oczami miedziana grzywka, to sie zakochala, zabujala, zajebala, przeprowadzajac z nim wywiad, na ktory sie nie przygotowala-oj, masz za to ode mnie nie tylko karnego, ale i zwyczajnie w ryja. Mr. G jest ponoc sexowny, ale dalej nie wiadomo czemu- bo ma kurwa wlosy, chcialoby sie rzec.

Oprocz tego byl rozdziewiczony przez jakas stara babe, z ktora sie nadal kumplowal, a  wiec wchodzimy w glymbie tresci, czyli watki zboczeniowe. Spodziewalam sie czegos w stylu pojedynku gigantow, wiecie, Sasha Grey (sic!) versus Ron Jeremy, a tu raczej harlequin. Jak ktos chce zajarzyc, o co chodzi w S&M, to niech zrobi to samo(bo po lekturze dalej nie wiem, o co kaman w rewolucji seksualnej wsrod gospodyn domowych, jakiej ponoc dokonala James i jej Greju), co ja w wieku siedmiu lat i po prostu polezie do sexshopu z zapytaniem, co to wibrator.

Historia jak najbardziej prawdziwa- facet byl zdeczko zdziwiony, ale nawet wyjal jednego takiego wacka z pudelka i dal mi pomacac 😀 (cicho, obroncy moralnosci-wszystko to w obecnosci mamusi!) Siedmioletni bachor w amerykanskiej kiecce, ktory glaszcze wibrator jak kota-czy jest na sali jakis Pedo Bear?

Greju lubi nietypowo poruchac, jakby to ujal moj przyjaciel Mufin. Ma nawet pokoj, w ktorym trzyma swoje zabawki. Anastacia- jak przystalo na nietknieta- i chce, i nie moze, i wychyla pol dupy zza krzaka, ale ostatecznie okazuje sie nieasertywna i podpisuje umowe pt. Pan i Ulegla(!), gdzie Greju byl bliski domagania sie prawa do przeprowadzania cotygodniowej kolonoskopii, bo chcial sie nawet wkrecac w posilki, ubiory i inne chuju-muju. Gdyby mi faciu usilowal zrobic taki numer, to-parafrazujac Sprite’a i pragnienie- ja bylabym Grejem,on Anastacia i to ja bym go ocwiczyla jakims kablem. I warto przypomniec, ze akcja rozgrywa sie w 21. wieku, bo Ana nakurwia zdychajace emocjonalnie mejle do Greja na MacBooku oraz nawija przez BlackBerry (wyzej wymienieni producenci zacieraja raczki na ten product placement, kaska leci, bo nawet jesli co setna czytelniczka zazyczy sobie tych artefaktow, to mozna wyjsc na tym na swoje). Greju ja rznie, pieprzy ( jak przystalo na szefa mega korporacji ma czas na wszystko, ale nie na robote), czy co tam sobie wymyslil, a ona sie w nim bidula zakochala. Wiec jak jej dal pare razy po dupie, to sie poplakala i go rzucila. A on-jako mistrz konsekwetnego podazania za swoim wizerunkiem- poszedl ja leczyc jakimis painkillerami, zeby  jej nie bolalo. Kurtyna! Byle nie kurtyzana.

I patrzcie, wzruszylam sie.

No dobra, raczej nie, bo Ana rozpadnie sie na milion kawalkow, a jej wewnetrzna bogini zaczyta sie na smierc w Paulo Coelho-niebezpiecznie ta beletrystyka ciazy ku “11 minutom” Pauolo Kalejlo, ktore to mialam nieprzyjemnosc czytac w 2008 i zrobily mi dziure w mozgu, skoro to pamietam do tej pory, a ksiazki-chujowki zazwyczaj wymazuje z pamieci. Watek podobny, tyle ze tam panienka zostala kobieta lekkich obyczajow, pozyczala Kamasutry z biblioteki i doskonalila sie teoretycznie w fachu (pracownicy polepszajacy kwalifikacje potrzebni we wszystkich branzach, wiadomka), zostajac kurwa nad kurwy. A tu Ana calkiem raznie przystepuje do rzeczy. Brakuje jeszcze sceny rozstania na lotnisku, obowiazkowej w komediach i dramatach romantycznych ( co ja opowiadam, toz komedia JEST dramatem- magia slow sie klania), a takze zywotnej i w “11 minutach”.

Tzw. gorace sceny…Eh, czy ktos pamieta slynna 26-sta strone “Ojca Chrzestnego”? Od czasow uprawiania seksu na drzwiach z druchna siostry wiele sie zmienilo i teraz panienke trzeba przywiazac krawatem do wyra i walic jakimis dziwnymi akcesoriami rodem z Guantanamo, zeby bylo modnie i trendi. Ani mnie to nie obrzydzilo, ani zachecilo, raczej nie padlam z zachwytu. Cos na zasadzie “yyyy…eee? Do mnie to bylo?”.

Finalnie powiem tak- to nie Piecdziesiat Twarzy Greja (a nie znam ani jednej po lekturze, na co zaczal grzmiec mi w uszach jakis zablakany wers z “Nasze rendez-vous” Kombi nie wiedziec czemu. Wiecie, ten ze “Zee stuu twarzy twoja chce naprawde…(przezyc? Nie,nie, chyba znac)” A pomyslec, ze Skawinski mnie wkurwia) jest naszpikowane seksem. To bylo jak upieczona swinia z rusztu- rzucona na polmisek, z kijkiem w upieczonej dupie. Zbyt doslowne i niedorzeczne, biorac pod uwage chociazby wzgledy kulturowe, zmiane obyczajow i podstawowe kanony budowy postaci literackich.

Moi drodzy, to jaskolczy niepokoj Humberta Humberta( czy musze dodawac, z JAKIEJ ksiazki on sie urwal?) kipiacy pod slowami i buzujacy obsesja ocieka seksem, a raczej nie seksem, tylko takim nerwem, chyba namietnoscia. Uczuciem. Czego u E.L James kurwa zwyczajnie niet! Z innych klasykow- polecam chocby tekst piosenki Budki Suflera “Jolka Jolka”, ktora podnosi wszystkie wlosy na ciele. I Felycjan, Andrzejczak Felycjan.

Nastepne czesci przeczytam, jesli wpadna mi w rece, gdyz w ostatniej scenie Ana zrywa z Grejem, ale cos chyba jej nie wychodzi, skoro powstaly nastepne tomiszcza, czyli sie godza- jakby nie dosyc bylo pizdowatosci tej pani, bo byla mietka, a nie twarda. Musze w koncu sie dowiedziec, na czym mozna zrobic szybkie pieniadze- a kopie pomyslu James mnoza sie jak kroliki Duracella, w tym podobno i w PL ta dzialka zajela sie Ylona F., znana podrozniczka samochodowo-alkoholiczna.

P.S. Jako milosnik printmakingu chcialam napisac o okladce, ale mi sie odechcialo. Taki cover moge jebnac na kolanie w piec minut, a wierzcie mi, mistrzem w PSie nadal nie jestem. Jeszcze twarda oprawa jakos sie trzyma i se popatrzajta( foto z podpisywania w londynskim Waterstones tej cudnej pozycji, ktora odmienila zycie fanek M jak Milosc)

P.S. 2 Zeby nie bylo-podzieki dla Ewelinki za uzyczenie Greja(rozumiem potrzebe zajmowania oczu dziwactwami 😛 ) i przyprowadzenie ze soba chichuaua w sweterku w kosteczki 🙂

P.S. 3 Spac, fakje, odwalilam lacznie 2,600 slow (oprocz tego posta jeszcze inne szrajbeny byly grane), wiec jak zwykle wstane swieza i promienna. Co ja poradze, ze mnie NASZLO?

P.S. Jesli to byla zla ksiazka, to jaka jest dobra, a nawet jedna z najlepszych, ktore czytalam? O tym niebawem.

Advertisements

6 Responses to “Piecdziesiat odcieni kichy literackiej”

  1. Joanna Kalinowska March 12, 2013 at 8:31 am #

    No cóż, powiem tak : świat zszedł na psy, a książka Greya jest tego przykładem. czytając ją miałam dokładnie te same odczucia, jak można tak zmechanizować i odczłowieczyć coś, co w końcu kurwa powinno być symbolem, zwieńczeniem i ekspresją jakiś tam podobno uczuć? Tak jak Anastacia i jej pchacz mogą się szpikować psy na trawniku, po czym każdy idzie w swoją stronę, nawet nie pytając drugiego o imię ani numer telefonu. Ta książka to propaganda odczłowieczenia niestety…………….Zeby nie było, nie jestem żadna tam zacofana ani z Radia maryja, ale wszystko powinno zachować swoją kolej rzeczy, bo inaczej jest jak w znanej nam sytuacji, że żona przystawia rogi gościowi z którym ma piatkę dzieci, na co on stwierdza, że ona jest olrajt, przygarnia pod dach jej kochasia i razem żyją sobie w przyjaźni……………zapomnieli po jaki chuj brali ślub, którego elementem zasadniczym podobno jest przysięga “na”.
    Oby nigdy nie trafił ci się taki fob, co go wacek prowadzi.

  2. monicam March 12, 2013 at 2:59 pm #

    A ja powiem tak:
    Odsuwajac na bok watki moralnego grzmienia, to po prostu mnie obraza, ze na polke “literatura kobieca”(kto wymyslil taki podzial, do chuja pana, na plcie, moze jeszcze kolory skory, wlosow i ulubione swetry) wjechala ksiazka, w ktorej glownej bohaterce seks miesza w bani, nie moze o niczym innym myslec i robi WSZYSTKO, by spelnic zachciewajki swojego PANA. Naprawde, budujacy to przyklad, albo do nasladowania (aby byc tak samo hapi jak glowna bohaterka, trzeba dac dupy widowiskowo) albo do porownania(bo niejako czuje sie, jakby E.L James wymyslila sobie, ze kazda panienka jest taka beznadziejna). No nie, wypierdalac.
    Juz nie mowiac o tym, ze po prostu w samej wartswie literackiej wystepuja dysonanse, ktore skutecznie zniechecja do zastanawiania sie nad cala reszta, chyba ze wlasnie o to chodzilo.

  3. Patricia Ch March 14, 2013 at 4:29 pm #

    Dawno się tak nie uśmiałam 😀 Jesteś pod tym względem mistrzynią . Trafiłaś w samo sedno tej wtórnej i jakże mało interesującej powieści. Smuci mnie to , że teraz jest jakaś taka tendencja do bohaterek co mają ciasto zamiast mózgu. Bella, Ana to wszystko jakieś takie małe karykatury prawdziwych kobiet.

    • monicam March 14, 2013 at 9:07 pm #

      Aaaa, jakze milo mi to czytac, musimy to uczcic pod hawira Faroka Bulsary 😀 Ty mu kwiatki, ja mu flaszke i jakos to bedzie.
      Pod wzgledem tendencji do tworzenia chujowych bohaterek to przypomina mi sie Henryk Sienkiewicz- czy to Ligia, czy Danusia, czy lachon Janka Muzykanta albo jakas inna nieszczesnica-wszystkie byly zwiewne, omdlewajace, slodkie i bez wyrazu, zapatrzone w gacha jak w obraz.A jak trafila sie jakas w miare normalna, np. Anusia Borzobohata( kurwa, tak to sie pisalo?) to nawet czytajac miedzy wierszami mozna skumac, ze Sienkiewicz mial jakies pejoratywne skojarzenie na mysli.
      Kochac analnie taka “literature”, ktora robi wspolczesnym ludziom wode z mozgu- ide poprzytulac sie do mojej “Spowiedzi Heretyka” badz “365 Design Rules” 😀
      P.S. Wlasnie czytam wywiad z tworca ksiazki o Kubie Wojewodzkim, mam takie podejrzenie, ze przy najblizszym tripie do Polski obtrzaskam sie w Traffic Clubie z hajsu 😛

  4. carmay March 14, 2013 at 9:52 pm #

    Na wycieczke do Bulsary pisze sie tez ! Zabierzecie ?

    • monicam March 14, 2013 at 10:10 pm #

      Zabieramy, przybywaj 10-11 maja, bo wtedy idziemy Faroka odwiedzac!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: