Kiedy ranne wstaja zorze, kiedy Mikolaj przez komin sie przecisnie…

28 Dec

Swieeeta, swieeeta…Czyli zapychanie kichy, animozje przy stole, bo ” Donaldu Tusku to glupi chuj, Olejniczak nie lepszy (…) FRANEEEK, TY JEBANY KOMUCHU!! Ewentualnie “Nie wiem czy wieecie, ale ZDZISIEK JUZ NIE MOZE!”, czyli przekroj przez tematy wigilijne krazy wokol wielkich spraw krasnoludkow. Wczesniej nakupowac tone zarcia, ktora szamie sie nastepny tydzien, opcjonalnie, tak jak ja, zywic sie piwem i czekolada (myslenie zyczeniowe dziala- ydzie w cycky! Albo mam efekt rybiego oka i wszystko widze wypukle) i pieprzyc smutki, ze od 2013 liscie i fitness, czy tam jakies inne wygibasy na kole. (choc w moim przypadku nic nie dziala tak dobrze jak “dieta cud- praca i glod”)

W sumie uwazam, ze idea robienia swiat, zeby ludzie byli dla siebie mili mija sie z celem, bo mozemy byc mili/ poprawni politycznie/ wlazidupczy/upici/ zawsze i wszedzie, bez patrzenia w kalendarz. Mozemy tez sobie wreczyc po stowce, zeby kazdy ja roztrzaskal na co chce. Ubrac sosenke tez i tanczyc dookola niej jak debil. Co do spotkan towarzyskich- prowadze dni otwartych drzwi 365 dni w roku, wiec dla mnie to bez roznicy, a kulturowy przymus goszczenia ludzi, ktorych widuje sie raz do roku, uwazam za zryty.

A jak sie obchodzi swieta po angelsku?

Najpierw trzeba isc na zakladowe party i narozsypywac w chuja brokatu z jakichs dziwnych czolenek, cizemek czy jakos tak. ( to pisala M., zboczen obuwniczy; dla mnie buty dziela sie na fikusne i do dupy i tej wersji sie trzymam) Przyczlapac po szesciu godzinach i truc o tym, jak to bylo bosko, choc wszyscy wiemy, ze dobry melanz polega na tym, ze po szesciu godzinach ma sie z niego wspomnienia mile i niejasne. A najbardziej niejasne, gdy trzeba odtworzyc chronologie wydarzen (pamietacie takiego syfa, jak tworzenie tzw. planu wydarzen, nastepujacych w omawianej lekturze? Nie cierpialam tego, bo pomysl streszczania ksiazki w 15 ROWNOWAZNIKACH zdan jest co najmniej zjebany i nie znajduje zastosowania w odkryciu, czy pacjent cos kuma, czy tylko chodzi mu po bani-oprocz pchel- lotna mysl w stylu” Edyp byl kochajacy swa zone Jokaste, bez swiadomosci, ze to kazirodztwo”) Tu zawsze sluze pomoca, bo pamietam wszystko, oprocz moich pijackich nawijek przez telefon ( aplikacja ” Niemiecka Telegrafistka W Okopach Wojny Konca Swiata” rulez). Tzn. jak zaczynam trzezwiec i kumac, co mowie (” Yyyy tulimy Jaszusia pszeszzz teleffon. SFFIATEUKO FF TUNELU PFFE, NIE IC SZAA NIM !” tudziez “A ffieszz, sze wole starszyyych?”) to niczym Atlas czuje swiat na wlasnych barkach. A miesnie obreczy barkowej i karku napierdaja, ze heeej, bo mam w torbie notatnik i 15 kilo biletow autobusowych.

Po party nalezy zarzadzic najbardziej wkurwiajaca i bezproduktywna rzecz swiata (choc w scislej czolowce plasuje sie rowniez: negocjacja z Angolami, proba wyjasnienia, czemu uwazam, ze bojfrend jest mi potrzebny jak swini karoca i tlumaczenie Turkowi z miejscowego monopola, czemu moze sie jebac na ryj ze swoimi propozycjami matrymonialnymi) czyly SWIATECZNE SPRZATANIE. Mam ci ja wtedy taki nastroj, jak linia melodyczna tegoz przeboju:


Fun Fuckt About M.- nie umiem zakolegowac sie ze Slayerem. Wierzcie, probowalam, ale nie idzie. No niby lubie granie energetyczne, ale nawet dla mnie istnieja pewne granice, kiedy to mam bol bani, a moje uszy mowia “Stop!”.
Sprzatanie= krew, pozoga, zniszczenie, chaos i latanie po fajki. A pojutrze znowu pierdolnik i kichanie w wykonaniu alergicznego lorda Flafiego.

Najwazniejsze zdaje sie byc swiateczne szamanie. Elementem ceremonialu jest preparowanie drobiowych zwlok- w tym przypadku 4 kilo indora ( a na wlasne galy widzialam w Tesco zwloki 10 kilogramowego indyka- gosciu pewnie przed dokonaniem zywota bronil psa obronnego). Trzeba dac mu IMIE- nasz nazywal sie mr. Boit. Pan Boit powinien sie cieszyc, ze nie widzial na wlasne oczy, jak Flafi wyciaga mu flaki przez szyje i na ich miejsce pakuje cytryne i jakies ziolka, uprzednio wsadzajac lape w indycze jestestwo i robiac teatrzyk kukielkowy nad zlewem. Inspirowany jako zywo Henrykiem Ibsenem. Ja bylam mala, to Joanna Maria K. wziela kurczaka pod jego skrzydelka i tuptala nim po kuchni, zeby mi pokazac, jaki byl hepi przed smiercia, wiec motyw funeralno-drobiowy mam ogarniety- langweilich, Herr Oberleitnant Fluffi!
Mr. Boit zostal skonsumowany 25 grudnia- 24 grudnia NIE MA CELEBRACJI. Znaczy sie pewnie jest Midnight Mass/ czyly pasterka/ i rozbijanie sajdrow o lawy koscielne, ale kryje sie w tym pewna pokretna logika- w koncu ubaw z okazji urodzin ma sie de facto w dniu urodzin, a nie dzien przed.
25 grudnia Mikolaj prynosi prezenty- pewnie nie moze 24, zeby miec czas na ogarniecie armii elfow z DHLa- a gifty wciska w skarpete-zas drobne upominki typu helikopter czy Maybach, rzuca pod choinke, bo skarpety to nie kondomy. A szkoda, bo gdyby je zakladac na nogi, to pewnie by tak fajnie strzelaly i wydawaly odglosy  skwierczacych kalmarow.
Chceta wiedziec, co dostalam? Coz, Mikolaj w tym roku udowodnil, ze jest swirem, bo wreczyl mi biale myszki z bialej czekolady ( ze niby je kurwa zaczelam widziec), zelki w ksztalcie… wackow ( te z kolei sa chujowe) chomika na baterie w rozowym szlafroczku, ktorego zyciowym powolaniem jest powtarzanie wszystkiego, co uslyszy, po nacisnieciu na jego lapke ( jezyk nie gra zadnej roli, gdyz zarowno ” To be or not to be, that’s the question” powtarza z takim samym przejeciem, jak “kurwa, ja pierdole”) mnostwo babskich artefaktow, kubek w ksztalcie obiektywu serii L ( fajnie sie w tym robi herbate, bo wrzucasz torebke, wlewasz wrzatek, zakrywasz pokrywka, ktora udaje dekielek od obiektywu i samo sie roby), dwie kiecki , sweterek, ten sliczny tancbudowy cyckonosz z H&M, ktory niegdy tu prezentowalam, trampky na podeszwie typu slonina( i tez sa holografyczne, wiec na wiosne bede jebac blaskiem po oczach ekshibicjonistow z miejscowego parku) oraz…..oraz…

Podwojny nr swiateczny + normalny (czyli trzy) gazety NIE, ale najwazniejszym i zamykajacy stawke giftem bedzie ten, ktorego tresc postaram sie niebawem przyblizyc. (i wlasciwie moglabym dostac tylko i wylacznie ten jeden gift i bylabym mega szczesliwa)
Co prawda przede mna cymbalistow bylo wielu, ale nie bylabym soba, gdybym w sobie tylko znanej szermierce nie rozprawila sie z tym dzielem- na razie moge powiedziec, ze wbrew swej genezie wcale nie pachnie siarka. Rozsiewa aktualnie aromat swiezej farby drukarskiej.

Na razie pozwolcie wiec, ze utule to cudenko (chwilowo wyrecza pluszowego bocianka, zwanego Malym Polakiem aka Robert Kubica Junior) i poleze w…diably?

Advertisements

4 Responses to “Kiedy ranne wstaja zorze, kiedy Mikolaj przez komin sie przecisnie…”

  1. CarMay December 30, 2012 at 1:31 am #

    Cyckon ferst klasa – na sylwestra jak znalazł, stroboskop na szyję i jazda na rozkurw i najebe postapokaliptyczną! Hapi nju ir jak to mówią w jueseju 🙂

    • Joanna Kalinowska January 9, 2013 at 12:12 pm #

      Tangy, my Ciebie też kochamy !

      • monicam January 10, 2013 at 4:52 pm #

        A jak tu nie kochac tej lafiryndy lodzko-krakowskiej? To bylo pytanie retoryczne, gdyz tylko MONSTER wie, jak nie kochac Tangy’ego 😛

  2. monicam December 30, 2012 at 8:57 pm #

    Nawet rozkminilam, jak zakladac jedna kiecke, zeby pokazac cyckonosz bez zbednego peep-show. A ze od Walentynek lansuje sie po warszawskich tancbudach przez 10 dni i 10 nocy, to bedzie rozkurw lansiarsko-hipstersko-apokaliptyczny 😀
    Chyle przylbice i rowniez zycze Hepi Nju Jer,
    Private Double M.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: