Gdy się życie ślimaczy…

1 Aug

…To się nosi własny domek na plecach, w którym trzyma się swoje serce i płuca. I jak to mawia Babka A. z mojej roboty, Anglia to kraj pleśni, ślimaka i wilgoci, pod co przewrotnie podpada też Francja w postaci camembertów, ślimaków po burgundzku i wiaterku znad Riwiery; może dlatego Angole ich nie lubią, bo czują się, jakby kręcono z nich wielką bekę.

A ja podziwiam po drodze do pracy ślimaki, wychodzące milionami na ulice po deszczu. Zwłaszcza te przezroczyste, jeszcze niedorosłe, bo widać, jak im wpierdalane na chama z wychuchanych ogródków liście przechodzą przez cały układ pokarmowy. Raz bym się spóźniła do pracy oglądając ten cud natury.

Targety pasterzem moim

16 Jul

Godzina 8.02, telefon w pracy.

-Dzień dobry, tu M., w czym mogę pomóc?

I się zaczęło…W skrócie koleżka dzwonił w imieniu firmy, która zatrudnia byłych GROMowców, między innymi na jakieś eventy z bachorami, że niby Jacenty ma 5-te urodziny i wjeżdża na nie taki Rambo z Wejcherowa. Albo kształci innych Rambosów. W każdym razie chłopcy wielce się zasrożyli, bo okazało się, że jedno ze słów kluczowych powiązane z ich stroną, czyli skrót SCAT-oznacza między innymi Small Craft Action Team, czyli specjalną jednostkę piechoty-w angielskim slangu oznacza też koprofilię. Innymi słowy Rambosy zostały obsrane przez Internet i każdy, kto ich szukał po tym słowie, znajdował nowe zastosowania…w sumie wiadomo czego. Sprawdziłam na przeglądarce w necie na trybie niewidocznym i już wiem, że 50 Szejds of Grej może śmiało iść się jebać.

Westchnęłam ciężko po wysłuchaniu problemu, zajrzałam w kubek z niezalaną kawą, pomyślałam, że jednak mógł chociaż poczekać do 8.05, bo wtedy byłabym już przynajmniej po pierwszym gulpie kawusi. Zaproponowałam zgłoszenie gównianych treści, kierowanie kontekstowe z Adwords, wyraziłam szacun dla GROMu, obiecałam maila, buzi dupci, baju baju, odkładam słuchawkę, walę głową w biurko, GROM, gówno, dziwne seksy, nie, jednak mi się to nie śniło, ludzie naprawdę szukają takich rozrywek, a inni mają z tym ból dupy, dosłownie i w przenośni.

Inna sprawa sprzed tygodnia-pani miała problem, bo jej telewizor przestał odbierać Youtube, w związku z czym nie mogła słuchać śląskich szlagierów. Przyznała się, że dzieli radość ze słuchania tejże muzoli ze swoim sąsiadem, który ma do sprawy stosunek negatywny. Problem w tym, że telewizorów nie wspieramy, a kobiecinie w sklepie, gdzie kupiła TV mądrzejsze od połowy polskiej emigracji w Dorset powiedzieli już, że śpiwoć po naszymu sama sobie może. No to szukam po necie, o co kaman, aha, ze starych TV Samsunga (2010-2012) usuwają apkę Youtube, bo tak, Koreańce nie chcą się przyznać czemu i walcież się Panie Onufry na ryj. 

Wpadłam na pomysł, żeby spróbowała pójść do autoryzowanego salonu Samsunga, bo newsa sprzedały jej jakieś smętne Janusze z Euro AGD. Może dadzą jej jakiś apdejt czy znichę na nowe tele. Znalazłam jej telefon do katowickiego Samsunga, pani zachwycona, i do gabloty Waldziu. Może i śląskie szlagiery są dziwacznym rodzajem radości w życiu, ale z drugiej strony jechanie z wywieszonym jęzorem ponad 300km, żeby popatrzeć na Serja Tankiana i spółkę też może być dziwaczne, więc starałam się okazać zrozumienie.

W piątek z kolei dzwonił do mnie policjant, bo prokurator potrzebował jakiegoś oficjalnego adresu do naszej firmy, żeby wysłać wniosek do nas o zwolnienie z tzw. tajemnicy telekomunikacyjnej. Z ekscytacją zawierciłam się na krześle-będę pomagać W SPRAWIE!! Jak przydupas u boku Despero, jak naczelny Barszczyk, jak, jak…

​​

komisarz Ryba?

No dobra, ale gdzie go wysłać?? Wpatruję się w jego policyjnego maila, myślę, myślę, konsultuję, rozkminiam, w końcu trafiam na właściwy dział ds. prawnych. Tym samym ratując honor policji, podkreślam.

I co? Tyle mamy z ratowania spraw beznadziejnych, że nasz przewspaniały menedżment wymyślił zwolnienia grupowe, niektórzy sami odchodzą na własną rękę, wpadając w szpony korpomechanizmu, który polega na tym, że wyniki naszego centrum są porównywane z podobną padlinarnią w Barcelonie. Mamy niższe, bo współczynnik zjebstwa na wyspie jest większy niż na kontynecie i tak np. teamowi angielskiemu przytrafiają się buraczany, które wystawiają im złe oceny. Im niższe wyniki, tym mniej telefonów do nas wpada, żeby firma-zleceniodawca płaciła nam za nie mniej. Im mniej telefonów/maili, tym mniejsze szanse na poprawę wyników, to raczej logiczne. Jedyną odpowiedzią kierów danych zespołów nauwagi w tej sprawie jest “kopać, kopać, aż do porzygu” i wciskać kity ludziom zatrudnianym przez agencję pracy, żeby nawet nie próbowali iść do HR w tej sprawie-chyba chuja kumają, że kopać można, ale niekoniecznie mając w ręku rozpierdolony długopis z Biedronki. 

Baaa, mało tego, sami dobrze wiedzą na podstawie swoich śmiesznych badań wewnętrznych, że 90% procent złych ocen naszej pracy wiąże się z wkurwem na naszą firmę stada krwiożerczych Sebixów i Grażyn, a nie naszym wyjebem. Ale wiadomo, menedżment sam się wyżywi i im jesteśmy akurat najmniej potrzebni w ich robocie-zwłaszcza, kiedy rano blokujemy drogę do dwóch jedynych działających na piętrze czajników. Chuuuuj tam, zwolni się nas, zatrudni nowych, potrzyma na okresie próbnym i kołomyja się kręci od nowa.

Cóż, wniosek jest jeden-chyba niektórzy się proszą, żeby mieć ze mną przejebane i mieć ból dupy na swoim wygodnickim stołku. W sumie jeszcze nie wiem, czy to będzie dobre czy nie, ale popłynę z falą, bo nasi stołkowi chyba nadal myślą, że mają do czynienia z debilami. Nu, nu, nu!!

Paradoks życia w kilku słowach

12 Jul

Wiecie, co sobie ostatnio pomyślałam? Że człowiek to jednak fenomalne stworzenie. Tygrys dla małego tygryska robi mleko z surowego mięsa, krowa z trawy, a człowiek potrafi to zrobić z pizzy lub frytek.

Z kolei w łyżce spermy mieści się ilość danych, tj. chromosomów i genów, które odpowiadają ok. 15 TB. 1 terabajt to 1024 gigabajty, czyli lekką ręką walenie gruchy (!) tworzy równoważnik dla jakichś 300 tysięcy fotek. W sumie tyle wystarczyłoby do zilustrowania całego życia. 300 tysięcy zdjęć na łyżce, no mózg staje.

To tak jakby kogoś nurtowało, o czym myślę, kiedy trafia mi się wkurwiający klient.

Myśl odchudzona

9 Jul

Po zjechaniu 15 kilo odkryłam paradoks-człowiek chudnie m.in. żeby włożyć na kadłub jakieś łachy bez wstydu i żeby się wpasować w jakiś ludzki rozmiar. Potem chudnie i wszystko z niego zjeżdża, tak jak moje gacie, które przy ściąganiu spodni łapię ostatnimi czasy w locie. Czyli de fakto do nich nie pasuję. A z gatków mogę zrobić zajebisty spadochron za pomocą tutoriali z Youtube, na którym skoczę z korpookna, jak mi jakiś klient znowu powie, że warunki korzystania z naszych usług powodują, że czuje się ruchany, bo zablokowaliśmy mu konto. (Na co wielce profesjonalnie stwierdziłam, że działań naszego zespołu ds. bezpieczeństwa nie określiłabym tym słowem. Brawo ja!)

A ja, mój drogi panie, czuję się ruchana, widząc swój odcinek wypłaty za 37.5 godzin w tygodniu, poświęconych na słuchanie takich rewelacji. W końcu psychiatra kliniczny po takie drobne nie schyliłby się nawet na ulicy.

Europo, wstań z korpokolan

26 Jun

Praca w UK, czyli wszyscy z założenia są poprawni politycznie. No więc średnio się przyjęłam, kiedy jedna z naszych trenerek-Mołdawianka A.-powiedziała, że niebawem zwija żagle do Szkocji, tj. ucieszyłam się, bo się poluzowała, no więc niechby i do Szkocji. Dopiero gdy M. skończył z nią szkolenie i wpadł do nas jak burza, to zaczailiśmy, o co właściwie poszło.

-Tej (M. jest z Silesii i uwielbiam słuchać jego akcentu rodem z szychty), a wiecie, że A. odchodzi?

-Noo, przyznała się ostatnio, pyka do Szkocji-stwierdziłam.

-A wiesz po co? ŚLUB BIERZE!!

-Ale ona zawsze była taka…taka posłanka Grodzka trochę…

-BO ONA TE ŚLUB BIERZACH Z BABO!

-Zaprosiła Cię?-zaintrygowałam się.

-Nieee, chodzi i wszystkim opowiada!

No dobra, ślub lasek to jeszcze nic, ale nie mogliśmy pojąć motywu, że w pracy opowiada się o tym każdemu dookoła, tzn. mnie by to nie obeszło, ale w sumie w naszej post-radzieckiej kulturze to jednak dziwne. Prędzej znajomemu z pracy, z którym pija się po szychta brudzia, ale nie wszystkim dookoła -ustaliliśmy.

Bo np. z takim D. ciśniemy różną różniastą bekę, ale mamy już inne układy-zresztą z każdym, kogo się obżarło z pięciu lazanii na gastrofazie i robiło się debilne ziołowe żarciki w stylu “-Pal to! (W sensie niedopałek)-A czemu nie płaszcz?”, jest się w innych układach tak czy siak. Ostatnio wyczajnikował, że wsuwam na lancz makaron w kształcie serduszek. Podchodzi, zagląda mi do koryta, wzdycha.

-Jaki słitaśny ten makaron!

-A wiesz, że kapitanowi Vladowi też zrobiłam i opierdala serduszka?

-Eh, aż mi się zachciało być w związku, żeby ktoś mi zrobił taki makaron i włożył w to uczucia…(bez przesady, trochę ziół, łososia i kremowego serka, jakie tam uczucia).

-Masz mnie, ja Ci ugotuję!

-Niee, bo Vlad będzie zazdrosny!

No cóż, można i tak, mi w każdym razie w powyzszych dialogu pobrzmiewały echa klasyki kinematografii:

W ogóle D. to sęp miłości, bo za czasów posiadania Audi A6 podwoziliśmy go od A., ale peszek chciał, że Niemrze umarł akumulator i musieliśmy ją trochę poturlać, żeby sobie przypomniała, jak jeździły limuzyny za czasów Freda Flinestone. D. uwielbia Audi A6 i zabrał się za popychanie całkiem żwawo, tak więc jakoś poszło, ale i tak go przepraszałam za murzynienie, na co D. odparł:

-Spoko, to i tak będzie jedyna dupeczka, którą będę dzisiaj wieczorem dotykał!

-Yyyy, eee…SPOKO MEJT.

To teraz Wy przejmijcie pałeczkę i powiedzcie mi, o czym w chwilach monotonii nawijacie w pracy z towarzyszami niedoli?

Bulwa jego mać!

8 Jun

Tym razem moje gorące pozdro płynie do kolesia, który najpierw dzwonił do mnie, aby w prostej, acz komunikatywnej polszczyznie oznajmić mi, że weryfikacja to zawracanie dupy (“PANI ROZUMI, ŻE JA JUŻ TEJ KARTY NIE UŻYWAM!-Rozumiem, ale jest nadal dodana do konta, więc jeśli Pan nie pamięta jej numeru, proszę zrobić to i to-NO PRZECIEŻ MÓWIĘ, ŻE NIE UŻYWAM!!-Ale jak Pan wejdzie na stronę X w zakładce Y pokaże się ta informacja-NIE UŻYWAM!!”), a potem wydzwaniał do K., której smędził, że nie może korzystać z apki, którą kupił w 2014 roku, po czym stwierdził, że jest trochę prawnikiem, w związku z czym żąda od nas…alimentów, bo nie może używać swej drogocennej apki. A ja za to…

…Czyli jestem akustykiem.

Propos akustyki-proszę do nas nie wydzwaniać z koncertu, podczas męczenia buły z milionem rozwydrzonych dzieci (albo przynajmniej jednym na milion, wyjątkowym w swoim rozbachorzeniu) czy innej okoliczności, z powodu której chuja słychać. No chyba, że rozmowa ma polegać na niesłyszeniu się nawzajem, to wtedy spoko.

Dla zobrazowania dla intelektualnych sceptyków: tak właśnie wygląda próba usłyszenia kogoś, kto dzwoni z dupy świata (!), a w tle drze się bachor i jakaś Graża.

Ale nie martwcie się; zostałam dziś wybrana do zaszczytnej roli królika doświadczalnego do projektu “Manipulacja klientem, a ocena pracy”. Od tej pory już nikt nie odważy się napisać do nas, tak jak do mojego kolegi M.-“Mam za przeproszeniem już dosyć Pańskiego pierdolenia”, bo stąd już niedaleko do niechcianej ciąży, której życzył mi jakiś inny pacan.

Szkoda tylko, że znowu nas przenoszą z całym mandżurem w cholerę, a moją koleżanką po lewicy zostanie Bulwa, której przymioty opiewałam w poprzednim poście. Zdecydowanie wolałam mieć ją z tyłu, bo w najwłaściwszej dla siebie lokalizacji, tj.w okolicach mego rowa.

Juhuuu!!!

Ale za to jutro jadę na Download Festival do Derbyshire na System Of A Down, więc chwilowo nie mój cyrk, nie mój problem. Ciekawe tylko, co by było, gdybym żyła, by pracować, a nie pracowała, żeby żyć?

Telefony pełne Napoleonów

24 May

Był urlop, urlop się skończył, powrót do korporzeczywistości. Rewelacji nie ma, siedzimy tuż pod dachem, więc przed deszczem jest duszno, a w słońcu gorąco-próby włączenia klimy kończą się najazdem Turków i Arabów, którym podobno zimno, a w najlepszym razie odsieczą z góry mikrobów, zamieszkujących wentylator (prawie jak wąglik) 

Jaśnie Kierownictwo miłościwie pozwala nam przynosić książki do roboty-wcześniej nie mogliśmy, bo niby mieliśmy na nich zapisywać dane klientów (ooo taaaak, o niczym innym nie marzę, tylko o marnowaniu knig na jakichś cebulowych Januszy ze Świętajna), więc mam dylemat, bo nie dość, że nie mam się w co ubrać, to za chwilę nie będę miała co czytać.

I co z tego? Na drugi dzień po urlopie miałam już pierwszy sukces, bo jedna baba chciała pisać na mnie skargę. Kiedyś może to było emocjonujące, teraz zaznaczam sobie za każdym takim smętem kreskę na ścianie, więc cieć w biurze ma przeze mnie myśli samobójcze. Inny przekonywał mnie, że jego dowód osobisty musiał być widoczny, skoro robił jego fotkę NA NODZE. W samochodzie, droga Pani, W SAMOCHODZIE!!! Pani mnie da tych tam z działu bezpieczeństwa do telefonu, to im powiem, jak nie widzą!! JAK TO NIE MOŻNA?! MI ODMAWIASZ?!?! STRACICIE KLIENTA!!!(I to jest moment, kiedy zaczynam na trybie incognito szukać nowej torebki/bluzki/czegokolwiek, co kupię za kolejną nabitą na licznik godziną użerania się z debilem, wtrącając od czasu do czasu niezobowiązujące “tak, doskonale rozumiem Pański punkt widzenia”).

Ale gość, który zadzwonił do nas, żeby oznajmić, że Murzyni podsłuchują go przez telewizor, bo zainfekowaliśmy jego urządzenia szpiegującymi wirusami, żeby..żeby…a chuj tam, nie wiem, jak trafił na mnie, to w trosce o swoje zdrowie psychiczne słuchałam go raczej symbolicznie, rozjebał mnie na fragmenty.

Później wieka do trumny dobił gość, który stwierdził, że SMS od wróżbity Tadeusza zablokował jego telefon. Czy wróżbita miał czarną, powłóczystą suknię i Maybacha, tego niestety poszkodowany nie potwierdził.

Wielkie kurwa dzięki, moi drodzy. Dzięki Waszym pomysłom nie tylko moja rodzina nie wierzy, że nie pracuję w psychuszce, tylko w biurze. Teraz nawet ja w to nie wierzę.

Współczesny Spartakus, czyli korpoodbyty tłuką się o urlop

2 Apr

Zaczęło się niewinnie, czyli od zapotrzebowania na nowe ryje w pracy. Ja i W. dostałyśmy ambitne polecenie rekrutacji według oceny testu pisanego i mówionego. Na ile można było odstrzelić kretynów, którzy pisali “komurka slurzy do dzwonia, a także jej funkcją jest wykonywanie połączeń telefonicznych”i tych, którzy przerzucali swoje elaboraty przez translator Google (po co Polak tłumaczy tekst napisany po polsku…na polski przez auto-translatora?! A walić się w imię dziewictwa też umiejo?), na tyle odstrzeliłyśmy, ale w międzyczasie rekrutacją zajmował się ktoś jeszcze. 

Dzięki temu trafiły do nas 4 osoby, z czego dwie dziewczyny są normalne i starają się kumać, co się do nich mówi, oraz dwa przypadki…cięższe. Stanowi to swego rodzaju rozrywkę, choć z drugiej strony bombardowanie pytaniami z dupy z ich strony i następny nalot dywanowy po stronie klientów w kółko przez 8 godzin dziennie wyjebują mnie z kapci.

Jednostka męska po usadzeniu niczym przedszkolak pod okiem W. zaczął ogarniać. Wcześniej nie trafiały powtarzane do wyrzygu wykłady o procedurach i czynnościach ( A Kapitan Bomba na to…), za to z miejsca zaczaił system rezerwacji urlopu. Sprawa jest prosta-dwie osoby z zespołu jakoś mogą pójść na urlop, ale kto pierwszy wbije się w system, ten lepszy. Był lojalnie uprzedzony, że jako młodszy stażem może poczekać grzecznie w kolejeczce, bo liczy się moment wpisu do kalendarza, no ale…Któregoś dnia chciałam przenieść wpisy z kalendarza do systemu,a tam zonk, moje sierpnie poszły się ciupciać!! Zaglądam do kalendarza, a tam nasza gwiazdeczka szaleje. W. się nieco zakurwiła i poszła go prostować, na co następnego dnia przyleciał do mnie kiero i zaczął stękać, że kolega nowy, że trzeba dać mu szansę, że bla blabla, że mam się nie opierać o pierwsze wrażenie, że makaronów sto. Wzdycham na to i rzucam taką orację:

-Spoko, ale kolega sprawia wrażenie, że nie ma chęci na jarzenie czegokolwiek dotyczące pracy, ale system urlopowy ogarnął raz dwa, więc nie dziw się takiej reakcji po naszej stronie.

-Może był rozkojarzony, kiedy mu coś mówiłaś, a może nie był zainteresowany…

-COOO?! I tak spokojnie przyjmujesz do wiadomości, że starszy stażem przekazuje coś młodszemu, a on wbija w to lachę?! Czy ja dobrze słyszę??

To się zaczęło jakieś korpo blabla, chyba o współpracy i komunikacji w zespole, ale teraz dla odmiany ja nie byłam zainteresowana. Powiedziałam tylko, że spoko, jak będą coś chcieli, to pomogę, ale bez rzucania kwiatków pod stopy i rozwijania czerwonego dywanu. A tak poza tym to chcę urlop, czekoladę, draże i baton.

No dobra, kolega jakoś się wyrobił jak żelbet z promocji i jest miły (tj. już skończył z żarcikami o ciągnięciu druta, jak go spytałam, czy występował w roli płatnika czy obsługującego), ale jednostka żeńska, zwana Bulwą, oh jej, to dopiero historia.

Bulwa jest wrzaskliwa, tj. formułuje swoje zapytania z drugiego końca biura, drąc ryj-kiedy robi to za moimi plecami, przechodzą mnie ciarki, zwłasza, gdy kończy je perlistym HYHYHY. Nawet się nie wtrąca w rozmowy, tylko się bezceremonialnie wpierdala, a trochę głupio dorosłej babie tłumaczyć, że mamusia za takie zachowania zapomniała ją usadzić na karny jeżyk. Bulwa jest 20 cm ode mnie niższa i tyleż samo kilo cięższa. To jest akurat najmniejszy problem; najgorsze jest to, że nadal wielki chuj ogarnia z całej tej roboty. Nie umie nawet powtórzyć tego, co się do niej mówi i 5 minut później odstawia w kolejnej sprawie podobnej do tej sprzed chwili dokładnie ten sam kaszan.No i mówi najbardziej przerażające słowo świata-PIENIĄŻKI. JEZU, KURWA, BOŻE, JESTEM NA NIE.

Mamy jej pomagać, dobra, niech będzie i tak. Ponieważ Bulwa na szkoleniu zajmowała się plotami, kiedy dzwoni klient, ona drze ryj o pomoc, przerzuca klienta na linię oczekującą i zaczynają się cuda. Bo pytamy, na czym polega problem, a ona nie wie. My też nie wiemy. No to ktoś musi nad nią stać i dosłownie dyktować, o co ma pytać; i tak połowy rzeczy po drodze zapomina.Potem trzeba pokazać palcem rozwiązanie na ekranie, a najlepiej wpisać jego nazwę na ekranie, bo powiedzenie go też nie jest gwarancją sukcesu. Aha, Bulwa ma 21 lat, w UK jest od prawie 10-ciu, a jej angielski zarówno w wersji pisanej, jak i mówionej przypomina mi piosenkę o forfiterze, którego wypasał szwagier, co też jeździ mi po bębenkach usznych niczym wibratto Zenka Martyniuka-na trzeźwo nie zniesę, ale przynajmniej po pierwszej butelce winiacza śpiewam razem z nim. Najlepiej to ilustruje reklama jego byczego enerdżi driniacza, który mi poleca swym czarującym barytonem.

Bulwa chyba ma dwie szare komórki, a te w wyniku zderzenia się na sobie wyznaczonych torach jazdy doprowadziły ją do wniosku, że lepiej nie pytać mnie po raz 15-sty w ciągu godziny o to samo, choć starałam się być grzeczna i nie cisnąć jej od najgorszych, tylko starałam się ją doprowadzić do właściwej procedury, zadając różne pytania, żeby przez odpowiedzi wycisnąć z niej, co trzeba. Po pierwszych 10 minutach wiedziałam, że szuka leszcza, który odwali za nią całą pańszczyznę, a szelest sam się będzie zgadzał w kieszeni. Nie dałam się wciągnąć w tą zabawę, bo po prostu kurwa N.I.E, czemu jakaś księżniczka Cebulandii ma siedzieć i wzdychać, a ja mam cisnąć jej i moją robotę za damski chuj? ( O nieee, sorry, w korponarzeczu nazywa się to PERSPEKTYWA ROZWOJU DLA OBIECUJĄCEJ KADRY, którą odczułam najlepiej, kiedy moje dwie aplikacje na wyższe stanowiska poszły się jebać) Ćwiczyłam już ten temat w poprzedniej pracy i dziękuję bardzo.

Efekt jest taki, że poleciała do mojego kiero i mu oznajmiła, że sprawiam, że czuje się przeze mnie…głupia.


Nie ma to jak spojrzeć prawdzie w oczy i nadal jej wmawiać, że jest ściemą. Od siebie dodam, że spojrzałam tylko na naszego capo di tutti i rozłożyłam ręce, no bo albo chce, żebym kogoś czegoś nauczyła, albo żebym klaskała z uznaniem, gdy ktoś odstawia teatrzyki z dupy.

Popis buractwa Bulwa odstawiła podczas naszej imprezki zespołowej, kiedy na niezłej najebce zaczęła cisnąć do W. że ta jej niby zabrała urlop, a ona potrzebuje, bo buduje dom i gruz się sypie (??? i dlaczego urlop bierze we…wrześniu???) , zarówno po polsku, jak i po angielsku. Nikt nie był w stanie przemówić jej do rozumu, nawet jedna Włoszka, która ją zjebała; w pewnym momencie stanęłam między nią a W., bo zaczęła machać łapami, co niechybnie skończyłoby się wpierdolem.

-Słuchaj K., jesteśmy poza biurem, więc daruj sobie takie wrzaski, bo mogłaś dzisiaj rano to ogarnąć-westchnęłam.

-Alemójdomgruzkafelkidompieniążkijachcęurlop!!!

-Zacięłaś się? Poza biurem nikt Ci tego nie załatwi, co sobie wyobrażasz?

-W.zabukowałaurlopjachcędwadniwtymsamymczasiejakmogłazabukowaćurlopdommöjjamuszęjechaćblablabla

-A W. ma prawo to serdecznie jebać, bo rezerwowała urlop, zanim żeś zakumała, że firma C. wogóle istnieje. Tym bardziej Twój gruz.

Nie przeszkodziło to w poniedziałek rano chwalić się Bulwie, że jej men musiał stawać w trybie alertowym po melanżu, bo Karolinka chciała ubarwić swym bogatym wnętrzem jego bezcenne wozidło (niech zgadnę-Volkswagen Passat 1.6 TDI kombi pseudonim Passerati? Audi A4? ) Oczywiście zakończyła tą tyradę obowiązkowym HYHY. Debilom to się jednak łatwo żyje, zawsze to powtarzam.

Na koniec chciałabym napisać jakieś zajebiste podsumowanko, jakąś górnolotną klamrę kompozycyjną, ale nic mi nie przychodzi do głowy oprócz tego, że niestety tego typu postaci wśród Polaków rzucają się tubylcom w oczy i nie świadczą o nas najlepiej, co w ostatecznym rozrachunku zagrało całkiem skutecznie, bo spowodowało falę nastrojów i manipulacji, które przyczyniły się do Brexitu.

Ale spoko, jak patrzę na takie elementy, to mam sama chęć zrobić od nich Brexit, byle jak najdalej. Tylko czy to możliwe?

Jeśli…

9 Mar

jeśli miałeś/miałaś chujowy dzień, w pracy wkurwili debile, małżonek rozrzucił skarpety po chacie albo małżonka przeputała cały szelest na DVD z Ewą Chodakowską i buty z Chin, dzieciary nie odrobiły lekcji po raz dwudziesty w tym miesiącu i mają wyjebson, pomyśl, że jednak mimo wszystko nie jesteś Polską, która głosuje przeciwko Polsce, motywując to tym, że w przeciwnym razie nie będziesz mógł reprezentować Polski.

Oglądam właśnie wiadomości w Polsat News na przemian z TVN oraz TVP i jakoś tak oczom nie dowierzam.

Baleron mocy, czyli w przyszłym wcieleniu będę koksem

24 Feb

Niczym baba, która sprząta przed przybyciem sprzątaczki, przed pójściem na siłkę wzięłam i schudłam, żeby wstydu nie było. Teraz portki gimnastyczne zjeżdżają mi na tyle skutecznie z dupy, że można się przyglądać moim przysiadom z nowej perspektywy. Błonnik, cytryny, warzywka, owocki, zielona herbata i oglądanie ciastków od lipca do stycznia na wyszukiwarce Google i co? 10 kilo w dół i opcja poszukiwania cycków w Archiwum Iks, więc redukcja poszła się jebać. Teraz rzeźbimy niczym Pudzian bez Popka, który ponoć ustalił swoim sportowym chuizmem nową jednostkę czasową po legendarnych “gołotach”. Dont łory, Popuś! Polskie buraczany z miejscowych fabryk nadal Cię kochajo, a nawet identyfikują się z Tobą jeszcze bardziej, bo jadą ze swoim idolem na tym samym wózku epickiej klęski.

Całe życie tak a propos sukcesów sportowych z dupy cieniowałam z WFu, tj. nie mieściłam się w jakichś dziwnych normach z tabelek, bo z gimnastyki najlepiej ogarniałam przewracanie kartek w książkach, tarmoszenie ich z biblioteki i mruganie powiekami na czas.Moje słabe serduszko nie zgadzało się na sprint, w przeciwieństwie do durnej wfistki z podstawówki; pozdrawiam z tego miejsca środkowym palcem. W gimbazie było lepiej, bo tam nauczycielka nie była nawiedzona; wymyślała mi inne ćwiczenia, albo np.referat o Krav Madze i muszę przyznać, że wtedy poluhiłam WF, a cztery godziny WFu z rana robiły naszym kręgosłupom na pewno lepiej, niż taka sama ilość godzin religii czy innego bzdeta dla nawiedzonych kucht. W liceum prawem serii trafiłam z kolei na babę, która uważała, że robienie brzuszków jest zajebiste do rodzenia dzieci, w każdym razie chyba koniecznie chciała, żeby cisnąć z niej bekę.

Tak oto na WFie podobał mi się najbardziej unihokej, bo mogłam bezkarnie napierdalać kijem laski, które mnie nie lubiły, siatkówkę, bo na rozegraniu rozpiżdżałam przeciwną drużynę, no i moje trampki też lubiłam, bo były niczym tanie wino-dobre i tanie, a przy tym kolorowe, jak paw po tymże. Może miałabym inne podejście, jakbym w międzyczasie jeszcze nie zjechała ryjem po asfalcie i nie zostawiła pozostałości prawej jedynki w Królikarni-przejazd hulajnogą też nie był dla mnie.

Ale ile można siedzieć na dupie w biurze i czekać, aż będę wyglądać jak angielskie rozlazłe babska z biura Tesco, które składają się z bekonu, czipsów i mięsnych pajów? Bleee, miażdżyca płacze ze szczęścia, a cholesterol nakurwia radosne salto. Złapałam Vlada za frak i wykupiliśmy sobie wejściówki na siłkę, wraz z tłumem popaprańców, którzy spełniali postanowienia noworoczne. 

Wszyscy, którzy kwęczą, że na początku jest ciężko, mają rację. Nam na przykład nie chciały się otworzyć drzwi i nie łapały PINu, więc piliśmy, ale właściwie nie połykaliśmy. Dopiero interwencja telefoniczna otworzyła nam wrota do świata koksu i białka w proszku.

Tak oto pierwsze co zobaczyłam na wejściu, to dziadka, który zawzięcie pakował na bice, laski, które głównie interesowały samojebki (myślałam, że to miejska legenda, ale jednak nie, niektóre dupy naprawdę turlają się na siłkę w tapecie, jebią milion zdjęć, zrobią dwa niemrawe kroczki i idą w diabły), jedną pannę rozmiaru King Konga z mojej roboty też przyczaiłam. Wzruszają mnie chłopcy, dla których dzień nóg jeszcze nie nadszedł i od góry do pasa są rozmiarów Dwayne’a Johnsona, a od pasa w dół mają nóżki cienkie jak zapałki z Lidla. Ale nikt nikogo nie krytykuje i nie wytyka paluchami, za to goście rozmiaru szafy gdańskiej, którzy w PL mogliby składać CV do Pruszkowa, grzecznie puszczają mnie na różne koła tortur, choć wyobrażałam sobie, że będzie inaczej.

Lubię bieżnię, wiosełka, lubię męczyć mięśnie pleców, bo paradoksalnie po obciążeniach już zapomniałam, co to ból plecaczka, ambicjonalnie jadę półdupki i mięśnie brzucha w nadziei, że kiedyś wykrzesam z nich coś więcej niż miętką galaretę. Z czegoś, co przypomina kawałek ruchomych schodów usiłowałam spaść z najgłośniejszym JA JEBIĘĘ WŁAD STOPUJ TEN SZIT w całym Dorset, ale i tak było spoko.

No ale na chuj jaśnisty komukolwiek ROWEREK, którym nigdzie nie można dojechać, a po przejechaniu kilometra spalam na tym złomie 3 kalorie?! To mniej niż plasterek cytryny, BEZ PRZEGINY.

A najbardziej w siłce podoba mi się to, że mogę wypocić wszystkie wkurwy dnia i debili, którzy nie wiedzą, o co im chodzi i zawracają o to dupę wszystkim dookoła, więc cytując lachony reklamujące pasztety, pozdrawiam i polecam.

P.S  Chodzenia na siłkę tuż po pracy nie polecam, bo wtedy jest tam dziki tłum.

P.S 2 Na siłce trzeba dużo pić, żeby się nie odwadniać, co ma wadę, bo odwadnianie w postaci szczania po takim żłopaniu następuje o 4.37, czyli wtedy, kiedy budzik mówi “hihihaha i tak zadzwonię za 5 minut o 6.20, korpoodbycie!!”.